Podstawowy problem z monitorowaniem handlu dzikimi gatunkami zwierząt i roślin pojawia się już na etapie określania rzeczywistej skali tego zjawiska. Wiele osób utożsamia ten proceder wyłącznie z nielegalnym przemytem kości słoniowej czy produktów pochodzących od egzotycznych zwierząt. Tymczasem handel dziką fauną i florą obejmuje znacznie więcej sektorów gospodarki, w tym rybołówstwo, przemysł drzewny, branżę modową czy sprzedaż przedmiotów dekoracyjnych. Dodając do tego rozwój Internetu, który stał się główną platformą dla zwierzęcych handlowców, otrzymujemy niezwykle rozbudowany system, który niezwykle trudno jest objąć konkretnymi liczbami. 

WIDEO…

player placeholder

Biznes liczony w setkach tysięcy

Badacze, których raport ukazał się w czasopiśmie „Science Advances”, przy liczeniu gatunków, które są wykorzystywane przez człowieka lub stanowią przedmiot handlu na całym świecie, posiłkowali się kompleksowymi zbiorami danych oraz najnowszymi publikacjami naukowymi. Mimo tak obszernej analizy autorzy wskazują, że ostateczny wynik nadal jest niedoszacowany. Molly Brown, specjalistka ds. wykorzystywania dzikich gatunków i handlu nimi w Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody, zaznacza, że zespół nie miał dostępu do odpowiednich danych monitoringowych, których uzyskanie pozwoliłoby dokładnie określić skalę problemu.

Tak czy inaczej liczba gatunków, które udało się naukowcom zidentyfikować, robi kolosalne wrażenie. Jak ukazuje badanie, na całym świecie w handlu uczestniczy 107 356 gatunków zwierząt i roślin. Wynik ten nabiera jednak znaczenia, gdy porównamy go z oficjalnie przyjętymi szacunkami organizacji analizującej stan światowej różnorodności biologicznej. Według Międzyrządowej Platformy ds. Różnorodności Biologicznej i Usług Ekosystemowych liczba gatunków zwierząt i roślin będących przedmiotem handlu oscylowała wokół 50 tys., czyli była ponad dwukrotnie mniejsza, niż wskazują najnowsze dane. Powstała luka pokazuje sedno problemu, które tkwi w monitoringu zwierzęcego biznesu. 

Zobacz także:

To co legalne, również szkodzi 

Pierwszym skojarzeniem, jakie przychodzi na myśl po usłyszeniu o handlu zwierzętami, są wyroby luksusowe, takie jak biżuteria z kości słoniowej czy kłów morsa. To właśnie te przejawy działalności przestępczej są najmocniej kojarzone z biznesem, który wykracza daleko poza ten sektor gospodarki. W rzeczywistości handel dziką fauną i florą obejmuje bardziej prozaiczne i mniej egzotyczne aktywności – rybołówstwo, przemysł drzewny, branżę modową czy sprzedaż zwierząt domowych i przedmiotów dekoracyjnych. Co istotne, nie każda taka działalność jest nielegalna lub szkodliwa dla środowiska, choć część praktyk przyczynia się do wymierania gatunków.

Problem stanowią jednak luki w przepisach, które umożliwiają wprowadzanie do legalnego obrotu okazów pochodzących z nielegalnych źródeł. Naukowcy zwracają również uwagę na niewystarczającą skuteczność międzynarodowych mechanizmów kontroli, w tym konwencji CITES, która reguluje handel około 40 tysiącami gatunków. Procedury obejmowania kolejnych zwierząt i roślin ochroną trwają według badaczy za długo. W czasie gdy biurokratyczne mechanizmy przetwarzają kolejne wnioski, zagrożone gatunki mogą niemal całkowicie zniknąć ze środowiska naturalnego

– Popyt na dzikie zwierzęta, zwłaszcza żywe osobniki sprzedawane jako zwierzęta domowe, szybko rośnie. Zwiększa się również liczba gatunków uczestniczących w tym handlu – powiedział Chris Shepherd, działacz na rzecz ochrony przyrody związany z Center for Biological Diversity.

Handel w Polsce

Narastający problem widać również w Polsce, gdzie każdego roku służby rekwirują dziesiątki tysięcy okazów CITES, czyli takich, których transport wymaga posiadania specjalnych zezwoleń. Według danych Ministerstwa Finansów, udostępnionych przez Główny Urząd Statystyczny, zeszłego roku zatrzymano 24 104 zwierzęcych „towarów”, czyli niemal sześciokrotnie więcej niż rok wcześniej. Liczba ta nie oznacza jedynie żywych zwierząt – zawarte są w niej m.in. preparaty tradycyjnej medycyny azjatyckiej powstające przy użyciu produktów zwierzęcych. Pamiętajmy, że mowa tu jedynie o okazach klasyfikowanych przez CITES. W rzeczywistości skala tego handlu w naszych granicach może być zdecydowanie większa. 

Źródła: The Guardian, GUS