Pewna rodzina z Teksasu twierdzi, że jest od ponad dekady prześladowana przez duchy. Główną postacią jest tu 57-lenia Nell, emerytowana pracownica ochrony zdrowia. Ponadto jej mąż Rod (70 lat) i 37-letnia córka Jill mieszkająca w sąsiednim domu. Wszyscy troje mówili o niemal codziennym pojawianiu się zjaw, poczuciu czyjejś obecności, niepokojących doznaniach dotykowych jak ugryzienia, a także specyficznych zapachach i przemieszczaniu się przedmiotów.

WIDEO…

player placeholder

Niektóre z tych „widmowych głosów i postaci” miały zostać zarejestrowane przez domowe kamery monitoringu. Co istotne – filmy nie zostały przekazane do zewnętrznej analizy. Same zjawiska miały powtarzać się w różnych domach zajmowanych przez rodzinę i nie ustępować nawet po specjalnym błogosławieństwie kapłana.

Nawiedzona rodzina, nawiedzony dom

Rodzina uważa, że nawiedzenia zaczęły się po tym, jak jej członkowie obejrzeli sąsiednią posesję, na której unosił się dziwny zapach i leżały pozostałości materiałów budowlanych. Tydzień później miał ich odwiedzić mężczyzna ubrany całkowicie na czarno, który nakazał im trzymać się z dala od jego ziemi.

Zobacz także:

Według ich relacji spotkanie to zapoczątkowało serię dziwnych zdarzeń. Nell twierdzi, że jej zdaniem „piekło rozpętało się” pewnej nocy, gdy jej mąż Rod pracował na morskiej platformie wiertniczej. Obudził ją huk. Odkryła wówczas, że jeden z pokoi w domu wypełnia tajemnicza pomarańczowa mgła.

Jej córka Jill mieszkała wtedy obok i potwierdziła, że również dostrzegła zjawisko. Mgła miała być nadal obecna, gdy kilka dni później Rod wrócił do domu. Rodzina uważa, że cokolwiek to było, podążało za nią. Mimo kilkukrotnych przeprowadzek, które miały pomóc im od tego uciec, ich doświadczenia – jak twierdzili – tylko się nasilały.

Syndrom nawiedzonych ludzi

Tematowi przyjrzeli się James Houran, psycholog zajmujący się badaniem doświadczeń anomalnych, oraz Brian Laythe, psycholog sądowy i dyrektor Institute for the Study of Religious and Anomalous Experience. Obaj od lat rozwijają koncepcję „syndromu nawiedzonych ludzi“, której sprawdzeniu poświęcili opisany przypadek.

Naukowcy po raz pierwszy przedstawili swój pomysł w badaniu z 2019 roku dotyczącym „historii doktora Johna Halla”. Teraz chcieli ustalić, czy poszczególne aspekty zdarzeń w San Antonio również odpowiadają zaproponowanemu przez nich modelowi powtarzających się nawiedzeń.

Do analizy tego konkretnego przypadku wykorzystano kwestionariusze przekonań paranormalnych, standaryzowaną „listę kontrolną zjawisk typowych dla nawiedzeń”, dziennik anomalnych doświadczeń oraz kwestionariusz dotyczący przeszłości, obejmujący trudności przeżywane w dzieciństwie. Następnie porównano doświadczenia członków rodziny z ich odpowiedziami w kwestionariuszach. To pozwoliło im powiązać kilka aspektów zdarzeń w San Antonio ze swoją koncepcją syndromu osób nawiedzanych.

Wiara czyni cuda

Według badaczy członkowie rodziny, którzy według kwestionariuszy najmocniej wierzyli w zjawiska paranormalne, częściej opisywali nietypowe zdarzenia. Naturalnie zależność ta nie dowodzi, że jedno powodowało drugie. Możliwe jednak, że ich przekonania skłaniały ich do dostrzegania zagrożenia w niejednoznacznych sytuacjach, które inni uznaliby za zbieg okoliczności.

Ciekawy jest też aspekt doświadczania podobnych zjawisk przez wszystkich członków rodziny. Zdaniem naukowców może to wskazywać na zjawisko zarażania społecznego, w którym ludzie pod wpływem grupy zgłaszają zbliżone przeżycia mimo braku wspólnego zewnętrznego bodźca. Opisywane zdarzenia zdawały się również wiązać ze stresem, który zwiększa wrażliwość na bodźce.

Według modelu syndromu osób nawiedzanych te procesy mogą uruchamiać samospełniającą się przepowiednię. Osoba o określonych predyspozycjach, w sprzyjających warunkach, może nabrać szczerego przekonania, że jest świadkiem zjawisk paranormalnych.

Musimy tu podkreślić jedno: badanie obejmuje jedną, trzyosobową rodzinę, co nie pozwala na wyciągnięcie statystycznie istotnych wyników. W rezultacie badacze nie byli w stanie stwierdzić z pewnością, że syndrom osób nawiedzanych rzeczywiście stanowił najlepsze wyjaśnienie zjawisk doświadczanych przez Nell i jej rodzinę. Fakt, że Nell entuzjastycznie zareagowała na zainteresowanie ze strony badaczy, a zarazem odrzucała wyjaśnienia niezgodne z jej systemem przekonań, wskazuje jednak na potrzebę krytycznego podejścia do opisowych relacji o zjawiskach nadprzyrodzonych.

Zdaniem autorów badania to, co rodzina przeżyła, to połączenie bardzo wrażliwego umysłu, długotrwałego napięcia w rodzinie, silnej wiary i błędnego koła, w którym każde nowe zdarzenie potwierdza strach. „Nawiedzenie” miałoby więc wynikać z ludzi i okoliczności, a niekoniecznie z domu. Badacze zostawili jednak drzwi uchylone: nie wykluczają całkowicie zjawisk parapsychologicznych i wspominają o „nietypowych odczytach środowiskowych”, które opiszą osobno.

Źródło: Frontiers in Psychology