Koralowce to niezwykle delikatne zwierzęta, które nie potrafią długo przetrwać bez mikroskopijnych glonów żyjących w ich tkankach. Te miniaturowe rośliny dostarczają gospodarzom niezbędną energię do wzrostu i odpowiadają za ich oszałamiające kolory.
WIDEO…
Niestety, na skutek zanieczyszczeń oraz drastycznie rosnącej temperatury wody, oceaniczne glony stają się toksyczne. Zwierzę w akcie desperacji bezlitośnie je wyrzuca, co określane jest jako bielenie koralowców. Pozbawiony swoich partnerów polip staje się upiornie biały i zaczyna z dnia na dzień głodować. Jeśli sytuacja szybko się nie ustabilizuje, cała kolonia ostatecznie obumiera.
Przypadkowe odkrycie w laboratorium
Zespół badawczy ze Stanford Doerr School of Sustainability opublikował w czasopiśmie „Science Advances” fenomenalne wyniki obserwacji. Naukowcy udowodnili, że śmiertelnie zbielałe zwierzę można uratować w absolutnie rekordowym tempie.
Wszystko zaczęło się od szczęśliwego przypadku w uniwersyteckim akwarium. Prof. Stephen Palumbi zauważył, że dwa oderwane fragmenty koralowca opadły na dno i przypadkowo zetknęły się ze sobą. Jeden z nich był całkowicie zbielały, a drugi w pełni zdrowy.
W miejscu ich fizycznego styku wydarzyło się coś niesamowitego. Chora, biała tkanka zaczęła w błyskawicznym tempie odzyskiwać swoje naturalne barwy. Zdrowy osobnik zaczął dosłownie pompować życie w swojego wyniszczonego sąsiada.
Jedz sąsiedzie, jedz. Mikroskopijne transfery
Danny Collins – główny autor badania – postanowił dokładnie przetestować ten naturalny mechanizm ratunkowy. W ściśle kontrolowanych warunkach zestawił ze sobą dziesięć par koralowców pochodzących dokładnie z tej samej kolonii genetycznej.
Połowa z nich stykała się bezpośrednio, a resztę dzieliła zaledwie kilkumilimetrowa przerwa. Obserwacje pod nowoczesnym mikroskopem wykazały, że tkanki stykających się organizmów połączyły się, tworząc wyjątkowy „most ratunkowy”. Zaledwie trzy dni wystarczyły, aby zdrowe glony oraz składniki odżywcze zaczęły swobodnie przepływać do umierającego sąsiada.
Prof. Palumbi tłumaczy, że genetycznie identyczne osobniki doskonale się rozpoznają i potrafią fuzjować. Przypomina to najbardziej udane ludzkie przeszczepy narządów, gdzie dawcą organu zostaje identyczny brat bliźniak pacjenta. Zwierzęta, których nie połączono fizycznie z dawcą, ostatecznie zmarły z głodu.
Rekordowe tempo powrotu do zdrowia
Ku wielkiemu zaskoczeniu ekspertów, chory fragment wymagał zaledwie siedmiu dni bezpośredniego kontaktu z dawcą. Po tym zaledwie tygodniowym zastrzyku życia, oba osobniki celowo rozdzielono.
Uratowany koralowiec zyskał całkowitą niezależność i potrzebował łącznie siedmiu tygodni na pełny powrót do doskonałej formy. Wprowadzone do jego wnętrza mikroskopijne glony namnażały się w rekordowym tempie, podwajając swoją objętość co cztery dni. To wynik ponad dziesięciokrotnie szybszy niż u dziko żyjących populacji.
Czy uda nam się ocalić koralowce?
Do tej pory zbielałe rafy często uznawano za stracone, a ich ewentualna samoistna regeneracja trwała miesiącami. – Nowe informacje na temat naturalnej regeneracji dają nam wreszcie nadzieję na przyszłość – mówi ekolożka morska Fiorenza Micheli. – Otwierają drzwi do przełomu, którego potrzebujemy, by przyspieszyć odbudowę rafy.
Skala oceanicznego kryzysu jest jednak zbyt ogromna, aby fizycznie złączać każdego chorego polipa w oceanie z jego zdrowym klonem. Być może jednak pozwoli rafom przetrwać wystarczająco długo, byśmy zdążyli zainterweniować na większą skalę. Eksperci ze Stanfordu mają już nowy plan – planują opracować nowatorskie metody pobierania i magazynowania symbiotycznych glonów na długo przed nadejściem niszczących fal upałów.
W przyszłości chcą dostarczać je zbielałym rafom w masowych dawkach bez konieczności ciągłego kontaktu. To wydaje się realną szansą na zachowanie tych niezwykłych i ważnych ekosystemów dla przyszłych pokoleń. Bo na razie nie wygląda to „koralowo”.
Źródło: Science Advances