Zespół naukowców pod kierunkiem Lynne Heilbrun z University of Texas Health Science Center w San Antonio opublikował w czasopiśmie „Neurotoxicology and Teratology” badanie, w którym mleczne zęby dzieci posłużyły jako swoiste archiwum narażenia na substancje chemiczne. W zębach dzieci ze spektrum autyzmu badacze wykryli podwyższone stężenia 19 potencjalnie toksycznych związków w porównaniu z grupą kontrolną.
WIDEO…
Autyzm to schorzenie o złożonych przyczynach, w którym czynniki genetyczne splatają się ze środowiskowymi. Do tej pory wciąż nie wykazano, by którakolwiek konkretna substancja wywoływała to zaburzenie, jednak przybywa dowodów łączących narażenie na pewne związki z ryzykiem jego wystąpienia. Nowe badanie nie zmienia tego obrazu, ale pokazuje narzędzie, które pozwala sięgnąć głębiej w przeszłość dziecka niż dotychczasowe metody.
Zęby mówią więcej niż krew czy mocz
Problemem wielu wcześniejszych badań było to, że narażenie mierzono na podstawie próbek krwi lub moczu, które odzwierciedlają jedynie wąskie okno czasowe, niekiedy liczone w godzinach. Zęby działają inaczej: gromadzą ślady chemiczne w miarę swojego formowania i potrafią je zachować przez dziesięciolecia.
Mleczne zęby, które dzieci tracą zwykle między szóstym a dwunastym rokiem życia, zapisują narażenie od około czwartego miesiąca życia płodowego, gdy zaczynają się formować, aż do mniej więcej trzeciego roku życia, kiedy ich rozwój się kończy. Jak zauważa Heilbrun, istnieje kilka krytycznych okien narażenia w czasie ciąży, zwłaszcza w pierwszym trymestrze, ale ośrodkowy układ nerwowy rozwija się dalej po narodzinach, aż do około 25. roku życia.
Co naukowcy znaleźli w zębach dzieci z autyzmem?
W badaniu przeanalizowano mleczne zęby przekazane przez rodziny 38 dzieci, z których 22 miały autyzm, a 16 stanowiło grupę kontrolną. Po oczyszczeniu i przygotowaniu próbek badacze wykorzystali chromatografię gazową oraz spektrometrię mas, poszukując związków stosowanych między innymi w pestycydach, tworzywach sztucznych, substancjach zapachowych, środkach zmniejszających palność i produktach przeciwsłonecznych.
Średnio w każdej próbce wykryto ponad 300 toksycznych substancji, choć nie każda substancja występowała u każdego dziecka. Skupiając się na 60 związkach obecnych u co najmniej połowy dzieci, badacze ustalili, że około dwie trzecie z nich (39) to substancje sklasyfikowane przez amerykańską agencję EPA jako toksyczne dla rozwoju lub rozrodu albo jako zaburzające gospodarkę hormonalną. Zdecydowana większość tych 60 związków, bo aż 95%, występowała w wyższych stężeniach w zębach dzieci z autyzmem, choć tylko 19 różnic okazało się istotnych statystycznie.
Niektóre rozbieżności były uderzające. Benzoesan benzylu, stosowany w kosmetykach, jako dodatek do żywności oraz w preparatach przeciw wszawicy i świerzbowi, pojawiał się w grupie z autyzmem w stężeniu wyższym o 722% niż u dzieci z grupy kontrolnej. Wśród związków istotnie podwyższonych badacze wymieniają estry kwasu fosforowego, kwasy i estry benzoesowe, fenylopropany, ftalany, salicylany, etery, ketony aromatyczne i kaprolaktam.
Skąd pochodzą toksyny i co to oznacza dla rodziców
Szczególną uwagę zwraca ustalenie, że 11 związków wykrytych w mlecznych zębach wcześniej opisywano jako migrujące z elementów butelek dla niemowląt. Obok substancji przenikających z innych produktów dla dzieci, materiałów mających kontakt z żywnością, rur wodociągowych z polietylenu i wyposażenia wnętrz, należały do najczęściej wykrywanych związków zarówno u dzieci z autyzmem, jak i w grupie kontrolnej.
Autorzy podkreślają, że wyniki nie dowodzą, by którakolwiek z tych substancji powodowała autyzm, a samo badanie ma charakter pilotażowy i obejmuje niewielką grupę. Mimo to zebrane dane budzą niepokój, ponieważ wiele zidentyfikowanych substancji oddziałuje na mózg, wątrobę i mitochondria. Badacze piszą, że dzieci są długotrwale narażone na szerszy zakres substancji szkodliwych dla rozwoju niż wynikałoby to z badań krótkoterminowych. Zwracają też uwagę, że ponieważ kobiety w ciąży i karmiące spożywają więcej jedzenia i wody, ich narażenie prawdopodobnie jest znaczne.
Konkluzja autorów jest ostrożna, ale jednoznaczna: profilaktyczne unikanie tych substancji, zwłaszcza przez kobiety w ciąży i małe dzieci, powinno stać się priorytetem zdrowia publicznego. Zespół zapowiada kolejne badania, w tym dalsze analizy próbek zębów, które mają pomóc zrozumieć, jak te związki mogą kształtować ryzyko autyzmu u dzieci.
Źródlo: Neurotoxicology and Teratology