16 października na ekrany kin wszedł film „Whalefall”, będący adaptacją głośnej powieści Daniela Krausa z 2023 roku. Produkcja opowiada historię młodego płetwonurka Jaya Gardinera (w tej roli Austin Abrams), który w rocznicę śmierci ojca schodzi pod wodę u wybrzeży Kalifornii i zostaje przypadkowo połknięty przez ogromnego kaszalota. Widzowie śledzą klaustrofobiczną walkę bohatera o przetrwanie i próbę ucieczki z wielokomorowego żołądka ssaka.

WIDEO…

player placeholder

Dla mnie – jako Jonasza – ta historia ma wymiar niemalże osobisty. Redakcja czasopisma „Nature” przepytała w tej sprawie dwoje wybitnych specjalistów: Joy Reidenberg, anatomkę porównawczą z Icahn School of Medicine at Mount Sinai w Nowym Jorku (będącą konsultantką naukową książki i filmu), oraz Iliasa Foskolosa, badacza głębokowodnych waleni uzębionych z uniwersytetów w Aarhus i Stanford. Ich wnioski pokazują, że pod pewnymi warunkami anatomia daje połkniętemu nurkowi cień szansy.

Tylko jeden gatunek wieloryba jest w stanie połknąć człowieka w całości

Większość wielkich waleni – w tym płetwal błękitny czy długopłetwiec – należy do fiszbinowców, których przełyk ma średnicę zaledwie kilkunastu centymetrów i fizycznie nie zmieści człowieka. Właśnie dlatego w 2021 roku poławiacz homarów Michael Packard, który u wybrzeży Massachusetts przypadkowo trafił do pyska humbaka, został wypluty przez zwierzę po około 30 sekundach.

Zobacz także:

Kaszalot spermacetowy (Physeter macrocephalus) to zupełnie inna kategoria drapieżnika. Joy Reidenberg tłumaczy, że choć sam pysk tego walenia nie służy do przetrzymywania zdobyczy, to jego przełyk jest wystarczająco szeroki, aby u bardzo dużego osobnika pomieścić dorosłego człowieka. Fizycznie takie zdarzenie jest więc jak najbardziej możliwe.

Dlaczego kaszalot wyplułby płetwonurka jak kamyk?

Od strony behawioralnej filmowy scenariusz napotyka jednak poważne przeszkody. Ilias Foskolos zwraca uwagę, że kaszaloty to drapieżniki oceaniczne, które nie żerują w płytkich wodach przybrzeżnych, a podstawą ich diety są niewielkie kałamarnice mierzące od 30 do 40 centymetrów. Walenie te niezwykle rzadko atakują zdobycz zbliżoną rozmiarami do człowieka.

W filmie nurek zostaje wessany przypadkowo podczas ataku kaszalota na kałamarnicę olbrzymią. Reidenberg porównuje taką sytuację do jedzenia żelka, obok którego leżał mały kamyk – po włożeniu obu rzeczy do ust człowiek natychmiast wypluwa cały kęs. Prawdopodobieństwo, że morski ssak połknie płetwonurka zamiast go wypluć, jest dokładnie tak samo niskie.

Stalowa butla i szkielet jako tarcza w komorze miażdżącej

Co jednak stałoby się, gdyby nurek faktycznie trafił do pierwszej z czterech komór żołądka kaszalota? Jest to bezkwasowa komora mechaniczna (przedżołądek), której umięśnione ściany kurczą się jak wąż boa, aby zmiażdżyć pokarm na mniejsze, łatwiej strawne fragmenty. Zwykle mięśnie te rozgniatają jednak miękkie ciała głowonogów, które nie posiadają szkieletu.

Ludzkie kości stawiają opór, do którego układ pokarmowy wieloryba nie jest przyzwyczajony. Jeszcze ważniejszym elementem ochronnym okazuje się nieściśliwa, metalowa butla nurkowa na plecach bohatera. Zdaniem Reidenberg sztywna konstrukcja w miejscu styku z żebrami zapobiegłaby całkowitemu zgnieceniu klatki piersiowej i zatrzymaniu akcji serca.

Suchy skafander kontra kwasy trawienne i brak tlenu

W drugiej komorze żołądka na człowieka czekają już agresywne soki trawienne i kwas solny. Według ekspertki specjalistyczny suchy skafander nurkowy skutecznie odizolowałby ciało od żrącej cieczy. Bolesnym poparzeniom chemicznym uległyby jedynie odsłonięte fragmenty skóry, co samo w sobie nie doprowadziłoby do natychmiastowej śmierci.

W realnym świecie o losie współczesnego Jonasza przesądziłaby jednak fizjologia oddychania. Wewnątrz trzewi walenia panuje całkowite odcięcie od tlenu atmosferycznego, a zdominowane przez metan wyziewy zmuszają nurka do polegania wyłącznie na zapasie gazu w butli. Po jego wyczerpaniu, przy braku możliwości wydostania się na zewnątrz, śmierć nastąpiłaby w wyniku uduszenia. Nie ma więc nadziei dla Jonasza (biblijnego).

Czym w biologii morskiej jest tytułowy „Whalefall”?

Choć tytuł produkcji kojarzy się z pułapką, w oceanografii termin whale fall (opad wieloryba) oznacza martwe ciało walenia, które opadło na głębokie dno oceaniczne. W pozbawionych światła głębinach, gdzie brakuje niemal wszystkich składników odżywczych, takie truchło staje się fundamentem nowego, tętniącego życiem ekosystemu. To święto dna oceanu.

– Kiedy martwy wieloryb opada na dno, jest jak manna z nieba. Zwierzęta ściągają z odległości wielu kilometrów, aby żerować na tym ciele, tworząc wokół niego własną społeczność – wyjaśnia na łamach „Nature” Joy Reidenberg.

Jak dodaje Ilias Foskolos, w zależności od etapu rozkładu szczątki jednego walenia potrafią przez dekady zasilać kolejne grupy organizmów dennych. Zanim kości zostaną ostatecznie rozłożone przez wyspecjalizowane bakterie i robaki z rodzaju Osedax, jedno martwe zwierzę w mrocznych głębinach daje początek setkom nowych istnień.

Źródło: Nature