Za obronę tradycji zapłacili stuleciami prześladowań. Kim są dziś staroobrzędowcy?
Staroobrzędowcy zapoczątkowali ruch religijny i kulturowy, który wyłonił się ze sprzeciwu wobec reform wprowadzanych w Rosyjskim Kościele Prawosławnym. Woleli znosić tortury, płonąć w drewnianych cerkwiach i uciekać z ojczyzny niż zgodzić się na zmianę sposobu, w jaki układa się dłoń do znaku krzyża. Którędy wiodła ich droga na ziemie polskie? Poniżej odpowiadamy na to pytanie.

Spis treści:
- Geneza wielkiego rozłamu
- Patriarcha Nikon
- Schizma, anatyma i prześladowania
- Staroobrzędowcy na ziemiach polskich
Szacuje się, że w Polsce żyje obecnie ok. 2 tys. zdeklarowanych staroobrzędowców. Cztery ocalałe i działające świątynie stanowią relikt potężnego niegdyś imperium. Należy bowiem podkreślić, że początkowo społeczność ta, nazywana także starowiercami, liczyła ok. 100 tys. wiernych.
Geneza wielkiego rozłamu
W 1453 roku upadł Konstantynopol. Dla mieszkańców Rusi to historyczne wydarzenie miało wymiar symboliczny i zostało odczytane jako wyraźny znak od Boga. Kilkanaście lat wcześniej, w 1439 roku, bizantyjski cesarz Jan VIII Paleolog podpisał akt tzw. unii florenckiej, podejmując próbę podporządkowania prawosławia papiestwu w zamian za pomoc wojskową. W oczach ruskich teologów i prostego ludu, Grecy zdradzili prawdziwą wiarę, a upadek ich imperium był boską karą za owo odstępstwo.
W ten sposób, na zgliszczach autorytetu Konstantynopola, narodziła się koncepcja ideologiczna: doktryna „Trzeciego Rzymu”. Według niej, Pierwszy Rzym upadł przez herezję (katolicyzm), Drugi Rzym (Konstantynopol) upadł przez zdradę unijną i podbój muzułmański, a zatem naturalnym prawowitym spadkobiercą i obrońcą prawdziwej wiary – Trzecim Rzymem – stała się Moskwa.
Zgodnie z tym mesjanistycznym przeświadczeniem to właśnie tam zachowało się nieskażone chrześcijaństwo. Wszelkie zmiany, a zwłaszcza próby naśladowania „upadłych” Greków, zaczęto traktować z najwyższą podejrzliwością i wrogością. Poczucie religijnej wyjątkowości, głęboki izolacjonizm i przekonanie, że każdy element lokalnej tradycji ma rangę uświęconego dogmatu stworzyły grunt pod nadchodzącą tragedię.
Patriarcha Nikon
W połowie XVII wieku na czele Cerkwi Rosyjskiej stanął człowiek o niezwykłej charyzmie, ale i niebezpiecznych ambicjach – patriarcha Nikon. W przeciwieństwie do ludowych tradycjonalistów, Nikita Minow (bo tak właśnie się nazywał) dążył do potęgi uniwersalnej. Chciał, aby Moskwa, nie tylko duchowo, ale i formalnie przewodziła całemu światu prawosławnemu, stając się rzeczywistym imperium chrześcijańskim. Zauważył jednak poważny problem, który stał na przeszkodzie integracji Rusi ze wschodnimi patriarchatami – rosyjskie księgi liturgiczne i obrzędy, na skutek wielowiekowego ręcznego przepisywania i kulturowej izolacji, w wielu miejscach różniły się od tych używanych przez Greków.
Dla hierarchy i wspierającego go cara unifikacja obrządku była zatem zarówno koniecznością teologiczną, jak i narzędziem politycznym. Z polecenia Nikona zakupiono stare rękopisy na Wschodzie, zaproszono do Moskwy greckich duchownych i wykształconych mnichów z Kijowa, by ci dokonali gruntownej rewizji moskiewskich ksiąg liturgicznych i dopasowali je do greckich standardów.

W 1653 roku patriarcha nakazał natychmiastowe wprowadzenie poprawek do Psałterza i Służebnika, zmuszając wiernych do porzucenia dotychczasowych tradycji. Wykazywał się przy tym skrajnym autorytaryzmem – osobiście niszczył ikony, które uznawał za zbyt zachodnie w stylu i brutalnie tłumił wszelkie objawy sprzeciwu, będąc zdecydowanym przeciwnikiem jakichkolwiek obcych wpływów na Rusi.
Różnice liturgiczne
Z dzisiejszej perspektywy zmiany wprowadzane przez patriarchę wydają się błahe. Jednak dla głęboko wierzących mieszkańców XVII-wiecznej Rosji stanowiły bezpośredni „zamach” na samą istotę świętości. Staroobrzędowcy wierzyli, że forma i treść modlitwy są ze sobą nierozerwalnie związane. Zmiana gestu lub słowa oznaczała zafałszowanie prawdy o Bogu i zablokowanie drogi do zbawienia.
Kwestiami spornymi pozostawały przede wszystkim:
- znak krzyża – w tradycji staroruskiej wykonywany dwoma palcami, a po reformie trzema;
- śpiew alleluja – tradycyjnie dwukrotny, z obowiązkowym dodaniem „Chwała Tobie, Boże”. Po zmianie trzykrotny;
- kierunek procesji – tradycyjnie zgodny z pozornym ruchem Słońca, zmieniony na przeciwny;
- imię Zbawiciela – w staroruskiej tradycji zapisywane i wymawiane jako Isus, po zmianach zapisywane i wymawiane z podwójnym „i”;
- krzyż kultowy – tradycyjnie czczono krzyż ośmiokończasty, a w wyniku reformy dopuszczono także krzyże cztero– i sześciokończaste;
- liczba prosfor – tradycyjnie dopuszczano użycie siedmiu prosfor podczas liturgii, jednak reforma zmniejszyła ich liczbę do pięciu.
Do tego niezwykle precyzyjnego katalogu liturgicznych zmian dochodziły równie drażliwe kwestie obyczajowe. Zreformowana Cerkiew stopniowo zaczęła łagodniej podchodzić do nieprzestrzegania srogich postów, a co najbardziej bolało tradycjonalistów – przestała uważać golenie bród za ciężki grzech.
Schizma, anatema i prześladowania
Opór wobec zmian był natychmiastowy i potężny. Na czele opozycji stanął protopop Awwakum Pietrow, a obok niego – zasłużeni mnisi, tacy jak Epifaniusz czy diakon Fiodor, do których z czasem dołączyli wpływowi arystokraci. Momentem zwrotnym był wielki sobór moskiewski, obradujący w latach 1666–1667. Hierarchowie, przy wsparciu carskiej władzy, nie tylko ostatecznie zatwierdzili poprawki Nikona, ale oficjalnie uznali dawne obrzędy za herezję i nałożyli anatemę na wszystkich, którzy przy nich trwali.
Nowe prawa karały oporność konfiskatą mienia, torturami, a nierzadko śmiercią. Protopop Awwakum za słowa krytyki kierowane pod adresem cara i hierarchów spędził kilkanaście lat w nieludzkich warunkach, uwięziony w ziemiance w Pustoziersku. Tam zresztą stworzył swoje największe dzieło: „Żywot protopopa Awwakuma, przez niego samego nakreślony”. Niezłomny kapłan został ostatecznie spalony na stosie w 1681 roku, stając się jednym z największych męczenników ruchu.
Okrucieństwo władz spotkało się z ekstremalną reakcją staroobrzędowców. Niektórzy z wiernych tradycji, uznając, że świat należy do antychrysta, dokonywali masowych samospaleń w drewnianych cerkwiach. Woleli oczyścić się w płomieniach i ocalić duszę niż poddać się heretykom. Inni wybierali drogę tułaczki. Porzucali dorobek pokoleń i wyruszali w podróż ku ocaleniu w trudno dostępne rejony Rosji – na Ural, Syberię Zachodnią, w gęste lasy wokół Niżnego Nowogrodu, a także za granice imperium: do Inflant, Prus czy Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Staroobrzędowcy na ziemiach polskich
Pierwsi uciekinierzy religijni, uchodzący przed rosyjskim stosem, zaczęli osiedlać się na terenach I Rzeczypospolitej już pod koniec XVII i na początku XVIII wieku. Szacuje się, że przed pierwszym rozbiorem na wschodnich rubieżach mieszkało ok. 100 tys. staroobrzędowców. Gdy po rozbiorach Polski imperium carskie wchłonęło te ziemie, starowiercy stanęli w obliczu dawnych koszmarów. Chcąc uciec przed prześladowaniami zaczęli przesuwać się coraz dalej na zachód.
Suwalszczyzna i Puszcza Augustowska
Pierwsza fala z drugiej połowy XVIII i początku XIX wieku doprowadziła uciekinierów do okolic Kowna i Wilna, a ostatecznie na obrzeża Suwalszczyzny i ziemi augustowskiej. Właśnie tam, w 1788 roku, założyli wieś Wodziłki – najstarszy do dziś funkcjonujący polski ośrodek staroobrzędowców.

Drugim, niezwykle ważnym punktem stały się wsie w pobliżu Augustowa. Środowisko staroobrzędowe koncentrowało się wokół takich osad jak Pijawne Ruskie, Szczebra, Blizna, a później Gabowe Grądy, w których osiedlali się zbiegowie szukający ratunku na fali represji popowstaniowych w połowie XIX w.
Mazury
Druga wielka fala dotarła w pierwszej połowie XIX w. za kordon graniczny państwa pruskiego, osiadając na terenach dzisiejszych Mazur, w okolicy Puszczy Piskiej. Począwszy od lat 20. i 30. XIX wieku, zakładali oni kolejne wsie o układach naśladujących syberyjskie i wschodnie tradycje zabudowy. Onufry Jakowlew w 1830 r. założył pierwszą osadę mazurską – Onufryjewo. Szybko pojawiły się następne: Ładne Pole, Gałkowo, Iwanowo i Wojnowo.
Źródło: National Geographic Polska
Szukasz inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasz autor
Artur Białek
Współpracownik National-Geographic.pl. Wcześniej związany m.in. z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. Pisał dla tytułów takich jak: „Kulisy Powiatu”, „AndroidNow” (gdzie pełnił także funkcję redaktora naczelnego) i „Bezpieczna Podróż”. Z wykształcenia jest ekonomistą, ale bardziej z przypadku niż zamiłowania. Jego największą pasją są podróże, zwłaszcza do miejsc wysokich, stromych i skalistych. Niewiele brakuje mu do zdobycia Korony Gór Polski, ale jego ambicje sięgają dalej. Lepiej niż w otoczeniu betonu i wielkopłytowej zabudowy czuje się wśród drzew i gór, które są jego największą miłością (zaraz obok ekosystemów leśnych), a obiektyw jego aparatu woli architekturę zabytkową niż nowoczesną. Najbardziej interesuje go historia współczesna, jako ta najlepiej poznana i pozostawiająca najmniej znaków zapytania. Wszystkie zwierzęta uważa za równorzędnych mieszkańców Ziemi. Zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, w „National-Geographic.pl” pisze przede wszystkim o przyrodzie i historii. Zagorzały przeciwnik betonozy. Prywatnie opiekun dwóch wspaniałych gryzoni.

