Rekin ludożerca u wybrzeży Kanady brzmi dziwnie, prawda? Cóż, w ubiegłym stuleciu, gdy ekosystemy morskie były stabilne, drapieżniki mogły trzymać się swoich zwyczajowych terytoriów. Jednak podniesienie się temperatur oceanów to wszystko zmieniło.

WIDEO…

player placeholder

U wybrzeży kanadyjskiej Nowej Szkocji woda powierzchniowa ociepliła się w ciągu ostatnich 30 lat o blisko 1,5 stopnia Celsjusza, a przy dnie nawet o 3 stopnie. Te z pozoru niewielkie zmiany to magnes na wielkie drapieżniki z południa, którym w strefie zwrotnikowej zaczyna po prostu brakować pożywienia. To problem nie tylko Kanady – to samo spotka także kraje na naszej półkuli. Europejskie wybrzeża Hiszpanii czy południowej Francji również odnotowują systematyczne ocieplanie wód i przez to sporadyczne pojawianie się rekinów.

Podwodna stołówka dla gigantów

Żarłacz biały (Carcharodon carcharias) to jeden z niewielu rekinów, którego temperatura ciała jest zauważalnie wyższa niż otaczającej go wody. Daje mu to ogromną przewagę w nieco chłodniejszych akwenach, przyspieszając reakcję mięśni podczas polowania. Głównym powodem północnej migracji takich gigantów jak Contender – ponad 4-metrowy samiec zidentyfikowany u brzegów Kanady – jest jednak pożywienie.

Zobacz także:

Ocieplające się wody kuszą nowe gatunki ryb do wędrówki na północ, a za rybami podążają foki, będące największym przysmakiem rekinów. W ostatnich dekadach populacja fok u wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych i Kanady gwałtownie wzrosła, tworząc bogate żerowisko, któremu żarłacze nie mogły się oprzeć. – Osobniki te uczą się, mają wspomnienia, mapy mentalne. Przybywają, eksplorują i widzą okazję... zapamiętują to i wracają – tłumaczy BBC biolog morski, dr Neil Hammerschlag.

W ubiegłym roku zespół Hammerschlaga zidentyfikował u wybrzeży Nowej Szkocji aż 120 różnych żarłaczy białych w ciągu zaledwie 55 dni obserwacji, z czego większość przepływała tylko „na przeszpiegi”, szukając idealnego miejsca do wielkiego żeru.

Niespodziewane spotkania z człowiekiem

Wzrost populacji drapieżników na nowym terytorium prowadzi oczywiście do interakcji z ludźmi. Jeszcze kilkanaście lat temu widok żarłacza białego na północ od Toronto graniczył z cudem. Mieszkało tam też niewiele ludzi. Obecnie jednak wybrzeża, które niegdyś świeciły pustkami, stały się celem rekreacyjnym dla setek tysięcy nowych mieszkańców metropolii (sama populacja Nowej Szkocji przekroczyła milion osób). Więcej oczu nad wodą to siłą rzeczy więcej zgłaszanych spotkań.

Choć żarłacze białe nie polują aktywnie na ludzi, są drapieżnikami niezwykle ciekawskimi. We wrześniu 2026 roku świat obiegła informacja o ataku u wybrzeży Quebecu, gdzie żarłacz zranił jednego z trzech nurkujących w mętnej wodzie mężczyzn. Badania od dawna potwierdzają, że w ograniczonej widoczności rekin potrafi pomylić ubranego w piankę człowieka lub sylwetkę deski surfingowej ze swoją naturalną ofiarą – foką. – Zawsze podkreślam na odprawach, że ryzyko ataku jest bardzo, bardzo niskie, ale ono niestety rośnie – ostrzega instruktorka nurkowania Alanna Canaran w wypowiedzi dla BBC.

Nauka współistnienia od nowa

Choć wrześniowy incydent wywołał panikę w lokalnych klubach nurkowych, eksperci radzą zachować zdrowy rozsądek. Zasada jest prosta: należy bezwzględnie unikać obszarów, w których roi się od fok (głównego pokarmu żarłaczy), zwłaszcza gdy woda jest mętna i ogranicza widoczność.

Co ciekawe, współczesne społeczeństwa mogą czerpać wiedzę od rdzennych mieszkańców tych ziem (takich jak kanadyjskie plemię Mi’kmaq). Niegdyś, polując na foki z kajaków, tubylcy przywiązywali do den łodzi świerkowe korzenie i trawę morską. Sztuczka ta wizualnie „spłycała” obszar wokół łodzi i skutecznie zniechęcała ostrożne rekiny przed uderzeniem z głębin. Będziemy musieli odkurzyć te zapomniane lekcje pokory, bo żarłacze białe, pędzone klimatycznymi zmianami, nie zamierzają szybko opuścić swoich nowych, chłodnych terytoriów. Chociaż znano je od lat, to będzie ich coraz więcej.

Źródło: BBC