Inwazyjny szop pracz coraz śmielej poczyna sobie w polskiej przyrodzie, a jego obecność zaczyna realnie zagrażać chronionym ptakom. Badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego, prowadzące badania w Parku Narodowym „Ujście Warty” odkryły, że drapieżnik ten nie tylko plądruje gniazda, ale też zajmuje drewniane skrzynki lęgowe przeznaczone dla kaczek, odbierając ptakom bezpieczne miejsca do gniazdowania.
WIDEO…
Szopy pracze zadomawiają się w budkach dla ptaków
Dr Magdalena Bartoszewicz oraz Weronika Baranowska, doktorantka z Uniwersytetu Warszawskiego zbadały, jak szopy pracze rozmnażają się na terenie Parku Narodowego „Ujście Warty”. Znalazły aż 14 miejsc rozrodu tego gatunku. Dwanaście z nich mieściło się w dziuplach, najczęściej wierzb, a dwa kolejne w drewnianych skrzynkach lęgowych przygotowanych dla kaczek. Badania prowadzono w latach 2025–2026, ich wyniki opublikowano właśnie w czasopiśmie „Journal of Vertebrate Biology”.
Szop pracz świetnie się wspina i często szuka schronienia na drzewach. Ta zwinność sprawia, że standardowe zabezpieczenia ptasich gniazd okazują się nieskuteczne. – Prowadzimy monitoring lęgów ptaków, głównie gęgaw i łabędzi niemych, z użyciem fotopułapek. Sukces lęgowy tych ptaków był ostatnio bardzo niski – powiedziała PAP Weronika Baranowska.
Z analizy diety szopów wynika, że ptaki stanowiły około 25 procent ich pożywienia. W jednej z budek badaczki znalazły pięć martwych młodych szopów, prawdopodobnie osieroconych po stracie matki.
Badaczki wskazują skuteczne metody ochrony miejsc lęgowych
Obecnie budki lęgowe bywają chronione kolcami lub niewielkim kołnierzem, co utrudnia wspinaczkę rodzimym drapieżnikom, takim jak kuny. Problem w tym, że na szopach te zabezpieczenia nie robią żadnego wrażenia. – Jedyną skuteczną metodą ochrony są śliskie osłony na pnie, wykonane np. z pleksi, o wysokości co najmniej jednego metra – powiedziała Baranowska w rozmowie z PAP.
Szopy radzą sobie w Polsce bardzo dobrze. Średnia liczebność młodych w badanych w parku miotach przekroczyła cztery osobniki. Jest to wynik wyższy niż w analogicznych badaniach prowadzonych w Niemczech, gdzie w miocie rodziły się średnio trzy młode. Zdaniem badaczek wpływ na to może mieć wysoka dostępność pokarmu na terenach podmokłych.
Obecność tego obcego gatunku, pochodzącego z Ameryki Północnej, staje się w naszym kraju rosnącym problemem. – W ubiegłym roku w całym kraju odstrzelono 14 tys. osobników, podczas gdy dwa lata wcześniej było to 7 tys. – zaznaczyła Baranowska.
Jak ograniczać inwazję szopa bez zadawania cierpienia?
Mimo sympatii, jaką budzi ten sprytny i ciekawski ssak, badaczki nie mają wątpliwości, że trzeba go eliminować. – Musimy pamiętać, że [szop pracz] stanowi poważne zagrożenie dla naszej przyrody i powinien być z niej eliminowany – powiedziała Baranowska.
Niestety, eliminacja w ramach ochrony rodzimej przyrody oznacza dla szopów śmierć. Można ją jednak przeprowadzać w sposób możliwie humanitarny. Pytana o to, jak ograniczać populację, nie narażając zwierząt na cierpienie, badaczka wskazała na znaczenie miejsc rozrodu. Jej zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest dotarcie do całego miotu i eutanazja młodych. – Przed ukończeniem około półtora do dwóch miesięcy młode są całkowicie niesamodzielne i nie potrafią nawet opuścić dziupli. Gdyby w tym czasie odstrzelono samicę, młode umierałyby z głodu przez kilka tygodni – wyjaśniła. Dodała, że w walce z rozprzestrzenianiem się szopów trzeba korzystać ze wszystkich dostępnych metod, bo ani odstrzał, ani przekazywanie zwierząt do azyli nie rozwiążą problemu przy jego obecnej skali.
Autorki przypominają, że obecność szopa pracza należy zgłaszać organowi zarządzającemu danym terenem, na przykład wójtowi lub burmistrzowi, ponieważ to te organy są zobowiązane do zwalczania gatunków inwazyjnych.