Reklama

Spis treści:

  1. Święto Truskawek w Nemi. Owocowa tradycja w cieniu wygasłego wulkanu
  2. Villa d’Este w Tivoli. Za niepozorną bramą kryją się ogrody pełne wodnych cudów
  3. Klasztor św. Benedykta w Subiaco. „Próg raju” zawieszony nad przepaścią
  4. Od antycznego street foodu po apericenę nad jeziorem. Dolce vita pod Rzymem
  5. Jak zaplanować podróż do Lacjum z Polski

Czapeczka z zielonych listków kielicha na główce, czerwone kaftanik i rajstopki – pierwszy raz widzę niemowlę przebrane za truskawkę! Uszy niosącej go mamy zdobią kolczyki z tym owocem, a szyję czerwone korale. Za nią i przed nią sunie korowód kobiet ubranych identycznie jak ona w czerwone spódnice, czarne gorseciki podkreślające piersi pod białymi bluzkami. We włosach upięte koronkowe stroiki – mandrucelle. To fragolare symbolizujące pradawną tradycję zbioru leśnych poziomek i uprawy truskawek w Nemi.

Święto Truskawek w Nemi. Owocowa tradycja w cieniu wygasłego wulkanu

Uczestniczę w Sagra delle Fragole – czerwcowym Święcie Truskawek. Tłum złożony głównie z lokalsów zdaje się rozsadzać wąskie uliczki Nemi pełne butików z tekstyliami i rzemiosłem spod znaku truskawki. Na czele pochodu burmistrz z biskupem, bo jak w przypadku każdego święta w Italii sacrum miesza się bezkolizyjnie z profanum, za nimi orkiestra dęta.

Malownicze miasteczko z domami o pastelowych fasadach zdaje się zawieszone na zboczu ostro schodzącym do jeziora Nemi położonego w dawnym kraterze należącym do Gór Albańskich, grupy wygasłych wulkanów okalających Rzym od południowego wschodu. To na nich urodził się Romulus, legendarny założyciel Rzymu. Według niektórych właśnie w Nemi, jednym z 17 Castelli Romani, miasteczek malowniczo otulających te wzgórza.

Poziomki powstały z łez Wenery wylanych nad zmarłym Adonisem – opowiada mi jedna z fragolar i częstuje obezwładniającym aromatem, słodkim owocem miłości. – Zbierano je już w antyku, uprawę truskawek rozpoczęto później – dodaje.

Próbuję tiramisu i drinka z poziomkami – fragolino spritz. Sącząc go, spoglądam w toń jeziora Nemi. Ma kolor szafiru niczym drogocenne kamienie zdobiące rufy dwóch gigantycznych statków-pałaców Kaliguli z ogrodami i świątyniami na pokładach. Ich wraki wiek temu wydobyto z dna Nemi. Castelli Romani mają mnóstwo takich historii.

Villa d’Este w Tivoli. Za niepozorną bramą kryją się ogrody pełne wodnych cudów

To jest wejście do słynnej Villa d’Este? Jestem rozczarowana skromną furteczką w murze umieszczoną z prawej strony kościoła, gdyż początkowo wcale jej nie dostrzegłam. Kardynał Hipolit d’Este (1509–1572) od samego papieża Juliusza II za pomoc w objęciu Tronu Piotrowego otrzymał w zarząd Tivoli. Postanowił wznieść w nim rezydencję „rywalizującą” rozmachem z pobliską antyczną Willą Hadriana.

Lacjum - Tivoli
Lacjum - Tivoli / fot. Shutterstock

Sceny mitologiczne, bukoliczne i groteski zdobią pałacowe ściany. Sufity – bogato zdobione kasetony, a podłogi – marmur lub cotto, terakota z czerwonej gliny. Istny triumf manieryzmu, przy którym brak mebli nie przeszkadza. Do tego 4,5 ha tarasowych ogrodów, w których na każdym zakręcie zaskakują mnie cuda: groty, arkady, nimfea, rzeźby, fontanny, baseny, wodospady. Woda przepływa przez nie na zasadzie grawitacji zgodnie z wdrożonym tu nowatorskim systemem hydraulicznym.

Tandem wybitnych architektów dworu – Pirro Ligorio i Alberto Galvani – ale też sam Hipolit, który wcześniej czuwał nad rozbudową rezydencji rodu d’Este m.in. w Pizie, Rzymie, Ferrarze i Fontainebleau, pokazali, co potrafią! Bujna zieleń wypielęgnowanych drzew i krzewów, woń kwiatów, szum wody wprawiają mnie w błogi nastrój. Długie chwile spędzam przy monumentalnej Fontannie Organów Wodnych z popiersiami umięśnionych atlasów. Ona rzeczywiście gra: cudownie dostojną renesansową muzykę dworską. Bardzo słusznie figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO!

Ostatnim właścicielem rezydencji był bodaj najsłynniejszy z rodu arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg-Lotaryński d’Este, który zginął w zamachu w Sarajewie 28 czerwca 1914 r. Jego śmierć spowodowała wybuch I wojny światowej.

Klasztor św. Benedykta w Subiaco. „Próg raju” zawieszony nad przepaścią

Progiem do raju nazwał klasztor św. Benedykta w Subiaco wybitny poeta renesansu (i notabene tercjarz franciszkański) Francesco Petrarca. Nie dziwi mnie to porównanie. Musiałam 45 minut wspinać się mozolnie w górę, jak do nieba, bo konwent od miasteczka dzielą 2–3 km. Tak pokonałam porośnięty gęsto lasami, przecinający Apeniny fragment słynnego Cammino di S. Benedetto. Szlak religijno-turystyczny łączy Nursję w Umbrii, gdzie święty się urodził, z klasztorem na Monte Cassino. Ten ostatni znają wszyscy, choćby z historii, ale Subiaco raczej nie.

Wychodząca ze skały zbocza góry Taleo monumentalna, grubością murów przypominająca twierdzę romańska budowla robi ogromne wrażenie. W to miejsce ok. 500 r. n.e. dotarł nieznany nikomu 17-letni Benedykt, znalazł sobie grotę i zamierzał spędzić w niej anonimowe życie pustelnika. Zamiast tego w ciągu trzech kolejnych lat młody człowiek zgromadził wokół siebie wspólnotę mnichów zafascynowanych prostotą reguły sprowadzającej się do słów „módl się i pracuj”. W kolejnych wiekach benedyktyni dadzą impuls do rozwoju ruchu monastycznego w zachodniej Europie.

Nad grotą chyba nadludzkim wysiłkiem mnisi wznieśli jeden nad drugim dwa kościoły widowiskowo zawieszone nad próżnią doliny płynącej kilkaset metrów niżej rzeki Aniene. To nad nią ogarnięty gigantomanią Neron zbudował swoją letnią rezydencję, dziś w ruinie, oraz system już nieistniejących sztucznych jezior. Szum wody do świątyni nie dociera, panuje cisza, którą rozbija tylko zwielokrotnione echo moich kroków na kamiennej posadzce.

Wąskim ciemnym korytarzem docieram do górnego kościoła i nagle otacza mnie feeria barw fresków. Namalowaną na ścianach historię świętego odnajduję w kościele dolnym, którego część stanowi lita skała. To tu kryje się Sacro Speco, święta grota Benedykta. Figura z białego marmuru przedstawiająca młodzieńca o niemal anielskiej urodzie kontrastuje z moim przekornym wyobrażeniem zarośniętego mnicha w znoszonym habicie. Bardziej więc przekonuje mnie wizerunek Franciszka z Asyżu namalowany przez anonimowego autora na jednej ze ścian. Z odstającymi uszami, w szarej mnisiej szacie, jeszcze bez stygmatów – chyba najwierniejszy portret świętego, który spędził tu na modlitwie połowę 1223 r.

Zaopatrzona w benedyktyński likier „Tysiąc ziół” z przyklasztornego sklepiku zjeżdżam w dół przygodnym autostopem. W Subiaco mijamy klasztor św. Scholastyki, siostry bliźniaczki św. Benedykta. W nim uczniowie Gutenberga Konrad Sweynheym i Arnold Pannartz wydrukowali w 1465 r. pierwszą książkę w języku włoskim.

Od antycznego street foodu po apericenę nad jeziorem. Dolce vita pod Rzymem

OMG, co za szalony dzień! Najpierw krótka wizyta w parku archeologicznym Ostii Antycznej, starożytnym porcie Rzymu. Ocienione rozłożystymi pióropuszami pinii ruiny – z nadal goszczącym przedstawienia teatrem na 4 tys. miejsc, pozostałościami insulae, pierwowzorów dzisiejszych wieżowców, i najstarszą synagogą w Europie – szepcą mi historię miasta ongiś większego niż Pompeje. Nie widzę stąd morza, jego brzeg przez 2 tys. lat oddalił się o 3 km. Są pięknie zachowane mozaiki, thermopolium, czyli stara wersja street foodu, gdzie na barze wykładanym płytkami z kolorowego marmuru (!) serwowano „prababkę” hamburgera, kotlecik z mielonego mięsa wołowego doprawiony owocami jałowca, orzeszkami pinii, winem i garum, popularnym wówczas sosem rybnym.

Ruiny Ostia Antica
Ruiny Ostia Antica / fot. Luigi Narici/AGF/Universal Images Group via Getty Images

Jednak na koniec podróży wybieram apericenę w Movida Beach w Bracciano, 40 km na północ od Wiecznego Miasta. O zachodzie słońca kieliszek zimnych białych bąbelków cudownie się komponuje z talerzem ryb z grilla zdobionym artystycznie kawałkami warzyw, kwiatami i sosami palce lizać. Jakbym była w restauracji z gwiazdką Michelina, a nie w skromnym lokaliku nad plaży nad jeziorem, ubrana w jeszcze mokry strój po eksperymentach na supie. Prawdziwe dolce vita z widokiem na jedną z najpiękniejszych warowni w Europie, zamek Orsini-Odescalchi, po którego renesansowych komnatach krąży duch rudej damy.

Jak zaplanować podróż do Lacjum z Polski

Dojazd

Samolotem do Rzymu. Bezpośrednie loty z Warszawy i Krakowa tanimi liniami Wizz Air i Ryanair od ok. 100–200 zł w jedną stronę. Potem wynajętym samochodem.

Nocleg

  • Villa delle Rose/Villa Maria w Bracciano: od 190 euro/dwójka/3 noce (pyszne, domowe jedzenie!);
  • Villa Artemis w Nemi od 70 euro;
  • Hotel Ha w Bracciano od 68 euro/dwójka;
  • LH Hotel Lloyd w Rzymie od 65 euro/dwójka;

Jedzenie

  • Locanda Lo Specchio di Diana w Nemi – własnej roboty gnocchi serwowane z mięsem z dzika albo królika (13 euro) lub tradycyjna rzymska saltimbocca alla romana („cielęcina wskocz do buzi”) z prosciutto crudo i świeżą szałwią (14 euro);
  • Ristorante Osteria Da Andrea a Villa d’Este – naprzeciwko wejścia do Villa d’Este – domowa kuchnia rzymska, w tym trippa alla romana, flaki w sosie pomidorowym ze słynną słoniną Lardo di Colonnata (10 euro);

Warto wiedzieć

Pupazza frascatana – kruche ciasteczko z mąki, miodu, oliwy i aromatu pomarańczowego w kształcie kobiety o trzech piersiach symbolizujących obfitość, płodność i wino frascati (do kupienia w cukierniach Frascati, jednym z miasteczek Castelli Romani – Góry Albańskie).

Źródło: Visit Lazio

Nasza ekspertka

Anna Kłossowska

Od blisko dwóch dekad (z przerwą) współpracuję z National Geographic Traveler, byłam nawet częścią redakcji magazynu. Na jego łamach piszę najczęściej o Bel Paese, Pięknym Kraju, czyli o Włoszech. Italii poświęciłam kilka moich przewodników. Są wśród nich bestsellerowe „Włochy, jakich nie znacie” opatrzone żółtą ramką i wyróżnione w konkursie Granice.pl Choć z wykształcenia jestem muzykiem i polonistką, dziennikarskie (studia podyplomowe polskie i francuskie) i włoskie pasje zaszczepił we mnie Dziadek, w międzywojniu korespondent IKC z Rzymu i Adwokat Świętej Roty Rzymskiej. Wcześniej pracowałam m.in. w Prawie i Gospodarce oraz Życiu Warszawy. Pilotuję wycieczki do Italii i oprowadzam Włochów po Warszawie. Prowadzę bloga https://italiannawdrodze.blogspot.com/ Uwielbiam antyk, podróże ad hoc, gotowanie i naturalnie espresso.
Anna Kłossowska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...