Reklama

Spis treści:

  1. Midsommar w Szwecji. Tutaj nie jest atrakcją dla turystów, lecz świętem światła
  2. Jezioro Siljan wypełnia „kosmiczną ranę”. Krater ma aż 75 km średnicy
  3. Przyszły król Szwecji uciekł tędy przed siepaczami. Dwór Ornässtugan skrywa niezwykłą historię
  4. Falun kojarzymy ze skokami narciarskimi. Jego prawdziwa potęga kryje się pod ziemią
  5. Jak zaplanować podróż z Polski do Dalarny

Kiedy wjeżdżam do Dalarny, rozległej krainy w środkowej Szwecji obejmującej górnicze miasto Falun, rejon jeziora Siljan i narciarskie ośrodki Indre i Sälen na granicy z Norwegią, czuję, że przekraczam niewidzialną granicę. Powietrze pachnie tu żywicą i chłodną wodą. Są tu czyste jeziora, dzikie góry i lasy, w których żyją łosie i niedźwiedzie. Tu odbywa się największy na świecie masowy bieg narciarski – Vasaloppet, czyli słynny Bieg Wazów, a także zachowało się najwięcej autentycznych ludowych tradycji, zwłaszcza obchody Midsommar. Szwedzi nazywają ten region „sercem kraju”. Chcę jego bicie usłyszeć z bliska.

Midsommar w Szwecji. Tutaj nie jest atrakcją dla turystów, lecz świętem światła

Nad jeziorem Siljan zmierzch właściwie nie istnieje. Czerwcowe światło trwa tu niemal bez końca – unosi się nad wodą czerwonymi drewnianymi domami i zielonymi łąkami Dalarny. Właśnie wtedy najlepiej zrozumieć, czym dla Szwedów jest Midsommar. Nie turystyczną atrakcją ani festynem dla przyjezdnych, lecz czymś znacznie ważniejszym – rytuałem światła, lata i wspólnoty.

– Midsommar trzeba poczuć, nie oglądać – mówi Göran, którego spotykam na rynku w miasteczku Mora. Ma ok. 60 lat, jasne włosy związane w krótki kucyk i dłonie człowieka, który całe życie pracował w drewnie. Urodził się nad Siljanem i – jak sam mówi – zna każdy kamień między Morą a Rättvik. Właśnie on zabiera mnie do Våmhus, niewielkiej miejscowości nad pobliskim jeziorem Orsasjön, gdzie mieszkańcy już od rana przygotowują się do święta. Chce mi pokazać prawdziwe Midsommar. – Ludzie myślą, że chodzi o zabawę i alkohol – śmieje się. – A to święto światła. Najważniejszy moment roku. Dawniej ludzie bali się ciemności i zimy. Dlatego lato trzeba było celebrować najmocniej, jak się dało.

Jedziemy lokalną drogą w stronę wioski, gdzie mieszkańcy przygotowują midsommarstång – wysoki słup opleciony brzozowymi liśćmi i kwiatami. Po obu stronach stoją czerwone gospodarstwa z białymi framugami. Nad wszystkim unosi się zapach lasu, jeziora i nagrzanej trawy. Na łące trwa właśnie dekorowanie słupa. Kobiety plotą wianki z chabrów i margerytek, dzieci biegają boso po trawie, a starsi mężczyźni wspólnymi siłami ustawiają drewnianą konstrukcję. Nikt się nie śpieszy, nikt nie wydaje poleceń. Wszyscy wiedzą, co mają robić. – Widzisz? – pyta Göran. – Tu każdy ma swoje miejsce. Jedni śpiewają, inni gotują, ktoś przynosi ciasto. To bardziej wspólnota niż festyn.

Midsommar – od wierzeń ludowych do ekranów kin
Midsommar – od wierzeń ludowych do ekranów kin / fot. Natalia Bohren / Shutterstock.com

Kiedy słup zostaje postawiony, powietrze przecina dźwięk skrzypiec i zaczynają się tańce. Najpierw spokojne i trochę nieśmiałe, później coraz żywsze. Całe rodziny – dzieci, dziadkowie, nastolatki – w barwnych ludowych strojach, często noszonych tu na co dzień, chwytają się za ręce i tworzą wokół midsommarstång wirujące kręgi. Tłum wyśpiewuje kolejne zwrotki tradycyjnych piosenek, jak Små grodorna, o skaczących radośnie żabkach.

Po tańcach wszyscy siadają przy długich stołach. Jemy młode ziemniaki z koperkiem, śledzie, chrupkie pieczywo, łososia i obowiązkowe truskawki ze śmietaną. Nad Siljanem światło robi się złote, niemal nierzeczywiste. Wieczorem siadamy z Göranem na drewnianym pomoście. Jezioro jest gładkie jak lustro. – Zimą bywa tu minus trzydzieści – mówi cicho Göran. – Dlatego ten jeden wieczór znaczy dla nas tak wiele. To dowód, że światło zawsze wraca.

W oddali nadal słychać muzykę i śmiech. Dziewczyny w wiankach wracają przez łąki, ktoś niesie flagę Szwecji, dzieci jeszcze nie chcą spać. Noc właściwie nie nadchodzi.

W Våmhus Midsommar nie jest folklorem dla turystów. To żywe święto zakorzenione w krajobrazie, jeziorach i pamięci ludzi takich jak Göran. Bo w przeciwieństwie do wielu regionów Europy, gdzie tradycje ludowe stopniowo zanikają, w Dalarnie pozostaje wydarzeniem głęboko wspólnotowym. Tutaj obchody przesilenia letniego nie są turystycznym spektaklem, lecz żywą tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

Jezioro Siljan wypełnia „kosmiczną ranę”. Krater ma aż 75 km średnicy

Następnego ranka, gdy żegnam się z Göranem, ten spogląda na gładką taflę jeziora Siljan. – Wiesz, że to woda, która wypełnia kosmiczną ranę? – rzuca zagadkowo. Zaintrygowany jego słowami ruszam wzdłuż brzegu, kierując się na wyspę Sollerön. Gdy tam docieram, pojmuję, co miał na myśli. W nowoczesnym muzeum na wprost wejścia wisi duże satelitarne zdjęcie środkowej Szwecji. Na nim widnieje zarys gigantycznego krateru, którego częścią jest jezioro Siljan. 360 mln lat temu uderzył tu meteoryt o średnicy ok. 2,5 km. Pozostawił po sobie największy w Europie krater o średnicy aż 75 km.

Ludzka historia jest tu jednak równie fascynująca. W muzealnych gablotach eksponowana jest kunsztowna broń, w tym wspaniały miecz z przełomu X i XI w., wart w owym czasie fortunę, oraz artefakty wydobyte z miejscowego cmentarzyska wikingów. Z muzeum wychodzę do niewielkiego skansenu.

Sollerön
Sollerön / fot. Holger.Ellgaard, Wikimedia Commons, CC-BY-SA-4.0

Wikińskie tradycje szkutnicze podtrzymywane są w miasteczkach leżących na brzegach jeziora: w Morze, Rättviku czy Leksandzie, gdzie przyglądam się smukłym drewnianym jednostkom. To tzw. łodzie kościelne. Wzorowane są na historycznych drakkarach, którymi mieszkańcy okolicznych osad udawali się niegdyś na targ i do świątyni. Dawniej kościół był agendą państwa, a po mszy czytano ogłoszenia i zarządzenia władz. Dziś takie łodzie biorą udział w regatach, które każdej wiosny i lata odbywają się na jeziorze Siljan, przyciągając do Leksandu tłumy turystów.

Gdy odprowadzam wzrokiem trenujących na wodzie wioślarzy, moją uwagę przykuwa majestatyczny parowiec m/s Gustaf Wasa z 1876 r., który kursuje między wspomnianymi miasteczkami. Jego nazwa jest tu nieprzypadkowa.

Przyszły król Szwecji uciekł tędy przed siepaczami. Dwór Ornässtugan skrywa niezwykłą historię

Podwaliny potęgi królestwa Szwecji zbudował właśnie Gustaw I Waza. Aby poznać jego historię, jadę kilkadziesiąt kilometrów do niewielkiej miejscowości Ornäs nad jeziorem Runn. To tu, w zbudowanym z bali XVI-wiecznym dworze Ornässtugan, ukrywał się młody szlachcic Gustaw Eriksson, późniejszy władca.

Od roku 1397 Dania, Szwecja i Norwegia były połączone unią. Faktyczną hegemonię sprawowała w niej Dania. W 1520 r. król duński Christian II zaprosił do Sztokholmu zbuntowanych szwedzkich wielmożów i kazał zdradziecko ściąć 82 z nich. Młody Gustaw cudem uniknął rzezi i przytomnie uciekł do Dalarny.

W budynku była toaleta, niesłychany w tym czasie luksus. Gdy duńscy siepacze otoczyli dwór, wydostał się właśnie przez nią. W pobliskiej miejscowości Mora próbował porwać ludzi do powstania przeciwko Duńczykom, opowiadając o sztokholmskiej „krwawej łaźni”. Miejscowi chłopi nie uwierzyli mu, więc musiał uciekać w kierunku Norwegii. Kiedy wiadomość się potwierdziła, za Gustawem Erikssonem wysłano najlepszych narciarzy, żeby go zawrócili i poprosili, by stanął na czele powstania przeciwko Danii.

Ornässtugan
Ornässtugan / fot. Hansn, Wikimedia Commons, CC-BY-SA-3.0

Właśnie ten pościg jest powodem, dla którego na 90-kilometrowej trasie ucieczki, z Sälen do Mory, co roku w pierwszą niedzielę marca organizowany jest Vasaloppet – słynny Bieg Wazów. Rozgrywany od 1922 r. jest najstarszym, największym i najdłuższym biegiem narciarskim świata. Przyciąga na swoje trasy ponad 30 tys. uczestników. Narciarzowi, który pierwszy dobiega do mety, na ostatnich metrach towarzyszy kranskulla, piękna dziewczyna, która nakłada mu na szyję wieniec zwycięstwa. Trasa biegu kończy się pod pomnikiem króla Gustawa Wazy, który w tym miejscu nawoływał do powstania przeciw Danii.

Falun kojarzymy ze skokami narciarskimi. Jego prawdziwa potęga kryje się pod ziemią

Opuszczam Morę i kierując się na północ, do miejscowości Orsa, wjeżdżam w gęste bory – królestwo drapieżników. W największym w Europie parku niedźwiedzi, Orsa Rovdjurspark, spaceruję specjalną ścieżką zawieszoną w koronach drzew. W całej Szwecji żyje dziś ok. 1,2 tys. tych zwierząt, a blisko 500 właśnie w Dalarnie. Starają się unikać spotkań z ludźmi, dlatego trudno je zauważyć. Tymczasem z mojej ścieżki kątem oka dostrzegam przemykające bezszelestnie między pniami wilki. Park to też dom dla łosi, rysi i rosomaków.

Z dzikiej północy ruszam na południe, by dotrzeć do miejsca, z którego przez wieki płynęły pieniądze finansujące potęgę całej Szwecji. Dojeżdżam do Falun. Dotąd kojarzyłem to miasto ze skokami Adama Małysza, ale jego prawdziwe oblicze kryje się pod ziemią. Przez stulecia był to największy w Europie ośrodek górnictwa miedzi. Rudę wydobywano tu już w czasach wikingów.

Kopalnia w Falun
Kopalnia w Falun / fot. Shutterstock

Zwiedzanie kopalni odbywa się z przewodnikiem. Po krótkim instruktażu zjeżdżam windą 70 m w głąb ziemi. Trasa wiedzie przez labirynt wąskich chodników i ogromnych komór wydrążonych podczas setek lat wydobycia. Powietrze staje się lodowate, spada do 6 stopni. Karol Linneusz był w Falun 200 lat temu i opisał to miejsce jako piekło na ziemi. Oglądam ślady dawnej metody „ognia i wody” – polewania rozgrzanej skały w celu jej skruszenia. Górnicy pracowali tu w ciemności, pyle i oparach siarki. Jej związki mają własności konserwujące. Przewodnik opowiada historię młodego Matsa Israelssona, który zginął zasypany w zawalisku. Gdy pół wieku później znaleziono ciało górnika, jego narzeczona, starsza już kobieta, rozpoznała go bez trudu.

Na koniec przewodnik wskazuje na czerwonawą hałdę. To z niej powstaje Falu Rödfärg, słynna farba z Falun w kolorze ciemnej ochry, produkowana na bazie tutejszych minerałów miedzi. To ona – żartobliwie nazywana szwedzką barwą narodową – zdobi elewacje większości drewnianych domków w Skandynawii.

Kiedy wyjeżdżam z Falun i mijam kolejne pomalowane w odcieniu „faluńskiej czerwieni” domostwa, rozumiem już, czym jest ten region. Choć przeszedł transformację od górnictwa do turystyki i kultury, jego charakter pozostał niezmienny. Przeszłość nie została wyparta przez nowoczesność, lecz stała się jej częścią. Aby zrozumieć fenomen Dalarny, trzeba stanąć nad spokojną taflą jeziora Siljan i posłuchać, jak w białą noc skrzypce wygrywają melodię piosenki o skaczących żabach. To jest serce Szwecji. I bije tu mocnym rytmem.

Jak zaplanować podróż z Polski do Dalarny

Dojazd

  • Prom plus samochód (najpopularniejsze): prom z Gdańska do Nynäshamn koło Sztokholmu lub z Gdyni do Karlskrony i dalej do Dalarny. Koszt: 800–1500 zł auto plus pasażerowie. Zalety: wygoda. Wady: dłuższy czas podróży (noc na promie).
  • Samolot plus pociąg (najszybciej). Lot z Polski (Warszawa, Kraków, Gdańsk itd.) do: Stockholm Arlanda Airport. Lot: 150–600 zł. Pociąg: Sztokholm–Falun–Mora (3–4 godz.). Pociąg: 150–300 zł.
  • Własne auto. Trasa: Polska–Niemcy–Dania–most Øresund–Szwecja–Dalarna. Długość: 1300–1600 km. Czas: 14–18 godz. Koszt: paliwo plus opłaty 255 zł. Zalety: pełna niezależność. Wady: bardzo długa jazda.
  • Pociąg. Trasa: Polska–Berlin–Kopenhaga–Malmö i dalej do Dalarny. Brak bezpośrednich połączeń. Zalety: wygoda. Wady: kilka przesiadek.

Nocleg

  • Vandrarhemmet Stranden, Eldsläckarevägen 4, 792 32 Mora. Cena: 180–320 zł/noc, pokoje wieloosobowe lub proste 2-osobowe;
  • Hotel Fridhemsgatan Fridhemsgatan 15, 792 30 Mora. Cena: 350–520 zł/noc. Pokoje z łazienkami, śniadanie w cenie, dobra lokalizacja w centrum miasta;
  • Mora Hotell & Spa, 4 Strandgatan 12, 792 30 Mora. Ceny: 520–750 zł/noc. Spa, restauracja, widok na jezioro Siljan, wysoki standard pokoi;
  • Hotel Falun*** Trotzgatan 16, 791 30 Falun. Ceny: 520–760 zł/noc. Przy zabytkowej kopalni;

Jedzenie

W Szwecji opłaca się jeść między godzinami 11 a 14, wtedy ceny są dużo niższe niż wieczorem. Najlepszy wybór to lancz dnia (dagens lunch): 35–50 zł. Pizza/kebab: 35–47 zł. Kolacja to wydatek nawet 60–100 zł. Woda i kawa często są w cenie lanczu.

Źródło: Visit Dalarna

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...