Środek sierpnia to czas, kiedy drogi od południa aż po północ wypełniają się tysiącami wędrowców, którzy ze śpiewem na ustach zmierzają do sanktuariów maryjnych. Najbardziej znana jest pielgrzymka obierająca za cel Częstochowę i słynny klasztor na Jasnej Górze. Jednak bez względu na kierunek, ten specyficzny manifest wiary jest nierozerwalnie związany z najważniejszym w kalendarzu liturgicznym świętem maryjnym.
WIDEO…
Czym właściwie jest Wniebowzięcie?
Choć chrześcijanie wierzyli w tę prawdę niemal od zarania swoich dziejów, jej oficjalne usankcjonowanie nastąpiło dopiero w połowie XX wieku. 1 listopada 1950 roku, odpowiadając na liczne petycje płynące od teologów, biskupów i milionów wiernych z całego świata, papież Pius XII ogłosił Wniebowzięcie jako dogmat wiary katolickiej. Uczynił to na mocy konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus”.
Słowa papieskiej definicji zostały dobrane niezwykle uważnie: „powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej”.
Warto zwrócić uwagę na to, co zostało w tym zdaniu powiedziane, a czego papież celowo unikał. Pius XII użył sformułowania: „po zakończeniu ziemskiego życia”, nie rozstrzygając tym samym wielowiekowego sporu teologicznego między tzw. mortalistami a immortalistami. Zasadnicze pytanie brzmiało: czy Maryja fizycznie umarła, czy też przeszła do chwały nieba, omijając bramę śmierci? Choć dogmat z 1950 roku pozostawia tę kwestię otwartą, zwyczajne nauczanie Kościoła przychyla się do faktu, że Maryja zmarła śmiercią naturalną. Wyraźnie podkreślił to św. Jan Paweł II podczas jednej ze swoich katechez w 1997 roku, stwierdzając wprost: „Matka Boża zmarła, ponieważ zmarł i Chrystus. Przeszła przez śmierć, bo i On przeszedł przez śmierć”.
Związek z Niepokalanym Poczęciem
Ogłoszenie dogmatu o Wniebowzięciu było naturalną konsekwencją innego przywileju maryjnego – Niepokalanego Poczęcia, które papież Pius IX podniósł do rangi dogmatu w 1854 roku. Teologia katolicka dostrzega w tym wewnętrzną spójność. Śmierć i trwanie w grobowym rozkładzie są w ujęciu biblijnym konsekwencją grzechu pierworodnego. Skoro jednak Maryja, na mocy szczególnej, uprzedzającej łaski wysłużonej przez Chrystusa, została zachowana od dziedzicznego skażenia już w pierwszej chwili swego istnienia, prawo grobowego rozkładu jej nie dotyczyło.
Milczenie Biblii
Sceptycy podnoszą, że Kościół nie może wiedzieć o Wniebowzięciu, skoro Nowy Testament milczy na temat ostatnich dni życia Maryi. Rzeczywiście, konstytucja „Munificentissimus Deus” nie cytuje bezpośrednio żadnego fragmentu Pisma Świętego jako historycznego dowodu na to wydarzenie. Prawda ta opiera się raczej na głębokiej lekturze teologicznej Biblii, gdzie Maryja ukazywana jest jako Nowa Ewa, ściśle złączona z Nowym Adamem – Chrystusem – w jego ostatecznym zwycięstwie nad grzechem i śmiercią. Ponadto Stary Testament dostarcza pewnych analogii – wspomina o tajemniczym „wzięciu” do nieba patriarchy Henocha i proroka Eliasza na ognistym rydwanie, co wskazuje, że dla Boga wywyższenie człowieka z ciałem i duszą jest możliwe.
Wniebowzięcie w prawosławiu, protestantyzmie i anglikanizmie
Jak prawda o ostatecznym losie Maryi jest postrzegana przez inne wyznania? Między głównymi nurtami chrześcijaństwa istnieją w tym temacie istotne różnice teologiczne.
Prawosławie
Dla chrześcijańskiego Wschodu kres ziemskiego życia Matki Bożej to święto Zaśnięcia Bogurodzicy. Należy ono do grona dwunastu wielkich świąt i jest obchodzone niezwykle uroczyście (15 sierpnia w kalendarzu juliańskim, co przypada na 28 sierpnia w kalendarzu gregoriańskim). Święto to poprzedza surowy, czternastodniowy post.
Różnica między katolickim „Wniebowzięciem” a prawosławnym „Zaśnięciem” to jednak coś więcej niż tylko semantyka. W prawosławiu o chrześcijaninie nie mówi się, że umiera, a że udaje się na spoczynek lub zasypia. Śmierć jest tylko przejściem, po którym człowiek się budzi. Prawosławni teolodzy podkreślają, że Wschód akceptuje fakt wzięcia Maryi z ciałem do nieba, opierając się na apokryfach i wczesnej Tradycji.
Mimo wspólnej wiary w ostateczny triumf Maryi, Cerkiew odrzuca zachodni dogmat z 1950 roku. Wynika to z faktu, że prawosławie nie przyjmuje zachodniego dogmatu o Niepokalanym Poczęciu z 1854 roku, który dla katolików stanowi punkt wyjścia dla logiki Wniebowzięcia. Prawosławna teologia grzechu pierworodnego jest nieco inna – uważa Maryję za najświętszą, ale nie widzi potrzeby definiowania jej statusu na wzór rzymski.
Protestantyzm
Odmienne podejście reprezentują Kościoły protestanckie. Reformacja XVI wieku oparła się na fundamentalnej zasadzie Sola Scriptura – jedynym i ostatecznym autorytetem w sprawach wiary jest Biblia. Ponieważ księgi Nowego Testamentu nie wspominają o wniebowzięciu, śmierci, ani o pogrzebie Maryi, większość protestantów odrzuca katolicki dogmat jako ludzki wymysł, nieposiadający objawionych podstaw.
Choć początkowo Marcin Luter zachowywał duży szacunek dla Matki Zbawiciela, z czasem nurt ewangelicki zdecydowanie odszedł od kultu maryjnego. Dla protestantów Maryja jest wzorem cnót, posłuszeństwa Bogu i wiary, jednak odrzuca się przypisywanie jej tytułów Królowej Nieba czy wstawienniczki, aby nie przesłaniać jedynego pośrednictwa Jezusa Chrystusa. Los Maryi po śmierci postrzegany jest identycznie jak każdego innego wierzącego – jej ciało spoczywa w grobie, a dusza oczekuje zmartwychwstania w Dniu Ostatecznym.
Anglikanizm
Pewnym wyjątkiem w świecie protestanckim jest anglikanizm, zwłaszcza jego nurt zwany kościołem wysokim. W XX wieku nastąpiła tam silna odnowa kultu maryjnego, czego symbolem jest sanktuarium w Walsingham. W wielu wspólnotach episkopalnych 15 sierpnia powrócił do kalendarza jako Święto Maryi Dziewicy. Choć Wniebowzięcie nie jest tam traktowane jako obowiązujący dogmat, niektórzy anglikanie i metodyści akceptują je.
Święto Matki Boskiej Zielnej
Na polskiej wsi dogmatyka Wniebowzięcia spotyka się z cyklem pór roku, tworząc jedno z najbardziej wyjątkowych świąt chrześcijańskich: Matki Boskiej Zielnej. Sierpień – moment, w którym ziemia jest w najbujniejszym rozkwicie – to dla rolników czas zwieńczenia wysiłków. Przez wieki święto 15 sierpnia było naturalną okazją, by złożyć Bogu dziękczynienie za te dary, a starożytna tradycja pustego grobu Maryi wypełnionego kwiatami stała się doskonałą podbudową pod obrzęd święcenia ziół.
W tym dniu wierni przynoszą do kościołów bukiety, nazywane regionalnie zielenicami, równiankami, kwietkami czy prozankami. Tradycja nakazuje, aby we wiązance znalazła się siódemka (lub jej wielokrotność) – biblijna cyfra oznaczająca doskonałość. W dawnej kulturze ludowej poświęcone ziele miało znaczenie ochronne i lecznicze. Dym palonych ziół i pęki suszy zatykane za święte obrazy budowały poczucie bezpieczeństwa i łączności ze sferą sacrum.
Gdy latem niebo przecinały błyskawice, ususzone gałązki z bukietu wrzucano na rozgrzaną blachę pieca, ufając, że święty dym uchroni stodoły przed pożarem od pioruna. Ziołami okadzano również krowy wychodzące po raz pierwszy wiosną na pastwisko i osoby, na które, jak wierzono, ktoś rzucił zły urok. Co ciekawe, w polskiej kulturze ludowej panowało przyzwolenie na to, aby poszczególne rośliny do bukietu... ukraść z cudzego pola lub ogrodu. Kradzione ziele miało ponoć znacznie większą moc ochronną. Dziś ten obyczaj nadal pozostaje żywy. Wierni wciąż składają na ołtarzu bukiety, wiązanki i naręcza zbóż.
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.