Często jeszcze za życia drzewa – gdy jest ono wiekowe, a już na pewno, gdy się ono przewróci ze starości lub z powodu wichury – odsłonięciu ulega jego wnętrze, czyli drewno. Co ciekawe – choć to słowo jest w powszechnym użyciu, niewiele osób wie, czym właściwie jest drewno.
WIDEO…
Drewno, czyli martwe serce drzewa
Aby to wyjaśnić, musimy zrozumieć, jak drzewo rośnie. Proces ten przebiega zupełnie inaczej, niż to obserwujemy u zwierząt, w tym u nas, ludzi. Gąsienica owada, śledź czy nasze dzieci rosną w całej swojej objętości, mniej więcej proporcjonalnie powiększając organy ciała, gdyż większość tkanek zawiera dzielące się komórki (częstość tych podziałów spada z wiekiem, ale niektóre z ich zachowują tę właściwość przez całe życie organizmu – tak zwane komórki macierzyste). U roślin natomiast podziały komórkowe zachodzą tylko w jednym rodzaju tkanki – w tkance twórczej, która występuje wyłącznie w pewnych miejscach w roślinie. Znajdziemy ją na szczytach pędów i korzeni (tu realizuje się wzrost na długość) oraz w łodydze i starszych korzeniach.
W drzewach, zaraz pod ochronną warstwą kory, znajdują się dwie tkanki twórcze: fellogen i kambium. Ta pierwsza odpowiada głównie za tworzenie kory. Druga natomiast wytwarza przede wszystkim tkanki przewodzące: łyko – transportujące roztwór cukrów z miejsc ich produkcji lub uwalniania (na przykład z liści) do miejsc zapotrzebowania na te związki chemiczne (na przykład do korzeni, kwiatów) oraz właśnie drewno – tkankę przewodzącą wodę i sole mineralne z korzeni do pozostałych części rośliny.
Gdy rośliny drzewiaste rosną, wytwarzają szczególnie dużo drewna. Funkcjonuje ono u nich nie tylko jako element przewodzący, ale również mechaniczny. To na drewnie opiera się cały ciężar drzewa. Niewielkie i młode drzewa używają całego swojego drewna jako tkanki przewodzącej, natomiast u starych drzew z gatunków, które osiągają dużą wysokość, wewnętrzna część drewna przekształca się w tak zwaną twardziel, nieprzewodzącą, a także zaimpregnowaną gumami i żywicami roślinnymi. O ile w pierwszej, młodszej części drewna, tak zwanej bieli, najdziemy jeszcze trochę żywych komórek wrastających pomiędzy naczynia przewodzące wodę i sole, o tyle w twardzieli niemal zupełnie ich nie ma. Jest to martwe „serce” starych drzew.
Powolna śmierć starego drzewa
Co się dzieje, gdy wichura łamie jeden z konarów wiekowego dębu lub lipy? Zdarta zostaje kora, ale również odsłania się drewno, także to starsze, czyli twardziel. Wraz z deszczem i wiatrem w taką ranę wnikają mikroskopijne formy życia – przetrwalniki bakterii i zarodniki grzybów. Kiełkują na ułamanym kikucie i powoli – może to trwać nawet wiele lat – przerastają drewno od środka. Enzymy bakterii i grzybów rozkładają celulozę i ligninę, które są głównymi składnikami chemicznymi twardzieli. Martwe serce drzewa staje się sercem spróchniałym.
Nie oznacza to jednak od razu śmierci całego drzewa. Jego wzrost jest wprawdzie spowolniony, a gałęzie bardziej łamliwe, ale może ono, często puste w środku, stać jeszcze przez wiele lat. Może nawet kwitnąć i owocować – aż do czasu naprawdę silnej burzy, która ostatecznie pokona kilkusetletniego giganta.
Jak opieńka zjada pień
Latem pod gęstwiną dębów i lip jest ciemno i ponuro, za to późną jesienią, gdy z większości drzew opadną już liście, w lesie robi się nieco widniej, przynajmniej na kilka godzin na dobę. Choć mżawka, zamglenie oraz dominujące wokół brązy i beże nie nastrajają nas pozytywnie do życia, to gdy przyjrzymy się dokładniej, zobaczymy, co wówczas masowo pojawia się wokół.
Grzyby! W lasach na przełomie października i listopada pojawiają się dosłownie miliony owocników opieńki miodowej (Armillaria mellea). Jest to grzyb rozkładający martwe drewno (choć nie gardzi również tym „żywym” i pasożytuje na niektórych gatunkach drzew). Widać go tu wszędzie wokoło: na przewróconych i martwych drzewach, na pniakach wystających ze ściółki, na drzewach częściowo żywych, ale już starych. Rośnie też na ziemi – po bliższej obserwacji zobaczymy jednak, że owocniki opieńki nie wyrastają z grzybni rozprzestrzeniającej się w ściółce, ale z pogrzebanych kawałków butwiejącego drewna, w których grzybnia tego gatunku się rozwija. Oprócz opieńki na martwym lub prawie martwym drewnie spotkamy również dziesiątki innych gatunków, na których opisanie trzeba by poświęcić wiele książek i atlasów.
Opieńka, podobnie jak inne tego typu grzyby, zjada drewno. Oczywiście nie ma zębów, którymi by rozcierała ten twardy materiał organiczny, ani przewodu pokarmowego do jego trawienia. Grzyby trawią na zewnątrz swojego ciała. Strzępki grzybni – „włókienka” często o średnicy jednej komórki – mają w sumie bardzo dużą powierzchnię, przez którą wydzielają do środowiska wiele różnych enzymów trawiennych oraz wchłaniają strawione proste cząsteczki organiczne. W drewnie do strawienia jest przede wszystkim celuloza – zbudowana z glukozy, czyli podstawowego cukru prostego, stanowiącego idealne źródło węgla i energii dla organizmów.
Z tej glukozy oraz substancji mineralnych (których w martwym drewnie też jest sporo) grzyby budują swoje ciało – grzybnię. A gdy grzybnia jest „najedzona”, zaczyna koncentrować się w pewnych miejscach i wytwarzać owocniki. To organy, które służą grzybom do wytwarzania i rozsiewania zarodników – oraz są zbierane przez grzybiarzy.
Świat w spróchniałym pniu
Gdybyśmy mogli zmniejszyć się do rozmiaru kilku milimetrów i wejść do spróchniałego pnia, znaleźlibyśmy się w przytulnym, ciepłym środowisku, ponieważ mikroorganizmy wytwarzają ciepło podczas rozkładania materii organicznej. Zagłębilibyśmy się w sieć korytarzy, których ściany porośnięte są strzępkami różnych gatunków grzybów – przysmakiem wielu zwierząt.
Przykładowo wśród chrząszczy rodziną szczególnie wyspecjalizowaną w zjadaniu tego typu pokarmu są kózkowate. Dorosłe kózki składają jaja na korze starych lub przewróconych drzew, a niektóre – bezpośrednio na butwiejącym drewnie. Larwy rozwijają się powoli, bo drewno to wprawdzie wysokoenergetyczna substancja organiczna, ale brak w nim aminokwasów, czyli chemicznych cegiełek, z których zbudowane są białka. Larwy tych chrząszczy pozyskują je nie bezpośrednio z drewna, ale z bakterii i grzybów, które to drewno rozkładają.
Niektóre gatunki drewnojadów, na przykład błonkówki z rodziny trzpiennikowatych, wręcz wchodzą w symbiozę z odpowiednimi grzybami. Samica, składając jaja do wnętrza pnia, zaszczepia tam również grzybnię, którą rozprzestrzenia rosnąca larwa.
Muchówka, która udaje osę
Chciałbym tu jeszcze wspomnieć o jednym gatunku owada drewnojada, a mianowicie o morsznicy osowatej (Temnostoma vespiforme). Jest to muchówka, której larwy – białawe i beznogie – zjadają wilgotne, zbutwiałe drewno. Osobniki dorosłe są interesujące, ponieważ na pierwszy rzut oka wyglądają zupełnie jak osy. Nie mają jednak ani żądeł, ani ostrych żuwaczek, żywią się nektarem i słodkim sokiem roślinnym, są więc zupełnie niegroźne.
Dlaczego zatem są „pomalowane” w ostrzegawcze barwy? Otóż one po prostu oszukują! Taki podstęp nazywa się mimikrą batesowską – zupełnie niegroźny gatunek na drodze ewolucji upodabnia się do gatunku niebezpiecznego. Owadożercy bardzo szybko – i boleśnie – uczą się, że żółto-czarne paski na ciele owada to zapowiedź czegoś niemiłego i że należy odpuścić. Dzięki temu muchówka – którą ptaki i inne drapieżniki chętnie by zjadły – nie trwoniąc zasobów na produkcję jadu, może bezpiecznie latać z kwiatka na kwiatek i szukać zbutwiałego drewna, by złożyć w nim jaja. Pamiętajmy więc: nie każdy żółto-czarny owad to osa.
To jest przedruk z książki autorstwa Piotra Bernatowicza pt. „Inny przewodnik. Fenomeny polskiej przyrody”, która ukaże się nakładem Wydawnictwa RN. Tytuł, zdjęcia, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.