Reklama

Jennie Moore, 60-letnia emerytowana nauczycielka z Nowego Jorku, przez lata zmagała się z bólem spowodowanym reumatoidalnym zapaleniem stawów (RZS), który znacząco utrudniał jej codzienne funkcjonowanie. Wstanie z łóżka rano zajmowało jej godzinę. Wypróbowała wiele leków, ale żaden nie pomógł.

Na początku 2026 roku zdecydowała się na inne rozwiązanie: niedawno zatwierdzone przez agencje FDA urządzenie, które wykorzystuje stymulację elektryczną do łagodzenia stanu zapalnego. Podczas krótkiego zabiegu lekarze wszczepili jej w szyję niewielki stymulator pobudzający gałąź nerwu błędnego – główny szlak komunikacji między mózgiem a narządami wewnętrznymi.

Co noc, gdy pacjentka śpi, urządzenie wysyła krótki impuls elektryczny aktywujący obwód kontrolujący stan zapalny. Po kilku miesiącach terapii Moore twierdzi, że porusza się znacznie sprawniej i nie potrzebuje już balkonika.

Medycyna bioelektroniczna kontra stan zapalny

W latach 80. Kevin Tracey, dziś szef Feinstein Institutes for Medical Research, był świadkiem śmierci małej pacjentki wskutek nagłego stanu zapalnego po oparzeniu. To doświadczenie skierowało jego karierę naukową w stronę badania mechanizmów zapalnych.

Ponad dekadę później Tracey opisał tzw. odruch zapalny – obwód nerwowy regulujący reakcję zapalną organizmu. Sygnały biegnące nerwem błędnym i splotem śledzionowym pobudzają limfocyty T w śledzionie do wydzielania acetylocholiny, która tłumi nadmierną aktywność układu odpornościowego. Zdaniem Traceya mechanizm ten rozumiemy dziś lepiej niż działanie wielu leków przeciwzapalnych. Tym bardziej, że część terapii stosowanych w RZS niesie poważne ryzyko i nie pomaga nawet co piątemu pacjentowi.

W 2007 roku Tracey współzałożył firmę SetPoint Medical, by przełożyć tę wiedzę na terapię dla pacjentów z trudnymi do leczenia postaciami RZS. Urządzenie emituje krótkie impulsy elektryczne podczas snu.

W kluczowym badaniu z udziałem 242 osób z umiarkowanym lub ciężkim RZS po 12 tygodniach poprawę kliniczną odnotowano u ponad 35% pacjentów z aktywnym urządzeniem, wobec niespełna 25% w grupie kontrolnej. Obserwacje długoterminowe potwierdziły dalszą poprawę u części uczestników. Na tej podstawie FDA zatwierdziła urządzenie w 2025 roku.

Inne możliwe zastosowania stymulacji elektrycznej

Sukces w RZS skłania naukowców do testowania podobnego podejścia w innych chorobach. SetPoint Medical prowadzi obecnie badania nad chorobą Leśniowskiego-Crohna oraz rzutowo-remisyjną postacią stwardnienia rozsianego (wczesne badanie z udziałem 60 osób). Tracey chce też sprawdzić, czy metoda pomoże pacjentom we wcześniejszych stadiach RZS.

Stymulatory nerwu błędnego
Stymulatory nerwu błędnego wysyłają łagodne impulsy elektryczne przez ucho lub szyję, pobudzając układ „odpoczywaj i traw”. Naukowcy badają, czy mogą one zmniejszać stres i poprawiać sen. /Fot. Reiner Riedler / Anzenberger/Redux

Inne zastosowania są znacznie mniej zaawansowane. Wczesne badania na ludziach testują stymulację nerwu błędnego (także przez ucho, w mniej inwazyjny sposób) w bólu przewlekłym, chorobie Parkinsona i długim COVID. Jak zaznacza Tracey, brakuje jednak urządzeń dostępnych komercyjnie, a większość badań ma charakter pilotażowy.

Nie tylko nerw błędny

Naukowcy badają też inne szlaki nerwowe. David Tuveson z Cold Spring Harbor Laboratory analizuje, jak fibroblasty mogą pobudzać nerwy współczulne w trzustce, przyczyniając się do stanu zapalnego i rozwoju raka trzustki. Nie wiadomo jeszcze, czy da się to wykorzystać terapeutycznie u ludzi.

W przypadku pęcherza nadreaktywnego, gdzie ponad 70% pacjentów przerywa farmakoterapię z powodu skutków ubocznych, firma FemPulse testuje wszczepialne urządzenie dopochwowe stymulujące nerwy miednicy. Trwające badanie z udziałem 151 osób porównuje je z popularnym lekiem; wyniki spodziewane są w 2027 roku.

Silvia Conde z NOVA Medical School w Portugalii bada z kolei kłębek szyjny – niewielki narząd czuciowy leżący w rozwidleniu tętnic. Przekazuje on mózgowi informacje o poziomie tlenu i dwutlenku węgla we krwi. Jej zdaniem jego nadaktywność może sprzyjać zaburzeniom metabolicznym. Doniesienia z badań na zwierzętach i wstępnych obserwacji u osób ze stanem przedcukrzycowym wspierają tę hipotezę. Docelowo uspokojenie sygnałów z kłębka szyjnego mogłoby pomóc w leczeniu chorób kardiometabolicznych, np. nadciśnienia tętniczego.

Ograniczenia i wyzwania

Nowsze urządzenia bioelektroniczne są mniej inwazyjne niż wcześniejsze generacje, ale ich koszt i dostępność wciąż stanowią barierę. Dla pacjentów, którzy jak Moore wyczerpali już kosztowne opcje farmakologiczne, inwestycja w urządzenie może się opłacać. Idealna byłaby refundacja przez ubezpieczycieli, ale droga do niej zajmie jeszcze wiele lat.

Nie wszyscy pacjenci odnoszą korzyści z terapii – część nie reaguje na leczenie, a naukowcy wciąż nie potrafią wyjaśnić dlaczego. Pozostają też wyzwania techniczne: potrzeba bardziej elastycznych materiałów ograniczających blizny po implantacji oraz precyzyjniejszych algorytmów sterujących stymulacją. Przełomem mogą być też nowe, miniaturowe implanty.

Mimo to eksperci podkreślają, że dzięki pierwszemu zatwierdzeniu FDA leczenie chorób przewlekłych za pomocą medycyny bioelektronicznej staje się realną opcją terapeutyczną, a nie tylko odległą wizją. Tak jak w przypadku Jennie Moore, która po latach znów może udać się na pieszą wycieczkę podczas rodzinnego wyjazdu.

Źródło: National Geographic

Chcesz znaleźć więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...