Jak znajdujesz miejsca, które później pokazujesz swojej społeczności? Czy częściej są to świadomie wyszukane lokalizacje, czy raczej miejsca odkryte przypadkiem podczas drogi?

Miejsca z moich fotografii i filmów, którymi dzielę się ze swoją społecznością w mediach, to najczęściej kadry odnalezione w drodze, zupełnie przypadkiem. Choć wierzę też, że w życiu nie ma przypadków – niektóre z nich po prostu miałem odkryć i do nich dotrzeć, by móc pokazać je innym.

Te czarujące zakątki są jednak przede wszystkim wypadkową dobrej znajomości mojego rodzinnego regionu – Doliny Baryczy, którą eksploruję z pasją od wielu, wielu lat. Doskonale wiem, jak potrafi zmieniać się krajobraz w zależności od pory dnia lub pory roku. Miejsca, które wczesną wiosną wydają się niepozorne i surowe, jesienią potrafią wręcz zahipnotyzować. Jesienne barwy, snujące się gęste mgły, poranna wilgoć i złociste promienie światła przebijające się przez gęste korony drzew prosto na dno lasu tworzą magię, która przywołuje na myśl obrazki jak z najpiękniejszych baśni.

Co sprawia, że zwykłe, pozornie niepozorne miejsce staje się warte sfotografowania? Na co zwracasz uwagę, kiedy szukasz dobrego kadru?

Wiele miejsc, które mijam w Dolinie Baryczy, na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. Jednak ich prawdziwe oblicze zarezerwowane jest wyłącznie dla wytrwałych albo po prostu dla szczęściarzy.

Kluczem jest światło i czas. Ta sama leśna droga czy polana, mijana bezrefleksyjnie w ciągu dnia, o świcie, gdy niskie słońce oświetla przestrzeń, staje się tłem dla absolutnej magii. Z kolei w samo południe, kiedy zrobimy przystanek w gęstym lesie i zenitalne słońce uderzy w starą, próchniejącą kłodę – tętniącą życiem, porośniętą mchami, grzybami i opanowaną przez mikrokosmos owadów – przez te kilkanaście minut tworzy się widowisko niesamowitej natury. Wprawne oko fotografa potrafi wyłapać te ulotne spektakle.

Dla mnie najważniejsza jest jednak uważność i głęboka chęć dostrojenia się do otaczającej mnie przyrody. Gdy zatrzymasz się i naprawdę „wejdziesz” w świat przyrody, dostrzeżesz kadry, obok których większość po prostu przejedzie obojętnie.

Leapmotor
fot. Jakub Wencek

Jaką rolę odgrywa fotografia w Twojej codzienności?

Fotografia jest dla mnie niezwykłym pomostem pomiędzy powtarzalną codziennością – poranną rutyną, życiem rodzinnym, pracą i stałymi obowiązkami – a ulotnym, mistycznym wręcz pięknem, jakie wyczarowała dla nas natura. W czasach, gdy jako społeczeństwo niebezpiecznie oddalamy się od świata przyrody na rzecz pędu cywilizacji, zdobywania kolejnych celów w życiu, to właśnie aparat pozwala mi do niej powracać. Od zawsze chciałem poznawać tajniki przyrody – jej rytmiczne przemiany, nowe gatunki i fascynujące zależności międzygatunkowe.

Fotografowanie daje mi ogromną siłę i życiową energię. Biorąc przykład z mojego syna, wciąż pielęgnuję w sobie wewnętrzne dziecko i tę dziecięcą, czystą ciekawość świata. Potrafię szczerze zachwycić się drobiną rosy na trawniku pod domem czy małym żukiem wędrującym przez mech, muśniętym akurat promieniem słońca. Aparat uczy mnie prawdziwej uważności i bycia tu i teraz. Sprawia, że zwykłe liście, pożółkłe trawy czy dobrze znane ścieżki postrzegam w sposób wyjątkowy – tak, jakby na moich oczach rozgrywał się najpiękniejszy, kameralny spektakl. Co niezwykłe, te małe przyrodnicze widowiska często odbywają się „tylko dla mnie”, co nadaje im bardzo osobisty, niemal intymny charakter.

Czy najlepsze kadry częściej są wynikiem planowania, czy przypadku? Masz poczucie, że w podróżowaniu warto zostawić sobie przestrzeń na to, co nieprzewidziane?

Oczywiście część kadrów to efekt skrupulatnego planowania. Jeśli doskonale znasz teren, specyfikę pory roku, ścieżki jeleni podczas rykowiska czy ich ulubione przesmyki między stawami, jesteś w stanie precyzyjnie przygotować się do wyjścia i obmyśleć kadry.

Jednak wielokrotnie to właśnie przypadek stawał się reżyserem moich najbardziej ikonicznych fotografii. Niektórych scen nie sposób przecież zaplanować – jak choćby niespodziewanego spotkania w lesie z krowami, które uciekły gospodarzowi i szukały chłodu w cieniu drzew. To właśnie z tego nieoczekiwanego splotu wydarzeń powstało jedno z moich najbardziej rozpoznawalnych zdjęć: krowa pośród białych pni brzóz.

Dlatego w podróży – zarówno tej lokalnej, jak i dalszej – zawsze zostawiam margines na to, co nieoczywiste. W uwielbianej przeze mnie Italii, gdzie zdjęcia „robią się same”, czasami wystarczy skręcić w wąską uliczkę, by dostrzec parę starszych ludzi idących pod rękę na tle starej klimatycznej kamienicy…

Trzeba być otwartym na takie doświadczenia i możliwość szybkiej zmiany planu. Jeśli to możliwe – planujmy, ale tam, gdzie plan się kończy, dajmy się po prostu ponieść przygodzie i chwytajmy to, co przynosi nam los.

leapmotor
fot. Jakub Wencek

Jak wyglądał Twój dzień z Leapmotor B10 Hybrid EV? Dokąd pojechałeś, co zobaczyłeś i czy wydarzyło się coś, czego wcześniej nie planowałeś?

Ze względu na niepewne prognozy pogody całą produkcję wideo musieliśmy zaplanować na jeden konkretny, ale dość intensywny dzień. Byliśmy umówieni z ekipą filmową na realizację materiału ukazującego premierę auta w moim naturalnym środowisku, czyli w lasach Doliny Baryczy.

Poranek powitał nas pięknym bezchmurnym niebem. Słońce szybko wznosiło się nad horyzont, a w okolicznych bukowych lasach pojawiły się miękkie promienie światła przebijające gęste korony drzew. Czekając na ekipę filmową, miałem chwilę na samotny przejazd leśną drogą. To był jeden z najpiękniejszych poranków, jakie widziałem w ostatnim czasie – światło dosłownie wlewało się do dna lasu przez szpary między liśćmi. Dzięki panoramicznemu dachowi, zastosowanemu w Leapmotor B10 Hybrid EV, mogłem powoli toczyć się leśną ścieżką i chłonąć ten spektakl z zupełnie nowej perspektywy.

Podczas tego dnia odwiedziliśmy kilka wyjątkowych lokalizacji w Dolinie Baryczy. Przejechaliśmy obok starego rezerwatu przyrody z blisko 180-letnimi bukami, skupiając się na ukazaniu auta w otoczeniu starolasu. Później przenieśliśmy się w rejon Stawów Milickich – jednego z największych tego typu rezerwatów w Europie. Gdy filmowaliśmy samochód przemieszczający się groblą, wydarzyło się coś, czego zupełnie nie planowaliśmy: niebieski lakier hybrydowego Leapmotor B10 idealnie zagrał z odcieniami nieba i taflą wody, tworząc spójną kompozycję trzech odcieni błękitu.

Co sprawia, że samochód staje się dobrym kompanem podróży, a nie tylko środkiem transportu?

Samochód przestaje być zwykłym narzędziem do przemieszczania się w momencie, gdy zyskujesz w nim absolutne poczucie komfortu i spokoju. Wszystkie nowoczesne ułatwienia i dopracowane wnętrze dają kierowcy coś bardzo cennego – zdejmują z niego ciężar ciągłego kontrolowania wszystkiego wokół. Kiedy nie musisz na wszystko uważać za kierownicą, prowadzisz swobodniej. Nie zużywasz energii na drobne niedogodności, „nie spinasz się”, dzięki czemu jesteś po prostu spokojniejszy, a zaoszczędzone pokłady uwagi i sił możesz przełożyć na coś znacznie przyjemniejszego, np. zachwyt otoczeniem, czy bardziej twórcze myślenie.

Do tego dochodzi wymiar czysto praktyczny: bardzo wygodne, wentylowane i podgrzewane fotele (niezastąpione po całodziennym marszu w terenie), połączone z podwyższoną pozycją za kierownicą, dzięki czemu masz świetną widoczność. W fotograficznej codzienności kluczowy jest też dla mnie pojemny bagażnik na sprzęt, kamera 360° ułatwiająca manewrowanie na ciasnych leśnych duktach oraz bezobsługowość, dzięki której auto otwiera się ze smartfona w kieszeni. Gdy dołożysz do tego panoramiczny dach do obserwowania koron drzew i system audio grający ulubioną muzykę, podróż staje się przyjemnością samą w sobie, a auto – cichym, niezawodnym partnerem każdej wyprawy.

Czy cisza i płynność jazdy mogą wpływać na sposób, w jaki odbieramy podróż? Czy łatwiej dzięki nim zostawić za sobą pośpiech i wejść w rytm natury?
Zdecydowanie tak. Świetne wyciszenie wnętrza w połączeniu z płynnym ruchem auta ma ogromny wpływ na naszą koncentrację i samopoczucie. Dla osób o dużej wrażliwości na otaczający świat taka cisza staje się przestrzenią do złapania oddechu i dostrojenia się do wolniejszego rytmu natury.
Kiedy podróżujesz w takich warunkach bocznymi drogami prowadzącymi przez gęste lasy czy wzdłuż cichych stawów, soczysta zieleń, szum koron drzew i otwarte niebo działają kojąco na psychikę. W aucie wyposażonym w potężny panoramiczny dach kontakt z przyrodą jest niemal bezpośredni, łatwiej odciąć się od codziennego szumu w głowie i delektować otoczeniem. Choć kierowca zawsze musi zachować pełne skupienie na drodze, to z perspektywy pasażera – a zwłaszcza kogoś siedzącego na komfortowej tylnej kanapie – podróż zamienia się w oglądanie najpiękniejszego filmu przyrodniczego na żywo przez wielkie szklane okna.

Podróż fotograficzna oznacza zwykle sporo sprzętu, bagażu i rzeczy, które muszą być pod ręką. Jak ważna jest dla Ciebie przestrzeń i funkcjonalność samochodu podczas takich wyjazdów?
Wśród fotografów krąży dowcipne powiedzenie: „im więcej sprzętu, tym mniej talentu”. Choć bywa w tym ziarno prawdy, w praktyce profesjonalne podejście do kadrów i filmowania wymaga solidnego zaplecza technicznego. Wyjeżdżając w teren, zabieram ze sobą pokaźny zestaw: od ciężkiego, stabilnego statywu pod długi teleobiektyw i drugiego, lżejszego statywu, przez kilka obiektywów, drona, szynę, stabilizatory i oświetlenie, aż po całą masę baterii, kabli i akcesoriów. Po spakowaniu okazuje się, że operuję dwoma ogromnymi plecakami i dodatkową torbą sprzętową.
W takich sytuacjach przestrzeń ładunkowa staje się kluczowa. Bagażnik w B10 jest niezwykle obszerny i ustawny – cały mój fotograficzno-filmowy ekwipunek zmieścił się w nim bez najmniejszego problemu, a wciąż pozostało sporo wolnego miejsca na rzeczy osobiste. To auto, w którym trzy- lub czteroosobowa ekipa może podróżować w pełnym komforcie, bez konieczności robienia ustępstw przy pakowaniu – czy to na wymagający plener, czy na prywatny wyjazd rodzinny.

Żyjemy w świecie, w którym technologia towarzyszy nam właściwie na każdym etapie podróży. Czy Twoim zdaniem pomaga nam dziś lepiej odkrywać świat, czy czasem sprawia, że przestajemy naprawdę na niego patrzeć?
Technologia weszła niemal w każdą dziedzinę naszego życia. Z jednej strony to ogromne ułatwienie – smartfon w kieszeni pozwala sprawdzić dokładną pozycję słońca o świcie, zaplanować kadry, a nawet rozpoznać gatunek ptaka po jego śpiewie. To genialne narzędzia, z których warto korzystać.
Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że jako ludzie często zachłystujemy się technologią i wpadamy w jej pułapkę. Żyjemy w ciągłym biegu, przygnieceni pracą, terminami i powiadomieniami. Ekrany zaczynają przesłaniać nam to, co najważniejsze, drastycznie obniżając naszą zdolność do koncentracji – wystarczy jeden komunikat w telefonie, by wybić nas z uważności na kolejne kilkadziesiąt minut.
Dlatego i w pracy, i w fotografii staram się stawiać wyraźną granicę. Gdy wchodzę do lasu, świadomie ograniczam sięganie po smartfon czy aparat. Na ostatnich warsztatach fotograficznych, gdy moi kursanci polowali na kadry, usiadłem z boku, by po prostu chłonąć moment: zapach wilgotnego lasu, pastelowe niebo o świcie i potężne ryknięcia jeleni rozrywające poranną ciszę. Nie każda chwila musi zostać uwieczniona na matrycy – niektóre z nich warto zachować wyłącznie w swojej pamięci i sercu.

Jakie miejsce w Polsce Twoim zdaniem zasługuje na większą uwagę? A gdybyś mógł spontanicznie wsiąść do hybrydowego Leapmotor B10 i ruszyć tam jutro rano, jak wyglądałaby taka podróż?
W Polsce jest mnóstwo zachwycających zakątków, ale największą uwagę przyciągają u mnie nie te najbardziej znane, oblegane kurorty, lecz niepozorne miejsca, które zwykle mijamy w drodze do głównych atrakcji. Lubię wędrować w kameralnym gronie, a najchętniej w pojedynkę, by kontakt z naturą był pełny. Dla mnie każdy las poza miastem, w którym można się przysłowiowo zgubić i pójść przed siebie, jest warty uwagi. Uwielbiam też Dolny Śląsk i Karkonosze z ich malowniczymi, ukrytymi w dolinach wioskami.
Jednak jako człowieka z południa zawsze magnetycznie ciągnęło mnie na północ – wychowałem się na sentymencie do Trójmiasta, w którym kiedyś planowałem zamieszkać. Gdybym więc miał jutro rano wsiąść spontanicznie do hybrydowego Leapmotora B10, mój cel byłby jeden: dziki Bałtyk po sezonie.
Wyruszyłbym jeszcze nocą, przejeżdżając całą Polskę tak, by zameldować się na brzegu dokładnie o świcie. Marzy mi się pusta, szeroka plaża – wolna od tłumów, spowita chłodną poranną bryzą i szumem fal. Wychodzisz z auta, stajesz na piasku i w tej samej chwili widmowa tarcza słońca zaczyna powoli wschodzić nad krawędzią morskiego horyzontu. Usiadłbym na piasku, czując pierwsze cieplejsze promienie na twarzy, słuchając miarowego uderzania fal i krzyku mew w oddali. Po prostu siedziałbym tam długo, słuchając tylko ciszy.

 

Materiał promocyjny marki Leapmotor