Ekolodzy od lat posługują się terminem „krajobrazu strachu”. Zjawisko to tłumaczy, dlaczego dzikie zwierzęta instynktownie omijają miejsca, w których wyczuwają aktywność drapieżników.

WIDEO…

player placeholder

– Koncepcja ta bardzo dobrze tłumaczyła wiele wcześniej niewytłumaczalnych zachowań zwierząt. Zaczęło nas jednak zastanawiać to, że przecież one nie mogą żerować w ciągłym poczuciu zagrożenia. Muszą więc mieć jakieś wskazówki, które mówią im, że w okolicy jest bezpiecznie – mówi PAP prof. Andrzej Zalewski z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. W ten sposób polscy badacze postanowili sprawdzić, jak funkcjonuje w przyrodzie tak zwany „krajobraz bezpieczeństwa”.

Słowik gwarantem spokojnego posiłku

Zespół naukowców wziął pod lupę nocne życie w mazurskich lasach. Głównym wrogiem żyjących tam drobnych ssaków jest puszczyk – sowa, która dzięki bezszelestnemu lotowi atakuje swoje ofiary z absolutnego zaskoczenia.

Zobacz także:

Przy 24 leśnych karmnikach zainstalowano fotopułapki. Przez kilkanaście nocy z ukrytych głośników odtwarzano różne dźwięki: nawoływanie polującego puszczyka, śpiew słowika szarego oraz absolutną ciszę. Dodatkowo, aby sprawdzić wszystkie zmienne, część mysiej jadłodajni osłonięto siatką maskującą.

– Wskazówką, że w pobliżu nie ma niebezpieczeństwa, może być zachowanie innego gatunku. Jeśli zwierzęta mają wspólnego drapieżnika, spokojne zachowanie jednego z nich może być dla drugiego sygnałem, że w danym miejscu jest bezpiecznie. Ptak, który śpiewa, zdradza swoją obecność, więc w sytuacji zagrożenia raczej ogranicza aktywność głosową – wyjaśnia PAP prof. Andrzej Zalewski. Dla bystrego gryzonia wniosek jest więc prosty: skoro słowik głośno śpiewa, na pewno nie widzi w pobliżu sowy.

Sieć powiązań między gatunkami, o której nie mieliśmy pojęcia

Analiza prawie 13 tysięcy nagrań wideo przyniosła fascynujące wnioski. Gryzonie znacznie chętniej żerowały, gdy z głośników płynął śpiew słowika. Co ciekawe, reakcje zwierząt były uzależnione od warunków otoczenia. Kiedy karmnik był fizycznie osłonięty siatką (co chroniło przed uderzeniem szponów z góry), uspokajający wokal z koron drzew miał dla myszy nieco mniejsze znaczenie, ponieważ i tak czuły się dość pewnie. Kiedy jednak żerowały na otwartej przestrzeni, ptasi koncert stawał się dla nich najważniejszym certyfikatem bezpieczeństwa.

Przełomowe odkrycie polskich naukowców udowadnia, że dno lasu funkcjonuje jak skomplikowana sieć telekomunikacyjna, w której gatunki na co dzień się podsłuchują. – Gdyby ktoś dwa lata temu zapytał mnie, jaka jest relacja między słowikiem a myszą, odpowiedziałbym, że żadna. Tymczasem okazało się, że zachowanie jednego gatunku może wpływać na zachowanie drugiego, choć na pierwszy rzut oka właściwie nic ich ze sobą nie łączy – tłumaczy prof. Andrzej Zalewski. Jak wiele jeszcze nie wiemy?

Źródło: naukawpolsce.pl