Satelity potrafią śledzić huragan niemal w czasie rzeczywistym, jednak nie zmierzą wszystkiego, co dzieje się w jego wnętrzu. Dlatego specjalnie wyposażone samoloty wciąż wlatują w najbardziej niebezpieczną część burzy, przelatują przez ścianę oka i zrzucają sondy mierzące między innymi wiatr, ciśnienie, temperaturę i wilgotność. Zebrane w ten sposób dane trafiają bezpośrednio do modeli prognozujących trasę i siłę huraganu.

WIDEO…

player placeholder

Na zewnątrz samolotu wiatr może przekraczać 200 kilometrów na godzinę. W środku pracują silniki, radary i komputery, a załoga czeka na moment, w którym maszyna wleci w ścianę oka. Kilka minut później huragan jest już nie tylko rozlaną plamą na ekranie radaru, ale również zbiorem pomiarów, które pomagają przewidzieć jego dalsze losy.

Tam, gdzie kończą się dane z satelity

Z orbity widać kształt huraganu, jego ruch i rozwój. Satelity dostarczają też istotnych danych, które pozwalają naukowcom oszacować między innymi temperaturę, wilgotność i wiatr panujący w cyklonie. Nie mierzą jednak tych parametrów bezpośrednio, bo część informacji wyliczana jest wyłącznie na podstawie obserwacji z góry.

Zobacz także:

Dlatego Hurricane Hunters wlatują w sam środek cyklonu. NOAA wykorzystuje do tego dwa czterosilnikowe samoloty WP-3D Orion (znane jako Kermit i Piggy). Maszyny wznoszą się na wysokość około 8 tysięcy stóp, czyli mniej więcej 2,4 kilometra, i wielokrotnie przecinają ścianę oka, zanim dotrą do jego spokojniejszego centrum. Podobne misję trwają od ośmiu do dziesięciu godzin.

P-3 jest więc latającym laboratorium, a na jego pokładzie znajdują się między innymi dwa radary, które pozwalają tworzyć szczegółowy obraz struktury huraganu, oraz instrumenty mierzące temperaturę, ciśnienie, wilgotność i wiatr. Jeden z nich, Tail Doppler Radar, pozwala badać ruch powietrza w całym przekroju burzy.

Najpierw zmienia się światło

Przez okna samolotu nie widać już oceanu ani nieba. Zostaje szarość, deszcz i ściana chmur. Następnie P-3 wpada w eyewall, czyli pierścień potężnych chmur burzowych otaczający oko huraganu, gdzie występują najsilniejsze wiatry. Dla załogi największym problemem pozostają jednak gwałtowne prądy, bezustannie szarpią samolotem.

NOAA opisuje przejście przez eyewall jako najbardziej turbulentny fragment większości takich eskapad. Richard Henning, dyrektor lotu, porównał przejście przez ścianę oka do jazdy kolejką górską przez myjnię samochodową. W eyewall pada tak intensywnie, że w środku samolotu robi się ciemno, a przez okna trudno cokolwiek zobaczyć.

Samolot NOAA Hurricane Hunters przelatuje przez oko Huraganu Irma we wrześniu 2017 roku. Załogowe loty pozwalają zbierać bezpośrednie pomiary z wnętrza cyklonu
/Fot. NOAA/domena publiczna

W środku cyklonu

Kilka kilometrów dalej znajduje się druga część eyewall. P-3 może więc ponownie przelecieć przez ścianę oka, tym razem w przeciwnym kierunku. Podczas jednej misji takie przejścia są wykonywane wielokrotnie, ponieważ naukowcy chcą zebrać dane z różnych części burzy. Za każdym razem samolot przecina kolejne fragmenty burzy, a radary i instrumenty zapisują, co dzieje się wokół niego.

Następnie warunki nagle się zmieniają. Deszcz ustaje, turbulencje słabną, a przez okna samolotu pojawia się błękitne niebo. Wokół oka wznoszą się strome ściany chmur, które z pokładu samolotu tworzą charakterystyczny „stadium effect”. Właśnie tak wyglądało oko huraganu Irma, sfotografowane przez Hurricane Hunters w 2017 roku.

W imię nauki

W środku oka naukowcy nadal pracują. Radar obserwuje strukturę burzy, instrumenty rejestrują zmiany parametrów atmosfery, a kolejne dropsondy spadają przez huragan na spadochronach. Samolot staje się tym samym jednym z narzędzi pomiarowych, które wchodzą w sam środek zjawiska.

Najsilniejszy wiatr nie zawsze znajduje się jednak tam, gdzie można go najłatwiej oszacować z obrazu satelitarnego. Pomiary z wnętrza huraganu pozwalają dokładniej określić jego strukturę i dostarczają danych do modeli prognozujących dalszy rozwój burzy.

Źródła: NOAA, Ocean Today, Hurricane Research Division

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasz autor
Kuba Stasiak
Korespondent wojenny i wolontariusz. Od lat relacjonuje konflikty zbrojne, łącząc pracę reporterską z bezpośrednim wsparciem ludności cywilnej. W ostatnich latach przebywał na ukraińskim froncie, gdzie dokumentował rzeczywistość wojny i uczestniczył w ewakuacjach mieszkańców ze stref zagrożenia. Publikował m.in. podczas konfliktu w Górskim Karabachu w 2020 roku. Z wykształcenia dziennikarz, posiada przygotowanie z zakresu medycyny pola walki. W swojej pracy skupia się na doświadczeniu ludzi uwikłanych w konflikty oraz na granicy między pomocą humanitarną a reportażem. Obecnie mieszka w Ameryce Południowej, skąd publikuje i pracuje nad kolejnymi projektami reporterskimi.

Kuba Stasiak