Gołębie czują się w naszym towarzystwie całkiem swobodnie – dlatego, że nasi przodkowie je do tego przyzwyczaili. Bez względu na to, czy trzymano je jako zwierzęta domowe, hodowano na mięso, czy wykorzystywano do przesyłania wiadomości na odległość setek kilometrów, ten dziś pogardzany ptak cieszył się niemal powszechnym szacunkiem – z czego sprawę zaczyna sobie zdawać rosnąca grupa współczesnych miłośników gołębi. – Gołębie to po prostu symbol naszej własnej historii. Są pozostałością po czasach, które dawno minęły. – mówi Colin Jerolmack, socjolog środowiska z Uniwersytetu Nowojorskiego i autor książki „The Global Pigeon”.
WIDEO…
Święte ptaki i pierwsze miasta
Gołąb skalny (Columba livia), będący jednym z pierwszych udomowionych gatunków ptaków, to jeden z najstarszych towarzyszy człowieka. Niektóre z najdawniejszych dowodów archeologicznych świadczących o jego współistnieniu z ludźmi pochodzą z około 1400 roku p.n.e. z Cypru. Badacze odkopali tam kości gołębi, które po rytualnych ucztach zostały spalone i wspólnie pogrzebane.
Analiza izotopów w skamieniałościach ptaków wykorzystywanych podczas rytualnych uczt na Cyprze wykazała, że ich dieta była niemal identyczna z ludzką. Daje to podstawy do twierdzenia, że ptak ten był „czymś znacznie ważniejszym niż tylko miejskim szkodnikiem” – zauważa Anderson Carter, zooarcheolog z Uniwersytetu w Groningen w Holandii. – To było naprawdę istotne odkrycie, które wskazywało na to, że ptaki te żywiły się resztkami ze stołu ludzi lub celowo stosowano u nich określoną dietę – dodaje Carter, który kierował badaniami opublikowanymi w czasopiśmie "Antiquity".
Poza Cyprem gołębie „zaczęły osiedlać się w miastach i na ich obrzeżach od momentu, gdy człowiek przeszedł na osiadły tryb życia” – mówi Jerolmack. Dawni mieszkańcy miast chętnie witali te ptaki, gdy te przystosowywały się do miejskiego życia, pozyskując z nich zarówno mięso, jak i guano, które służyło jako nawóz pod uprawy.
W wielu kulturach relacja z gołębiami wykraczała daleko poza kwestie kulinarne. Gołębie często przedstawiano u boku Afrodyty, starożytnej greckiej bogini miłości i piękna. To gołębia Noe wypuścił ze swojej arki, aby sprawdzić, czy wody potopu opadły, co miało zwiastować nowy początek. W Ewangelii według świętego Łukasza Duch Święty zstąpił na Jezusa podczas chrztu właśnie pod postacią gołębicy. Z kolei według tradycji islamskiej para gołębi pomogła ukryć proroka Mahometa w jaskini przed niedoszłymi zamachowcami.
Gołębie pocztowe: od podbojów Cezara, po bitwę pod Verdun
Pochodzące z rejonu Morza Śródziemnego gołębie, które w naturze zamieszkują skaliste klify, rodzą się z niemal nadprzyrodzoną zdolnością nawigacji – potrafią pokonywać ogromne odległości, by wrócić do domu. Długo przed tym, jak współcześni biolodzy ustalili, że gołębie orientują się w przestrzeni między innymi dzięki wyczuwaniu pola magnetycznego Ziemi, żeglarze wykorzystywali ten instynkt jako pomoc w nawigacji po Morzu Śródziemnym.
Stamtąd wykorzystanie gołębi w roli listonoszy rozprzestrzeniło się na cały świat. Starożytni Egipcjanie używali ich do przekazywania wiadomości o podnoszącym się poziomie wód Nilu oraz o wstąpieniu na tron nowych faraonów. Grecy przekazywali za ich pomocą wyniki igrzysk olimpijskich. Juliusz Cezar wysyłał gołębiami do Rzymu wieści o swoich podbojach wojskowych w Galii. Wiadomość o klęsce Napoleona pod Waterloo dotarła do Londynu także na skrzydłach tego ptaka.
Zapewne najsłynniejszym gołębiem pocztowym w historii pozostaje pierzasty bohater z czasów I wojny światowej o imieniu Cher Ami. W 1918 roku batalion wojsk alianckich został odcięty i uwięziony za linią wroga. Dostawszy się pod ostrzał własnej artylerii, żołnierze przymocowali do nogi ptaka prośbę o wstrzymanie ognia. Mimo postrzału w klatkę piersiową i nogę, Cher Ami (z francuskiego „Drogi Przyjaciel”) dotarł do swojego gołębnika oddalonego o 25 mil (ok. 40 km), ratując życie 194 żołnierzom. Niezwykły ptak został wykurowany i odznaczony francuskim odznaczeniem wojskowym Croix de Guerre (Krzyżem Wojennym).
Gołębie, które zostawały bliżej domu, hodowano tak, aby uzyskać upierzenie o fantazyjnych kształtach i żywych barwach. Rzymski przyrodnik Pliniusz Starszy utyskiwał na wygórowane ceny, jakie jego współrodacy byli w stanie zapłacić za swoje ulubione ptaki. Namiętność do hodowli gołębi osiągnęła swój szczyt w wiktoriańskiej Anglii, gdzie Charles Darwin był jednym z wielu Anglików należących do klubów hodowców tych ptaków.
Choć dzieło „O powstawaniu gatunków” kojarzone jest dziś głównie z opisami zwierząt z wysp Galápagos, Darwin poświęcił cały pierwszy rozdział właśnie udomowieniu gołębi, aby na ich przykładzie wyjaśnić swoją teorię ewolucji. Wydawca Darwina, wiedząc, jak ogromną popularnością cieszyły się te ptaki, wręcz namawiał go, by swoją kolejną książkę napisał wyłącznie o nich.
Zbyteczny towarzysz w epoce postępu
Mimo tych licznych zasług, w połowie XX wieku postrzeganie gołębi przez społeczeństwo gwałtownie się pogorszyło. Wraz z rozwojem nowoczesnych środków łączności oraz nawozów sztucznych ptaki te przestały być potrzebne jako kurierzy czy źródło guana. W przeciwieństwie do bardziej umięśnionych kurczaków czy indyków, gołębie nie nadawały się do przemysłowej hodowli.
– Próby wyhodowania mięsnych ras gołębi po prostu nie przyniosły takich rezultatów jak w przypadku kurczaków – wyjaśnia Jerolmack. Przyzwyczajone do człowieka, gołębie masowo przeniosły się do miast. Wieki udomowienia sprawiły, że ptaki te szybko się rozmnażały, żywiły zróżnicowanym pokarmem, dobrze znosiły niskie temperatury i czuły się swobodnie w towarzystwie ludzi – a więc wykształciły cechy, które pozwoliły im doskonale odnaleźć się w przestrzeni miejskiej.
Gdy gołębie zalały miasta, służby medyczne coraz częściej – i przeważnie niesłusznie – przypisywały im odpowiedzialność za rozprzestrzenianie chorób. W 1945 roku władze Filadelfii ogłosiły, że setki gołębi są zakażone papuzicą – chorobą, która może przenosić się na ludzi poprzez ptasie odchody. W 1963 roku urzędnik do spraw zdrowia z Nowego Jorku przypisał gołębiom winę za dwa przypadki śmierci w wyniku kryptokokowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. W dzielnicy Queens pojawiły się tabliczki z napisami: „Nie dokarmiaj gołębi. Gołębie są największymi nosicielami chorób”. – Gołębie stały się łatwym kozłem ofiarnym – diagnozuje Colin Jerolmack.
Jak stworzono mit miejskiego szkodnika, w jednym rzędzie ze szczurami
Jednak największy cios reputacji tych ptaków zadano w 1966 roku, przynajmniej w USA. W okresie kryzysu gospodarczego w Nowym Jorku władze miejskie rozpoczęły kampanię mającą na celu rewitalizację Bryant Parku. W ramach tych działań urzędnicy zapowiedzieli bezwzględną walkę z „pijakami” i „śmieciarzami”, którzy według nich opanowali ten park w środkowym Manhattanie.
Jednak najostrzejszy atak władze przypuściły na „najbardziej uporczywego wandala”, czyli gołębia. Przedstawiciele miasta oświadczyli na łamach „The New York Times”, że około 500 gołębi skalnych zamieszkujących park niszczy roślinność i stanowi „zagrożenie dla zdrowia”. Thomas Hoving, ówczesny komisarz ds. parków, nazwał gołębia „szczurem ze skrzydłami” – co było prawdopodobnie pierwszym użyciem sformułowania, które potem na dobre zadomowiło się w języku angielskim.
Do lat 70. zwrot ten zaczął pojawiać się w gazetach w innych amerykańskich miastach. Woody Allen dodatkowo go rozpropagował w swoim filmie „Stardust Memories” z 1980 roku. – W latach 90. praktycznie w każdym artykule prasowym zahaczającym o temat gołębi można było się natknąć na to określenie – mówi Jerolmack.
W rzeczywistości gołębie wcale nie są nosicielami chorób na skalę, jaką sugeruje porównanie do szczurów. Arturo Casadevall, ekspert ds. chorób zakaźnych z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, wyjaśnia, że odchody gołębi mogą zawierać wysokie stężenie grzybów odpowiedzialnych za kryptokokozę i histoplazmozę – choroby niebezpieczne głównie dla osób ze skrajnie obniżoną odpornością. Aby zaistniało realne ryzyko zachorowania, drobinki odchodów muszą trafić do układu oddechowego, np. podczas sprzątania gołębnika.
– Zarażenie się chorobą bezpośrednio od gołębia to niezwykle rzadkie wydarzenie – twierdzi ekspert. – Komary czy kleszcze są dla nas znacznie groźniejsze niż gołębie.
Nowa generacja miłośników gołębi
W ostatnich latach reputacja gołębi przeżywa swoisty renesans. W 2024 roku w Nowym Jorku odsłonięto monumentalną, 5-metrową rzeźbę gołębia o nazwie „Dinosaur”, autorstwa kolumbijskiego artysty Ivána Argote. Instalacja miała mieć charakter tymczasowy, jednak ponad 7000 osób podpisało petycję z prośbą o pozostawienie jej na stałe. Ostatecznie rzeźba została usunięta, ale wcześniej zainspirowała setki osób do wzięcia udziału w nowojorskim festiwalu Pigeon Fest w 2025 roku.
Niektórzy mieszkańcy miast posunęli się nawet do tego, że ponownie zapraszają gołębie do swoich domów – dokładnie tak, jak robili to nasi przodkowie. Abby Jardine uratowała z ulicy Brooklynu osłabionego pisklaka. Nie sądziła, że zatrzyma go na dłużej. – Na początku myślałam: „Och, to tylko na chwilę”. Nie zastanawiałam się nawet nad nadaniem mu imienia – mówi Jardine.
Trzy lata później ptak o imieniu Pidge pomógł Jardine zgromadzić ponad 84 000 obserwujących na TikToku. Filmy przedstawiające Pidge przesiadującą na ramieniu opiekunki stały się hitami. Na Instagramie hasztagi #pigeonlove i #pigeonsofinstagram liczą około pół miliona postów opublikowanych przez twórców kochających gołębie. – One traktują cię jak rodzinę – mówi Jardine.
Cynthia Bardouka-Large z kalifornijskiej organizacji non-profit Palomacy, zajmującej się ratowaniem gołębi, która ma pod swoją opieką około 300 ptaków, zauważa, że gołębie ucierpiały z powodu „kilku pokoleń naprawdę fatalnego PR-u”. Dodaje jednak, że gdy ktoś zdecyduje się przyjąć uratowanego ptaka pod swój dach, „większość ludzi po prostu się w nich zakochuje”. – Te ptaki są niezwykle urocze, zabawne, piękne, wierne i łagodne. Kiedy ludzie poznają je bliżej, po prostu tracą dla nich głowę – dodaje.
Źródło: National Geographic