2025 roku Japonia zmierzyła się z ogromnym kryzysem wywołanym przez niedźwiedzie. Coraz więcej zwierząt pojawiało się w pobliżu ludzkich siedzib, co skutkowało częstszymi spotkaniami z człowiekiem, a w konsekwencji także atakami. W ciągu tamtego roku niedźwiedzie doprowadziły niestety do śmierci aż 232 osób. To zmusiło władze do podjęcia radykalnych kroków: uśmiercono ogromną liczbę ponad 14 000 niedźwiedzi. Jednak przyczyny tego kryzysu nie były do tej pory wystarczająco przebadane i zrozumiane. Nowe badanie, opublikowane 23 września 2026 nareszcie tłumaczy mechanizm kryzysu. Okazuje się, że to wcale nie nadmierny wzrost populacji niedźwiedzi zaprowadził je w pobliże ludzi. Był to głód: w japońskich lasach załamało się owocowanie drzew.
WIDEO…
Rekordowa ilość ataków niedźwiedzi w 2025 roku
Rok 2025 był najtragiczniejszym w historii japońskich statystyk. Według danych japońskiego Ministerstwa Środowiska japoński podgatunek niedźwiedzia himalajskiego (Ursus thibetanus japonicus) był odpowiedzialny za rekordową liczbę ofiar, a najgorsza sytuacja panowała na północy kraju, zwłaszcza w prefekturze Akita i sąsiednich regionach. Skala zjawiska skłoniła rząd do bezprecedensowych działań, w tym do skierowania w listopadzie 2025 roku żołnierzy Japońskich Sił Samoobrony, którzy pomagali miejscowym myśliwym w stawianiu pułapek na niedźwiedzie.
Władze zarządziły też masowe odstrzały. Między kwietniem 2025 a początkiem 2026 roku odstrzelono ponad 14 000 niedźwiedzi, a władze zapowiedziały usunięcie kolejnych tysięcy osobników. Autorzy badania zwracają jednak uwagę, że od 2008 roku w ramach zezwoleń na usuwanie uciążliwych zwierząt odstrzelono łącznie ponad 65 tysięcy niedźwiedzi. Według dostępnych danych o liczebności niedźwiedzi, oznacza to usuwanie od 15 do 24 procent populacji każdego roku, czyli tempo zbliżające się do biologicznej granicy podtrzymania gatunku.
Naukowcy wskazują na załamanie owocowania lasu
Zespół naukowców, pod kierunkiem Hengjuna Xiao, przeanalizował w nowym badaniu 18-letni zbiór danych z pięciu prefektur Tohoku, w tym obserwacje kwitnienia i owocowania buka, satelitarne pomiary roślinności oraz statystyki incydentów. Zaobserwowano wyraźny próg: liczba ataków rośnie gwałtownie dopiero wówczas, gdy indeks dostępności nasion (MI) spada poniżej wartości 0,38. W latach kryzysowych odnotowano średnio 15,8 incydentu na prefekturę, wobec 5,9 w latach bezpiecznych. Nasiona, owoce, orzechy i inne dary lasu to ogromna i niezbędna część niedźwiedziej diety.
Niedźwiedzie zwykle unikają ludzkich osiedli, ponieważ wejście w przestrzeń człowieka wiąże się z ogromnym ryzykiem. Decydują się na to dopiero wtedy, gdy naturalne zasoby pokarmu spadają znacznie poniżej poziomu uznawanego za nieurodzaj, a zwierzęta są coraz bardziej głodne i nie są w stanie zgromadzić zapasów tłuszczu przed snem zimowym. Właśnie dlatego wybierają wizyty na śmietnikach, w sadach i na uprawach.
Punkt krytyczny w lesie nastąpił w 2006 roku
Analiza wskazuje, że owocowanie buka przeszło załamanie około 2006 roku. Od tego momentu chude lata stały się dotkliwsze, a próg kryzysu był przekraczany częściej, a lata urodzaju tego nie kompensowały. Badacze znaleźli źródło problemu na etapie przekształcania się kwiatów w nasiona: drzewa produkują wciąż dużo kwiatów, ale powstaje z nich coraz mniej nasion.
Moment przełomu zbiega się z regionalną zmianą klimatu, w której średnia letnia temperatura nie spadła poniżej 19 stopni Celsjusza przez ostatnie 20 lat. Podobny mechanizm rozregulowania udokumentowano u też u buka w Europie.
Jednocześnie z nieurodzajem nasion załamała się produktywność także innej roślinności. W konsekwencji niedźwiedzie mają do dyspozycji też mniej liści i bezkręgowców. Lata, w których nastąpiły obie te rzeczy, przynosiły średnio 20,7 incydentu na prefekturę, znacznie powyżej oczekiwanych około 15.
Autorzy kwestionują skuteczność masowych odstrzałów
Z szacunków wynika, że przywrócenie stanu owocowania sprzed 2006 roku mogłoby zapobiec około 15 procentom spodziewanych incydentów w badanym okresie. Autorzy argumentują, że skoro kryzys ma podłoże ekologiczne i epizodyczne, a nie demograficzne, to masowe odstrzały nie przyniosą trwałego efektu i niosą ryzyko dla rozdrobnionych, mało zróżnicowanych genetycznie populacji peryferyjnych.
Zamiast tego proponują wykorzystanie już istniejących danych: monitorowanie leśnych wskaźników kwitnienia i owocowania oraz produktywności roślinności pozwoliłoby przewidzieć ryzykowne lata. Tusze zwierząt z odstrzałów powinny zaś posłużyć do oszacowania struktury wiekowej i innych parametrów populacji, na wzór systemu działającego w Szwecji. Jak podkreślają badacze, takie sposoby można byłoby też przenieść na inne przypadki konfliktów człowieka z dziką przyrodą.
To problem i rozwiązanie nieco podobne do polskiego przypadku z dzikami w miastach, choć oczywiście skala zagrożenia jest w Japonii o wiele większa. Jednak zarówno tam, jak i w Polsce, dzikie zwierzęta podchodzą do ludzkich siedzib skuszone pożywieniem, a samo zmniejszenie ich populacji nie rozwiązuje przyczyny problemu.
Źródło: Science Advances