Moją trasę wyznaczają trzy miasta, ale równie ważne okazują się spotkania z ich mieszkańcami. To oni otwierają drzwi, wskazują ulubione lokale i podpowiadają, gdzie zatrzymać się na dłużej.

WIDEO…

player placeholder

Obiad w dawnej gospodzie. W Lipawie znajome smaki spotykają historię

Najpierw czuję zapach zupy. Wyraźny, mięsny, taki, który każe na chwilę odłożyć zwiedzanie. W misce jest sporo mięsa z kaczki, obok łotewski chleb i świeże masło. Za oknem zacina deszcz i głośno wieje jesienny nadbałtycki wiatr. We wnętrzu Domu Gościnnego Pani Hoijere w Lipawie (Kungu iela 24) jest przyjemnie ciepło. Jadalnia jest częścią niezwykłego muzeum, w którym jego gospodyni, Margaretha Gertrude Hoijere, prowadziła zajazd już ponad trzy stulecia temu.

Jak się dowiaduję, w 1697 roku zatrzymał się w nim Piotr I podczas swojej słynnej podróży incognito na Zachód.

Zobacz także:

Na deser otrzymuję skudru pūznis, czyli ciasto mrowisko. Pierwsze skojarzenie mam bardzo polskie – przecież to wariacja na temat naszego bloku czekoladowego! Tyle że łotewski deser jest zdecydowanie bardziej karmelowy.

W Lipawie podobnych znajomych skojarzeń jest więcej. Bałtyk niby jest ten sam, ale miasto jakby zupełnie inne od naszych nadmorskich miejscowości. Kurlandzka przeszłość miesza się tu z luterańskim pragmatyzem i niechcianym postsowieckim dziedzictwem. W przyszłym roku ten łotewski port będzie Europejską Stolicą Kultury i warto będzie tam wrócić, by zajrzeć dalej niż na plażę – w podwórka starych kamienic, do dawnych fabryk i alternatywnych kawiarni, jakich jest tu wyjątkowo wiele.

Plac Różany i ukryty dziedziniec. Spacer po centrum Lipawy

„Miasto, gdzie narodził się wiatr” – słyszę w Lipawie wiele razy. To jedno z tych zdań, które szybko zaczynają towarzyszyć zwiedzaniu. Cóż, natury nie da się oszukać – od zachodu Bałtyk, od wschodu jezioro Lipawskie, między nimi miasto, które nie ma zbyt wielu sposobów, żeby schować się przed pogodą.

liepaja
W centrum Lipawy doskonale widać wielokulturowe dziedzictwo miasta. fot. Łukasz Załuski/National Geographic Traveler

Z Madarą, moją przewodniczką po mieście, spotykamy się na Placu Różanym. Dziś to serce Lipawy i popularne miejsce spotkań, ale dawniej handlowano tu na targowisku. Dopiero po przeniesieniu straganów urządzono ogród różany, od którego w 1911 roku plac otrzymał obecną nazwę. Wokół centralnej rabaty można wypatrzyć herby miast partnerskich Lipawy.

Zaglądamy w okolice hotelu Art Hotel Roma, do dziedzińca Romas dārzs przy Zivju iela. Ten XIX-wieczny kompleks powstał jako pasaż handlowy z przestronnym wewnętrznym podwórzem, a dopiero później zyskał funkcję hotelową. Dziś mieszczą się tu między innymi piekarnia i sklepy, a w podziemnych korytarzach działa galeria sztuki oraz muzeum sztuki i projektowania lalek.

Siedem tysięcy piszczałek i widok z wieży. Katedra Świętej Trójcy

Stąd ruszamy ulicami ze starą zabudową. Madara opowiada o mieście, ja co chwilę zwalniam, żeby przyjrzeć się fasadzie albo zajrzeć w podwórko. Na dłużej zatrzymujemy się przy luterańskiej katedrze Świętej Trójcy (Lielā iela 9). Świątynia została wzniesiona w latach 1742–1758 dla miejscowej niemieckiej wspólnoty. Za jej murami kryje się bogate rokokowe wnętrze ze złoceniami i rzeźbionymi dekoracjami.

Warto jednak zajrzeć tu przede wszystkim dla organów – największego na świecie mechanicznego instrumentu tego typu zachowanego bez zmiany systemu gry. Mają ponad siedem tysięcy piszczałek, 131 głosów i cztery klawiatury ręczne. O koncerty pytajcie w kościele i w okolicznym biurze informacji turystycznej.

Po obejrzeniu wnętrza można ruszyć schodami na wieżę. Ma 55 metrów wysokości, a z jej punktu widokowego rozciąga się panorama Lipawy. Dopiero z góry widać, jak układają się ulice, którymi przed chwilą spacerowaliśmy, i jak blisko stąd do Bałtyku.

Co smakuje miejscowym? Martins poleca łotewski kotlet

Na iście kurlandzki obiad wybieram się do restauracji MO Liepāja (Friča Brīvzemnieka iela 7), gdzie poznaję kelnera Martinsa. Nie mogę sobie darować, aby spytać go o ulubione łotewskie danie. Wskazuje karbonāde – kotlet, który polskiemu podróżnikowi nie powinien wydać się szczególnie egzotyczny.

Kuchnia łotewska nie zaskakuje mnie więc obcością smaków, ale ma w sobie coś znajomo kojącego. Jest prosta, sycąca i niewątpliwie powiązana korzeniami z kuchnią dawnej Rzeczpospolitej. Lipawa przez lata bowiem stanowiła północne kresy państwa polsko-litewskiego.

dom pani hoijere w lipawie
Dom gościnny pani Hoijere to niezwykłe połączenie muzeum dawnych mieszkańców Lipawy z restuaracją serwującą oryginalne dania z XVII wieku. fot. Łukasz Załuski/National Geographic Traveler

Więzienie w Karoście przyjmuje gości. Za noc w celi trzeba zapłacić

Z początku niechętnie myślałem o odwiedzeniu północnej części Lipawy. Dzielnica Karosta wyrosła pod koniec XIX wieku jako wojskowy port imperium carskiego, a rosyjskie militaria są chyba ostatnią rzeczą, jaką mam ostatnio ochotę oglądać. Tymczasem Karosta okazała się zaskakująco ciekawa. Rozmach założenia przypomina, że każde wojsko potrzebuje własnego miasta – miejsca do mieszkania, leczenia, modlitwy i karania.

Największą atrakcją turystyczną jest tu dawne więzienie przy Invalīdu iela 4. Budynek powstał około 1900 roku z przeznaczeniem na szpital, ale zamiast pacjentów przyjmował wojskowych odbywających kary dyscyplinarne. Zmieniały się państwa i mundury osadzonych – trafiali tu carscy marynarze, dezerterzy Wehrmachtu, żołnierze radzieccy, a w końcu także łotewscy. Więzienie działało aż do 1997 roku. Z tego czasu pochodzą ostatnie napisy pozostawione przez osadzonych na ścianach cel.

Dzisiaj wchodzi się tu z własnej woli. Za opłatą można nawet zostać na noc. Cela dla jednej osoby kosztuje 30 euro, dla dwóch – 40 euro. Noclegi są dostępne od 19 maja do 14 września, po wcześniejszym uzgodnieniu.

Rano można zamówić śniadanie „więźniarskie” za 5 euro albo „oficerskie” za 8. Dla grup przygotowano też „ekstremalną noc” – trzygodzinną inscenizację więziennego życia, po której uczestnicy śpią w celach. Ja się na to nie decyduję. W moim przypadku zainteresowanie historią ma jednak pewne granice.

Falochron prowadzi w Bałtyk. Tu przychodzi się oglądać morze

Dużo więcej przyjemności daje mi tutejszy brzeg Bałtyku. Nieopodal więzienia znajduje się północny falochron. Ma około 1,8 kilometra długości i powstawał jako część wojskowego portu. Wygląda spektakularnie – jak długa droga wyprowadzona prosto w morze.

Młoda dziewczyna spacerująca po jesiennej plaży opowiada mi, że mieszkańcy Lipawy spotykają się tu czasem na wspólne oglądanie morza. Ten ujmujący zwyczaj wydał mi się na wskroś łotewski. Mało który naród w Europie ma bowiem aż tak wiele tradycji związanych ze wspólnym kontemplowaniem przyrody.

Wielki Bursztyn i twórczy niepokój. Co szykuje Lipawa na 2027 rok?

W centrum Lipawy uwagę przyciąga Great Amber, czyli Wielki Bursztyn. Nie chodzi o żaden pomnik gigantycznego bursztynu, ale ogromną filharmonię, która swoją nowoczesną architekturą ma w oczywisty sposób nawiązywać do nadbałtyckiego dziedzictwa miasta.

W 2027 roku Lipawa będzie Europejską Stolicą Kultury. Jej program nosi nazwę „(ne)miers”, czyli w dosłownym tłumaczeniu „(nie)pokój”. To trafny trop do poznawania miasta: można tu przyjechać nad wodę i odpocząć, ale można też szukać ludzi, a zwłaszcza artystów, którzy chcą coś poruszyć w tych zarazem spokojnych, jak i niespokojnych czasach. Kulturalna mapa wydarzeń wykracza przy tym poza Lipawę – obejmuje także południową Kurlandię i okolice Kuldigi. W zapowiedziach są koncerty, sztuka w przestrzeni publicznej i działania angażujące mieszkańców. Pojawiają się też tereny dawnych zakładów metalurgicznych – kolejny fragment miasta, który ma otrzymać nowe życie.

Aizpute z Artursem Lampką. Pub w dawnej przetwórni i artystyczne podwórka

Lipawa do świetna baza wypadowa do zwiedzenia innych miast Kurlandii. Będąc tak blisko, nie mogę sobie odmówić przynajmniej kilku godzin w słynnym kurlandzkim miasteczku Aizpute, najbardziej alternatywnej części Łotwy. Na miejscu poznaję Artursa Lampkę, który pokaże mi je od swojej strony.

Mężczyzna opowiada, że dzieli rok między Rygę i Aizpute. – Całe lato spędzamy z rodziną tu na prowincji. Mój pub to miejsce, w którym mieszkańcy spotykają się, by na spokojnie porozmawiać, posłuchać muzyki i pobawić się – opowiada mi Arturs. I rzeczywiście, miejsce, które stworzył w opuszczonej przetwórni warzyw wygląda jak berliński klub młodzieżowy. I nie jest to ostatnia zaskakująca rzecz, jaką spotykam na łotewskich bezdrożach.

aizpute
Kolorowe domki w miasteczku Aizpute. fot. Łukasz Załuski/National Geographic Traveler

Początkowo Aizpute wydaje mi się przede wszystkim spokojne. Idziemy wśród starej zabudowy, ale Arturs co chwilę wskazuje kolejny adres: tu bar, tam pracownia, dalej miejsce spotkań kulturalnych. Ze ścian starych wiejskich domów pyszni się naprawdę niezły street-art. W kawiarni Safran’s (Atmodas iela 7) próbuję fantastycznej lokalnej odmiany sernika.

Z każdym przystankiem dowiaduję się więcej o ludziach, którzy tu mieszkają i działają. Aizpute to małe miasteczko, ale ma własną skalę, a Arturs zna je na tyle dobrze, żeby za kolejnymi fasadami dostrzegać konkretne osoby i ich pomysły.

Zaglądamy na jedno z podwórzy, które kojarzą mi się trochę z wiejskim dworem z szekspirowskiej sztuki. To moje pierwsze, dość swobodne skojarzenie. Faktyczna historia miejsca jest równie ciekawa. To Serde, lokalne centrum pracy artystycznej.

Arturs opowiada mi, że wcześniejsze poszukiwania pracowni w Rydze nie przynosiły rezultatu. Założyciele zwracają się więc do władz Aizpute. Z czasem historyczny kompleks staje się miejscem spotkań i współpracy twórców z Łotwy i zagranicy. Przyjeżdżają tu artyści różnych dziedzin, pracują, korzystają z warsztatów.

Kto ma klucze do wieży? W Aizpute warto zapytać Artursa

Dochodzimy do wieży ciśnień. Zatrzymuję się, żeby obejrzeć budynek, tymczasem okazuje się, że Arturs ma klucze. – Aizpute to małe miasteczko. Nie ma sensu, aby ktoś zajmował się tylko wpuszczaniem gości. Klucze można znaleźć u mnie, a kto ma ochotę, chętnie wprowadzę po schodach na górę.

Kolejny przystanek robimy przy pomniku średniowiecznego rycerza. Najpierw oglądam postać, potem, za namową Artursa, przyglądam się jej twarzy. Podobno rzeźbiarz nadał rycerzowi rysy prawdziwego człowieka, ale nie zdradził, kto był pierwowzorem. W Aizpute mają więc czekać, aż ktoś w końcu rozpozna w posągu siebie. Patrzę jeszcze raz. Nie mam szans rozwiązać tej zagadki, ale dzięki niej zatrzymuję się przy pomniku dłużej niż się spodziewałem.

Kuldiga na liście UNESCO. Miasto poznaję przez zabytki i koty

– Miasto z niskim ciśnieniem – tak opisuje przewodniczka Krista Kuldigę, kolejne kurlandzkie miasteczko na mojej trasie i na moją prośbę wymienia najważniejsze skojarzenia z Kuldigą: koty, lista UNESCO, wodospad i most. Przy kotach od razu robi się mniej oficjalnie. Kuldiga ma nawet poświęcone im konto na Instagramie. Dobrze, czyli trafiłem do miasta, które można poznawać przez zabytki albo przez koty – oba warianty brzmią zachęcająco.

W 2023 roku stare miasto Kuldigi trafia na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W uzasadnieniu ważne jest to, co oglądam – zachowany układ ulic, tradycyjna zabudowa, ślady pracy miejscowych rzemieślników i wpływów przychodzących znad Bałtyku. Miasto rozwijało się jako ważny ośrodek Księstwa Kurlandii i Semigalii.

To tu rezydował książę Jakub Kettler, lennik królów Polski. Kto uważał na lekcji historii, pamięta, że ten oto władca mało znanej Kurlandii, stał się w XVII wieku najmniejszym karaibskim kolonizatorem, wbijając flagę swojego księstwa w ziemię malutkiej wyspy Aruba. Co niektórzy uważają, że w racji powiązań Kurlandii z Rzeczpospolitą, była to jedyna zamorska kolonia naszego kraju.

Krista wyciąga mnie z mocarstwowych rozważań i wspólnie zaglądamy na kolejne fasady i szyldy. Dowiaduje się, że miasto służy jako sceneria filmom historycznym, docierali tu również polscy twórcy. Małe miasteczko ma zaskakująco dużo kawiarni, piekarni i restauracji.

Ventas rumba ma około 249 metrów szerokości. Wodospad zmienia perspektywę

Nie brakuje tu też turystów, którzy jak się dowiaduję przyjeżdżają również, aby zobaczyć najszerszy wodospad Europy. Nad Windawą trzeba przestawić wyobraźnię. Zwykle na hasło „wodospad” myślę o wysokości – skalnej ścianie, wodzie spadającej gdzieś głęboko w dół. Tymczasem Ventas rumba robi wrażenie szerokością. Niski próg przecina rzekę na około 249 metrach.

wodospad kuldiga
Ventas Rumba w Kuldidze to najszerszy wodospad w Europie. fot. Getty Images

Niedaleko jest ceglany most, kolejny z symboli Kuldigi. Rzeka spina widok, ale przez stulecia pomagała też budować znaczenie miasta. Próg utrudniał żeglugę, zmuszał do wyładunku towarów, dawał powód, żeby właśnie tutaj zatrzymać się i handlować.

Jeszcze raz przesuwam wzrokiem wzdłuż wodospadu. Tego widoku nie da się zmieścić w jednym wąskim kadrze. Odkładam więc telefon i patrzę trochę dłużej.

Moje polecenie – gdzie warto zjeść w Kurlandii

LIPAWA

■ Dom Gościnny Pani Hoijere – Hoijeres kundzes viesu nams, Kungu iela 24. Gospoda w zabytkowym domu mieszczącym muzeum wnętrz. Warto spróbować aromatycznej zupy z kaczki, łotewskiego chleba ze świeżym masłem i deseru skudru pūznis, czyli „mrowiska”, przypominającego karmelową wersję polskiego bloku czekoladowego.

■ MO Liepāja, Friča Brīvzemnieka iela 7. Restauracja w centrum miasta, dobry adres na obiad podczas zwiedzania Lipawy. Obsługę warto zapytać o łotewskie specjały – choćby karbonāde, kotlet bliski polskim kulinarnym przyzwyczajeniom.

■ Vecais Taizel’s, Pasta iela 1. Polecany przez miejscową przewodniczkę bar dla miłośników piwa. Można spróbować trunków warzonych na miejscu i zamówić coś do jedzenia.

■ Darbnīca. Alternatywna kawiarnia. Adres na przerwę od zwiedzania i poznanie mniej oficjalnej strony miasta.

■ Valhalla. Na jedzenie, spotkanie przy drinku i wieczorne wyjście.

AIZPUTE

■ Lapka Hemp, Liepājas iela 20. Lokal Artursa w historycznym budynku dawnej gospody zamkowej. Łączy miejsce spotkań z przestrzenią wydarzeń kulturalnych; warto zajrzeć dla swobodnej atmosfery, muzyki i rozmów. Dostępne są również noclegi.

■ Safrāns, Atmodas iela 7. Niewielka kawiarnia na kawę i wypiekane na miejscu ciasta. Szczególnie polecam tutejszy sernik.

■ Aizputes vīna darītava – Winiarnia Aizpute, Skolas iela 1. W sklepionych piwnicach dworu można poznać miejscową tradycję produkcji win z owoców i jagód. Wśród smaków pojawiają się rabarbar i jarzębina. Degustację najlepiej uzgodnić wcześniej.

KULDIGA

■ Rezidence Kafe Venta, Pils iela 2. Kawiarnia przy zabytkowym ceglanym moście, dzieląca przestrzeń z galerią rezydencji artystycznej. Dobry przystanek na kawę, deser lub pizzę przed spacerem nad rzeką.

■ Celms Maize, Liepājas iela 23, wejście od Šaurās iela. Rzemieślnicza piekarnia specjalizująca się w pieczywie na naturalnym zakwasie. Oferuje również kawę, słodkie wypieki, śniadania i proste dania obiadowe.

ALSUNGA

■ Hofmaņu gardumi, Pils iela 8. Piekarnia i cukiernia w dawnym budynku apteki. Warto zapytać o sklandrausis – charakterystyczny dla regionu wypiek z nadzieniem ziemniaczano-marchewkowym. Na miejscu także pieczywo oraz inne słodkie i wytrawne wypieki.

Źródło: Latvia Travel; Liepaja 2027