Zespół badawczy z Uniwersytetu Columbia oraz Uniwersytetu Kolorado w Boulder przeanalizował, jak naturalne wahania klimatu wpłynęły na resztki dawnego lądolodu w Ameryce Północnej. Wyniki swoich prac, wraz z komentarzem glacjologa prof. Shauna Marcotta z Uniwersytetu Wisconsin-Madison, naukowcy opublikowali na łamach czasopisma „Science”. Badacze dowodzą, że działalność człowieka wybiła planetę z odwiecznego rytmu przyrody.
WIDEO…
Żyjemy wewnątrz epoki lodowcowej, która pulsuje jak zegar
Z perspektywy geologii Ziemia już teraz znajduje się w trwającej od 34 milionów lat epoce lodowcowej, ponieważ na Antarktydzie i Grenlandii przez cały rok utrzymują się lądolody. W ramach tego okresu klimat naszej planety przełącza się między mroźnymi glacjałami (które potocznie nazywamy epokami lodowcowymi) a cieplejszymi interglacjałami. Obecnie żyjemy w przyjaznym dla rolnictwa i cywilizacji interglacjale zwanym holocenem, który rozpoczął się około 11 700 lat temu.
Za te cykliczne zmiany odpowiadają cykle Milankovicia, czyli okresowe wahania kształtu orbity Ziemi oraz nachylenia jej osi obrotu. Zjawiska te decydują o tym, ile energii słonecznej dociera latem na półkulę północną i czy zimowy śnieg zdąży stopnieć przed kolejną jesienią. Dwa tysiące lat temu ten mechanizm ponownie pchnął Ziemię w stronę ochłodzenia, czego dowodów naukowcy poszukali w zachowanych w Kanadzie resztkach prehistorycznego lodu.
Ostatnia pamiątka po lodowym kolosie na Ziemi Baffina
Aby sprawdzić, czy nowe zlodowacenie rzeczywiście ruszyło, badacze przyjrzeli się pozostałościom lądolodu laurentyjskiego, który od 95 tysięcy do 20 tysięcy lat temu pokrywał Amerykę Północną od koła podbiegunowego aż po stan Illinois. Do naszych czasów przetrwał z niego zaledwie jeden fragment: czapa lodowa Barnes na wyspie Ziemia Baffina w kanadyjskim terytorium Nunavut. Naukowcy potraktowali ten obiekt jak naturalny barometr klimatu, analizując zamrożone pod nim szczątki dawnych roślin oraz poziom berylu-10 w okolicznych skałach.
Izotop ten powstaje i gromadzi się w kamieniach pod wpływem promieniowania kosmicznego, gdy lód topnieje i wystawia grunt na działanie słońca. Pomiary wykazały, że czapa lodowa Barnes skurczyła się do najmniejszych rozmiarów około 3000 lat temu, ale już 2000 lat temu klimat uległ ochłodzeniu i lód zaczął ponownie przyrastać. Był to wyraźny sygnał, że na Ziemi właśnie rozpoczyna się kolejne zlodowacenie, a arktyczny lodowiec powiększał swoją objętość jeszcze 60 lat temu.
– Wszystko dopiero się zaczynało, przebiegało zgodnie z normą i miało nadejść kolejne zlodowacenie: a jednak się zatrzymało. To mocny przykład tego, jak bardzo wstrząsnęliśmy całym systemem – komentuje współautor badania Nicolás Young, geochemik z Obserwatorium Ziemi Lamonta-Doherty’ego na Uniwersytecie Columbia.
Człowiek jako siła geologiczna zmieniająca bieg historii
W drugiej połowie XX wieku wzrost temperatur wywołany spalaniem paliw kopalnych przełamał trend wzrostowy i zmusił lodowiec do odwrotu. Prof. Shaun Marcott wskazuje, że wywołane przez człowieka zmiany klimatu zablokują nadejście następnej epoki lodowcowej na setki tysięcy lat. Nawet stopniowe odejście od węgla, ropy i gazu nie daje dziś pewności, kiedy naturalny zegar zlodowaceń zdoła wrócić do równowagi. – Ludzie są obecnie czynnikiem geologicznym zdolnym do zniweczenia milionów lat naturalnych cykli lodowcowych i przesunięcia klimatu Ziemi na nadchodzące setki tysięcy lat – podsumowuje na łamach „Science” prof. Marcott.
Zdaniem glacjologa liczba pominiętych w przyszłości cykli zależy bezpośrednio od dzisiejszych decyzji dotyczących emisji dwutlenku węgla. Wypadnięcie planety z rytmu, który regulował życie na Ziemi przez ostatnie dwa miliony lat, odbije się na całych ekosystemach. Gatunki zwierząt i roślin, które ewoluowały w rytmie naprzemiennych ochłodzeń i ociepleń, będą musiały przystosować się do zupełnie nowych warunków.
Źródła: Science, IFLScience