Są takie drogi, na których cel przestaje mieć największe znaczenie. Liczy się to, co wydarza się pomiędzy kolejnymi punktami na mapie: nagła zmiana światła, samotna aleja drzew, surowa linia brzegu albo ścieżka, która prowadzi w miejsce, którego wcześniej nie było w planach. Właśnie tak wygląda fotograficzna podróż Krystiana wzdłuż polskiego Wybrzeża.
Krystian Bielatowicz to fotograf, filmowiec i reżyser z ponad 20-letnim doświadczeniem. W swojej pracy stawia na „starą szkołę” rzetelnego rzemiosła, w której najważniejsze są autentyczna relacja z człowiekiem i naturą oraz uważne obserwowanie świata. Jako dokumentalista pracował w odległych zakątkach świata, realizując m.in. dla National Geographic Polska materiały o polskich wykopaliskach w Andach, potomkach Inków oraz rdzennych ceremoniach i rytuałach w Meksyku i Gwatemali. Jest laureatem 14 nagród fotograficznych i filmowych, autorem 26 wystaw w Polsce i za granicą oraz jurorem konkursów fotograficznych, w tym National Geographic Polska. Łącząc role operatora, montażysty i producenta, prowadzi swoje autorskie opowieści od pierwszego szkicu scenariusza aż po finałowy kadr.
Teraz jego droga prowadzi między Łebą a Świbnem, przez nadmorskie miejscowości, Kaszuby, lasy i przestrzenie, w których Bałtyk pokazuje swoje mniej oczywiste oblicze. Towarzyszy mu elektryczna Mazda6e, która początkowo miała być przede wszystkim środkiem transportu, z czasem jednak sama stała się częścią fotograficznej opowieści. Jej smukła sylwetka, miękkie linie i sposób, w jaki karoseria reaguje na światło, zaczęły tworzyć kolejne kompozycje razem z brzozami, trawami, architekturą i nadmorskim krajobrazem.
Dla fotografa, który patrzy na świat przez pryzmat geometrii, proporcji i światła, była to kolejna przestrzeń do poszukiwania idealnego kadru. Tym bardziej że jego projekt nie jest kolekcją pocztówkowych widoków. To próba uchwycenia Bałtyku jako miejsca pełnego nastroju, ciszy i tajemnicy.
W tej podróży fotografia spotyka się więc z uważnością. Krystian nie planuje każdego kilometra. Zostawia sobie przestrzeń na intuicję, obserwuje światło i pozwala, by droga czasem sama wskazała kolejny kadr. Mazda6e staje się przy tym nie tylko mobilną bazą, ale również cichym miejscem pracy: podczas ładowania samochodu można zgrać zdjęcia, przygotować sprzęt i zaplanować dalszą trasę, a elektryczny napęd pozwala doświadczać leśnych dróg bez dźwięku silnika.
Cisza, przestrzeń, droga
Mazda6e została zaprojektowana tak, by technologia nie przesłaniała samego doświadczenia podróży. Jej wnętrze czerpie z japońskiej koncepcji MA, opartej na pięknie pustej przestrzeni. Spokojne linie, panoramiczny dach wpuszczający do kabiny naturalne światło i minimalistycznie zaprojektowany kokpit tworzą wnętrze, w którym łatwo poczuć przestrzeń. We wnętrzu zastosowano połączenie wysokiej jakości materiałów wykończeniowych, które podkreślają jego minimalistyczny i dopracowany charakter, a oświetlenie ambientowe pozwala wybrać jeden z 64 kolorów. Dla fotografa znaczenie ma także praktyczna strona samochodu: 466-litrowy bagażnik i dodatkowy schowek z przodu pozwalają zabrać w drogę sprzęt potrzebny do pracy.
Elektryczny napęd dodaje tej podróży jeszcze jeden wymiar – ciszę. Mazda6e oferuje zasięg pozwalający swobodnie planować dłuższe trasy, a krótki postój przy szybkiej ładowarce wystarczy, by w około 15 minut uzupełnić energię odpowiadającą nawet 230 km zasięgu. Rzeczywista prędkość ładowania zależy od wielu czynników, między innymi mocy stacji, temperatury akumulatora czy poziomu jego naładowania. Systemy wspierające kierowcę, kamery 360° oraz wyświetlacz head-up dopełniają technologiczne zaplecze modelu, pozostawiając jednak pierwszeństwo temu, co na drodze najważniejsze: obserwowaniu świata.
Bo w tej historii najważniejsze nie jest samo dotarcie do kolejnego miejsca. Chodzi o to, by naprawdę się zatrzymać i zobaczyć. O tym, jak wygląda takie poszukiwanie idealnego kadru, co pozwala dostrzec w dobrze znanym krajobrazie coś zupełnie nowego i jak w tę fotograficzną podróż wpisała się Mazda6e, opowiada sam Krystian.
Przyjechałeś do Trójmiasta w konkretnym celu. Nad jakim projektem pracujesz i czego szukasz tutaj jako fotograf?
Pracuję nie tylko w samym Trójmieście, ale na całym Wybrzeżu – a dokładniej na moim ulubionym odcinku między Łebą a Świbnem w Gdańsku. Szukam tam plenerów i nieoczywistych lokalizacji, w których mogę rejestrować Bałtyk zarówno w kadrach fotograficznych, jak i filmowych.
Fascynuje mnie ten żywioł wody i wiatru, ale w swoich pracach szukam czegoś więcej niż standardowych widoków. Chcę opowiedzieć historię Bałtyku w sposób mistyczny, tajemniczy i niebanalny. Zdjęcia, które tu gromadzę, mają w przyszłości złożyć się na album oraz wystawę fotograficzną. Z kolei ujęcia wideo trafiają do mojego autorskiego filmu, nad którego koncepcją wciąż pracuję.
W Twoich zdjęciach często pojawiają się geometryczne linie, światło i dopracowana kompozycja. Co sprawia, że właśnie taki sposób patrzenia na świat jest Ci najbliższy?
Na świat patrzę dwutorowo: z perspektywy matematycznej oraz poprzez kompozycję – wiedzę rozwijaną przez artystów od stuleci. Kompozycja to ciągłe poszukiwanie harmonii, balansu i równowagi w obrazie: najpierw w malarstwie, od XIX wieku w fotografii, a dziś także w filmie.
W gruncie rzeczy jest to dążenie do doskonałości. Świat składa się z nieskończonej liczby kadrów, a cała sztuka polega na tym, by w danym miejscu i czasie odnaleźć ten jeden, najlepszy. Najpiękniejsza w tym wszystkim jest sama droga i proces poszukiwania. Im większe masz doświadczenie i lepsze rzemiosło, tym nie tylko szybciej dostrzegasz właściwy moment, ale potrafisz też wyłowić kadr o wiele doskonalszy.
W fotografii zwracasz uwagę na prostotę formy, światło, proporcje i detale. Czy podobne wartości dostrzegasz w projekcie Mazdy 6e i w tym, jak jej sylwetka współgra z miejską architekturą oraz naturalnym krajobrazem?
Podczas realizacji kolejnego etapu mojego projektu nad Bałtykiem poruszałem się Mazdą 6e. Zaskoczyło mnie, że po pewnym czasie równe mnóstwo frajdy, co sam projekt, sprawiało mi poszukiwanie kompozycji i linii, które harmonizowały auto z otoczeniem.
Większość czasu spędzałem blisko natury – nad samym morzem oraz na Kaszubach. Skupiałem się na swojej fotografii i tematach bałtyckich, gdy nagle zauważyłem, jak świetnie ten samochód komponuje się z lokalnym krajobrazem: brzozami, trawami i surową przyrodą.
Sama sylwetka auta jest wyjątkowa i nieoczywista – to ciekawa zabawa formą, pełna opływowych kształtów, łagodnych zaokrągleń i miękkich przejść. Niesamowicie pracuje na nich światło. Z czasem samochód stał się dla mnie czymś więcej niż tylko transportem – stał się bardzo ważnym elementem mojej pracy fotograficznej.
Monotsukuri to japońska filozofia tworzenia oparta na zaangażowaniu, rzemiośle i dbałości o detal ? Jak rozumiesz to podejście i czy odnajdujesz je również w swojej fotografii?
Filozofia Monotsukuri jest mi niezwykle bliska, bo w punkt oddaje to, jak postrzegam tworzenie. Kojarzy mi się ona przede wszystkim ze światem analogowym, z którego się wywodzę. Dziś, gdy dominują cyfra, algorytmy i sztuczna inteligencja, Monotsukuri przypomina o wartości autentycznego, namacalnego rzemiosła – takiego, jak praca na slajdach czy negatywach.
W tej filozofii kluczowe jest pozostawienie w tworzonej rzeczy cząstki swojej duszy. W fotografii przekłada się to na sam proces: zanim nacisnę migawkę, muszę w danej przestrzeni być, poczuć ją i w pełni jej doświadczyć. Na kadrze zapisuję więc nie tylko fizyczny, materialny obraz, ale też swoje emocje i ten duchowy element.
To właśnie podejście oparte na Monotsukuri najbardziej zafascynowało mnie w tym projekcie. Połączyło ono myślenie Mazdy, National Geographic i moje własne – jako fotografa, który szuka w rzemiośle czegoś więcej niż tylko czystej techniki.
Praca fotografa to nie tylko robienie zdjęć, ale też planowanie, przemieszczanie się i organizacja. Jak wygląda Twój dzień w terenie i jak wykorzystujesz czas postoju lub ładowania samochodu?
W mojej pracy autorskiej niezwykle cenię sobie przestrzeń na swobodę. Dzień wcześniej ustalam jedynie ogólny kierunek – na przykład, że będę w okolicy Lubiatowa czy na Helu – ale już na miejscu w dużej mierze oddaję się intuicji. Obserwuję światło, warunki na drodze i jeśli nagle poczuję, że boczna ścieżka wśród drzew może doprowadzić mnie do czegoś wyjątkowego, po prostu w nią skręcam.
Taki styl pracy wymaga jednak solidnego fundamentu logistycznego. Planuję wyjazd tak, aby spędzać po dwa dni w jednym miejscu – daje mi to bazę wypadową, gdzie mogę zostawić sprzęt i ubrania, operując w promieniu 50–60 kilometrów. Szukając noclegów, zwracam też uwagę na dostępność szybkich ładowarek, bo poruszam się autem elektrycznym.
Co ciekawe, czas ładowania nigdy nie był czasem straconym. Wykorzystywałem go bardzo intensywnie: zrzucałem pliki na dyski, ładowałem baterie w aparatach, planowałem kolejne kadry, odpisywałem na maile, notowałem pomysły, a czasem po prostu szedłem na spacer z aparatem. Ta organizacja opiera się więc na stabilnych podstawach, ale zostawia ogromne pole dla intuicji i spontaniczności.
Podczas tej realizacji Mazda6e pełni rolę Twojej mobilnej bazy. Które rozwiązania samochodu okazały się najbardziej przydatne podczas pracy – zarówno w mieście, jak i poza nim?
Dla mnie jako fotografa ogromne znacznie ma estetyka, dlatego na pierwszym miejscu postawiłbym po prostu piękny, dopracowany design. Mazda6e to przykład naprawdę świetnego wzornictwa, które cieszy oko za każdym razem, gdy do niej podchodzisz.
W codziennej pracy i podróży niezwykle ważny okazał się komfort. Podczas upałów – sięgających nawet 36 stopni – ratunkiem była wentylacja foteli, która diametralnie podnosi wygodę jazdy.
Świetne wrażenie zrobił na mnie również szklany dach. Daje niesamowite poczucie przestrzeni i pięknie doświetla wnętrze, a jednocześnie skutecznie chroni przed ostrym słońcem i nagrzewaniem, więc światło nie razi podczas jazdy.
Poza miastem i na trasie kluczowa była dynamika. Świetne przyspieszenie daje ogromne poczucie bezpieczeństwa i płynności, zwłaszcza przy manewrach wyprzedzania. Podsumowując: połączenie estetyki, wysokiego komfortu i dynamiki sprawiło, że to auto idealnie sprawdziło się jako mobilna baza.
Fotografujesz zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i w naturze. Jak zmiana otoczenia wpływa na Twój sposób pracy i czy cisza, którą daje samochód elektryczny, pomaga Ci lepiej skupić się na tym, co dzieje się wokół?
Zdecydowanie tak – cisza i specyfika auta elektrycznego bardzo pozytywnie wpływają na proces pracy. Podam konkretny przykład: podczas projektu trafiałem na potężne upały, przekraczające 35–36 stopni. Zdarzało się, że spędzałem w zaparkowanym aucie pół godziny – zgrywałem zdjęcia, odpisywałem na maile, notowałem pomysły czy po prostu przygotowywałem sprzęt do kolejnego ujęcia.
W aucie spalinowym postój z włączonym silnikiem bywa uciążliwy. W elektryku panuje zupełnie inna kultura pracy: silnik milczy, a w kabinie działa przyjemna klimatyzacja i wentylacja foteli. To daje ogromny komfort psychiczny i fizyczny.
Równie mocno odczułem to w trasie, przejeżdżając przez lasy w okolicach Lubiatowa. Mogłem po prostu otworzyć okna i sunąć powoli aleją wśród drzew, słuchając szumu lasu czy cykania świerszczy, zamiast warkotu silnika. Taka bezgłośna jazda pozwala zupełnie inaczej doświadczać otoczenia, wyciszyć się i po prostu lepiej skupić na poszukiwaniu kadru. Różnica w porównaniu z autami spalinowymi jest tu ogromna.
Niezależnie od tego, czy fotografujesz architekturę, krajobraz czy ludzi – czego przede wszystkim szukasz w swoich kadrach i co chciałbyś, żeby odbiorcy dostrzegli w tej podróży?
W moich kadrach szukam przede wszystkim poezji. Dążę do idealnej kompozycji, harmonii oraz balansu między światłem, kolorem a formą.
Niezależnie od tego, czy na zdjęciu pojawia się malarz w Pucku, majestatyczna aleja drzew, czy wzburzona fala ujęta na długim czasie naświetlania – wszystko to opowiada o tej samej drodze. O poszukiwaniu kadrów w pewien sposób mistycznych i poetyckich. Zależy mi na minimalistycznej formie, która mimo swojej prostoty potrafi opowiedzieć głęboką historię o miejscu, człowieku czy naturze.
Chciałbym, aby odbiorcy w tej podróży dostrzegli właśnie ten spokój, zatrzymanie i wrażliwość na świat, który nas otacza
Idealny kadr nie zawsze czeka tam, gdzie prowadzi zaplanowana trasa. Czasem pojawia się za zakrętem, w świetle przesuwającym się po trawie, w odbiciu na mokrym piasku albo w ciszy lasu, przez który prowadzi droga. Dlatego dla Krystiana fotografia jest przede wszystkim procesem: uważnym patrzeniem, doświadczaniem miejsca i cierpliwym poszukiwaniem tej jednej kompozycji spośród nieskończonej liczby możliwych.
Podróż wzdłuż Wybrzeża staje się dzięki temu czymś więcej niż fotograficznym projektem. To opowieść o Bałtyku, który można odkrywać na nowo, jeśli tylko pozwolimy sobie zwolnić. O drodze, która nie zawsze musi prowadzić najkrótszą trasą. I o tym, że czasem najlepsze kadry powstają właśnie wtedy, gdy przestajemy ich szukać na siłę.
Materiał promocyjny marki Mazda