Greifswald to kameralne miasto w północnej części niemieckiego landu Meklemburgia-Pomorze Przednie. To tu urodził się Caspar David Friedrich, najwybitniejszy malarz romantyzmu. Jednak mało kto wie, że w jednym z miejscowych kościołów znajduje się unikatowe XVI-wieczne malowidło przedstawiające wieloryba albo orkę. Nie jest to artystyczna fantazja, lecz malarski reportaż z pewnej niezwykłej wizyty.

WIDEO…

player placeholder

Długi Mikuś, Mały Kuba i Gruba Maria. Trzy kościoły nad Greifswaldem

Nad miastem majestatycznie górują wieże trzech kościołów. Uwiecznił je na ikonicznym obrazie „Łąki pod Greifswaldem” wspomniany Caspar David Friedrich. Mieszkańcy obdarzają staromiejskie świątynie nie tylko szacunkiem, ale wręcz czułością, czego dowodem są przydomki, jakie im nadali.

Największy z nich, pod wezwaniem św. Mikołaja, to Długi Mikuś. Najmniejszy, św. Jakuba, to Mały Kuba, a stojący niedaleko portu kościół Mariacki to Gruba Maria. Żartobliwy pseudonim nawiązuje do wyraźnie przysadzistej bryły jednej ze staromiejskich greifswaldzkich świątyń.

Zobacz także:

W Grubej Marii jest jednak coś, co intryguje bardziej niż architektura – tajemnicze i osobliwe malowidło przedstawiające monstrualnego, ponad siedmiometrowego wieloryba albo orkę. Nie rozstrzyga tego nawet badaczka morskich ssaków dr hab. Katarzyna Stepanowska z Wydziału Nauk o Żywności i Rybactwa Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie.

– Nie sposób określić, jaki gatunek przedstawia malowidło. Na pierwszy rzut oka przedstawia… rybę, ale gdy się uważniej przyjrzeć, to bardziej orkę. Płetwa ogonowa ustawiona w pionie jest cechą charakterystyczną ryb, a na obrazie widzimy ją ustawioną poziomo. Trzeba wziąć pod uwagę nie tylko wizję artystyczną malarza, lecz także czas powstania i brak możliwości przyjrzenia się z bliska i dokładnego odwzorowania ciała zwierzęcia. Nie pozostaje nam nic innego, jak z całą pewnością stwierdzić, że malowidło przedstawia… dużego ssaka morskiego.

Morski olbrzym utknął na mieliźnie. Mieszkańcy zobaczyli w nim znak od Boga

Malunek powstał „niezwłocznie i na pamiątkę” niecodziennej wizyty morskiego olbrzyma, który 30 marca 1545 roku utknął na mieliźnie w Zatoce Greifswaldzkiej, u wybrzeży rybackiej osady Wieck, będącej dziś dzielnicą miasta. Zapis o tym wydarzeniu znalazł się w Księdze dziekańskiej Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu w Greifswaldzie. Pojawienie się morskiego potwora wywołało wielkie poruszenie i strach wśród mieszkańców miasta, którzy uznali je za znak od Boga, przestrogę albo karę za grzechy.

greifswald wieloryb
Zbliżenie na niezwykłe malowidło wieloryba z Greifswaldu. fot. archiwum autora

Dla XVI-wiecznych ludzi pojawienie się nieznanego stworzenia miało znaczenie religijne i symboliczne. Najbardziej oczywistym skojarzeniem był biblijny Jonasz.

– Już w średniowiecznych bestiariuszach wieloryb miał zazwyczaj znaczenie negatywne. Opowiadano, że marynarze mylą czasem grzbiet zwierzęcia z wyspą, kiedy zaś wychodzą na rzekomy ląd i rozpalają ognisko, zwierzę zanurza się w wodzie, zatapiając podróżników. Było to przypomnienie o tym, że kto zapomina o działalności diabła, zostanie wciągnięty w piekielną otchłań – opowiada dr Dorota Łagodzka, historyczka sztuki i kulturoznawczyni, współautorka kierunku antropozoologia na Uniwersytecie Warszawskim, redaktorka naukowa książek „Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu” oraz „Podstawowe pojęcia studiów nad zwierzętami”.

I dodaje: – Wierzono, że wieloryb wabi ryby do swej paszczy za pomocą słodkiego zapachu. Ten sam los miał spotkać tych, którzy, skuszeni rozkoszą, popełnią grzech. Rozwarta paszcza wieloryba mogła symbolizować bramy piekieł.

Malowidło wotywne i początek naukowej historii wieloryba

Malunek miał być więc swego rodzaju obrazem wotywnym, stworzonym w intencji błagalnej i dziękczynnej jednocześnie. Gdy po ówczesnej Europie rozeszły się wieści o strasznym gościu, na podstawie rysunków oraz relacji mieszkańców Greifswaldu Conrad Gessner w swoim wielkim dziele „Historia Animalium” po raz pierwszy opisał naukowo tajemniczy wówczas gatunek.

Historia wieloryba z Greifswaldu ma także zaskakującą kontynuację. Podczas prac konserwatorskich w Długim Mikołaju restauratorzy natrafili na pozostałości dużego, ponad siedmiometrowego przedstawienia wieloryba. Według najnowszej interpretacji źródeł historycznych miało istnieć również trzecie przedstawienie we wnętrzu Małego Jakuba, ale jego pozostałości nie zostały dotąd odnalezione.

Dlaczego wieloryby wpływają do Bałtyku?

Wieloryby nieustannie zaglądają na wody Bałtyku, ostatnio nawet coraz częściej, choć wcale nie mają powodów, by tu wpływać. Ich wizyty nie powinny być też źródłem radości. To morze płytkie, chłodne i słonawe, z jedynym wąskim połączeniem z Morzem Północnym przez Cieśniny Duńskie.

– W Morzu Bałtyckim pojawiają się m.in. humbaki, jak miało to miejsce np. w okolicach Międzyzdrojów w marcu 2025 roku i sierpniu 2026 roku, czy finwale, których przedstawiciel, martwy, wypłynął w 2015 roku w okolicach Stegny. Obecnie jego szkielet można oglądać na terenie Stacji Morskiej im. prof. Krzysztofa Skóry Uniwersytetu Gdańskiego w Helu – opowiada dr hab. Katarzyna Stepanowska.

Pojawienie się wielorybów w południowym Bałtyku jest wciąż rzadkim zjawiskiem, dlatego każda taka wizyta odbierana jest w kategoriach sensacji. Niektóre z okazów zyskały imiona, choćby humbak „Ossi”, który pojawiał się u wybrzeży Rugii na przełomie 1978 i 1979 roku, albo gwiazdor wśród waleni „Bucky”, którego bałtycką eskapadę z 2008 roku śledziło pół Europy.

Ostatnim wielorybim celebrytą był „Timmi”, którego zauważano w 2026 roku w okolicach Wismaru i Lubeki. Humbak Timmi został przetransportowany w kierunku Morza Północnego w specjalnym stalowym basenie, jednak akcja wzbudziła poważne kontrowersje.

Dr Dorota Łagodzka wcale nie dziwi się fascynacji tymi morskimi gwiazdorami. – Do popularności wieloryba w popkulturze przyczynia się chyba po prostu to, że jest zdecydowanie największym zwierzęciem na planecie, a wszystko, co jest „naj”, zyskuje rozgłos i zainteresowanie. Ponadto spopularyzowano oceanaria, które kuszą spektakularnymi widokami, wizją możliwości znalezienia się w podwodnym świecie. Mimo iż przebywające w nich zwierzęta nie mają szansy zaspokoić swoich podstawowych potrzeb związanych z przestrzenią i życiem społecznym, a akustyka akwariów zaburza im możliwości komunikacji.

O znaczeniu komunikacji tych zwierząt świadczy eksperyment, podczas którego naukowcy przeprowadzili pierwszą trwającą kilkanaście minut „rozmowę” z humbakiem.

Dla Katarzyny Stepanowskiej takie wizyty mają empiryczną wartość. – Za każdym razem odczuwam fascynację, gdy tak majestatyczne zwierzę odwiedza nasze wody. Co ważne, każde pojawienie się w Morzu Bałtyckim ssaka morskiego, ryby czy bezkręgowca, które nie są rodzimymi gatunkami, ma niezwykle istotną wartość poznawczą.

greifswald
Greifswald jest stolicą kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie i leży nad rzeką Ryck. fot. archiwum autora

Bałtyckie wyprawy często kończą się tragicznie

Niestety, większość wizyt w Bałtyku kończy się dla wielorybów tragicznie. Mimo podejmowanych przez ludzi prób pomocy, jak choćby transport barką 12-tonowego Timmiego na wody Morza Północnego, zwierzęta umierają. Timmiego w maju 2026 roku znaleziono martwego u wybrzeży Danii. Sekcja zwłok wykazała, że wieloryb uznawany wcześniej za samca był samicą.

Nadal też nie wiadomo, dlaczego te wielkie morskie ssaki decydują się na bałtyckie ekspedycje. – Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Wpłynięcia wielorybów do Bałtyku mogą być m.in. spowodowane żerowaniem tych zwierząt i pogonią za ławicami np. śledzi czy szprotów, przepłynięciem przez wody Cieśnin Duńskich i następnie problemem ze znalezieniem drogi powrotnej do Atlantyku.

– Innym powodem może być podwodny hałas generowany przez jednostki pływające albo prace podwodne, który może zaburzać orientację i tym samym wędrówki tych dużych ssaków morskich. Istnieje także teoria, że wielorybami może kierować ciekawość i potrzeba eksplorowania nowych akwenów.

Podobne zagrożenia dotyczą rodzimych bałtyckich waleni. Morświnom szkodzą m.in. przyłów, zanieczyszczenie morza oraz zakłócenia hydroakustyczne.

Od morskiego potwora do fascynującego zwierzęcia

Dr Łagodzka zauważa, że już w drugiej połowie XVI wieku potwory morskie stopniowo ustępują miejsca bardziej realistycznym wizerunkom waleni jako zwierząt, na które polowano i które traktowano w sposób użytkowy. – Taka zmiana dokonywała się wraz z poznaniem naukowym. Okres, w którym w Greifswaldzie utknął rzeczony wieloryb, to czas narodzin nowożytnej zoologii. Późniejsze kolejne etapy rozwoju nauk przyrodniczych umożliwiały coraz lepsze zrozumienie natury, a co za tym idzie, pozwalały spojrzeć na nią w sposób wolny od mitologii i symboliki, co wcale nie znaczy, że bardziej empatyczny.

– Rozwój ekologii i ochrony środowiska oraz etyki i ruchów społecznych na rzecz zwierząt sprawiły, że wieloryb nie może już być sprowadzany do biblijnej metafory i użytecznego skarbca zasobów, lecz sam w sobie jest fascynującą postacią.

Zmieniła się również nasza wiedza o zachowaniu tych zwierząt. Badania pokazują, że humbaki mogą świadomie pomagać innym wielorybom zaplątanym w sprzęt rybacki.

Dziś nie boimy się wieloryba. Boimy się o niego

Dziś płetwal błękitny, popularnie zwany wielorybem, stał się symbolem kryzysu środowiskowego, a przede wszystkim problemu zaśmiecenia i zatrucia oceanów. Jest też swoistym ambasadorem ginących gatunków, szczególnie wodnych. – Przykra jest świadomość, że istoty tak potężne i mądre są zagrożone wyginięciem i być może stracimy szansę na lepsze ich poznanie – puentuje Łagodzka.

Przez stulecia zmieniło się niemal wszystko: sposób, w jaki opisujemy wieloryby, wiedza o ich życiu, miejsce, jakie zajmują w kulturze. Nie zmieniło się tylko jedno – wciąż są dla nas znakiem. W XVI wieku wieloryb na ścianie Grubej Marii był znakiem gniewu Boga. Dziś podobny wieloryb może być znakiem czegoś znacznie bardziej przyziemnego: ekologicznej katastrofy. Dawniej baliśmy się wieloryba, dziś powinniśmy bać się o niego.

Źródła: St. Marien Greifswald

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz ekspert

Daniel Źródlewski
Kulturoznawca, dziennikarz, animator i menedżer kultury oraz PR-owiec. Przez szereg lat związany z Telewizją Polską (2006–2014 oraz 2024–2025), a także z regionalnymi redakcjami Pomorza Zachodniego, m.in. „Prestiżem”, Pomerania TV, Zachodniopomorską TV i wSzczecinie. Prowadzi autorski wortal Teksty Źródłowe, na którym publikuje recenzje teatralne i filmowe i reportaże podróżnicze. Pasjonat historii i kultury Pomorza Zachodniego oraz Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Zachłanny admirator podróży (dalekich i bliskich), miłośnik górskich wędrówek. Zafascynowany malarstwem wybitnego romantyka Caspara Davida Friedricha.

Daniel Źródlewski