Do Nagoi przyleciałem z Helsinek trochę jak do miasta pomiędzy. Pomiędzy Tokio a Kioto, pomiędzy tradycją a wielkim przemysłem, pomiędzy mistycznym lasem Atsuty a szklanymi wieżowcami wyrastającymi wokół głównej stacji kolejowej. Na początku nie bardzo wiedziałem, jak ją odczytać. Nie ma tu natychmiastowego efektu „wow”, który daje stolica, ani pocztówkowej oczywistości historycznego centrum Japonii. Nagoja odsłania się znacznie wolniej.

WIDEO…

player placeholder

To spore miasto, mieszka tu ponad dwa miliony ludzi. Jest sercem prefektury Aichi i jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych kraju. Z tą częścią Japonii nierozerwalnie wiąże się historia Toyoty, ale fabryki to zaledwie jedna z wielu twarzy miasta. Wystarczy odejść kilka przecznic od węzła kolejowego, żeby zobaczyć zamiast wieżowców zobaczyć drewniane domy, stare magazyny, kameralne chramy i restauracje, których nazwy nic nie powiedzą zagranicznemu turyście, a w których można pysznie i tanio zjeść. Właśnie taką Nagoję chciałem poznać.

W dawnej dzielnicy kupieckiej

Zaczynam od Shikemichi – dawnej dzielnicy kupieckiej, która ocalała z pożóg minionych stuleci. Jej korzenie sięgają początku XVII wieku i wiążą się z jednym z najbardziej fascynujących epizodów w historii regionu – tak zwanym Kiyosu-goshi. Zanim powstała Nagoya, politycznym i gospodarczym sercem prowincji Owari było pobliskie miasto Kiyosu, dawna baza słynnego wojownika Ody Nobunagi. Kiedy jednak szogun Ieyasu Tokugawa zdecydował o budowie nowoczesnego, bezpiecznego od powodzi zamku na pobliskim płaskowyżu, nakazał przenieść tam całą dotychczasową osadę. Świątynie, kaplice, rzemieślnicy i kupcy – wszyscy musieli spakować swój dobytek, rozebrać domostwa i zbudować życie od nowa w cieniu rodzącej się fortecy.

Zobacz także:
Stara architektura Nagoi
Stara architektura Nagoi / fot. Michał Cessanis

W ten sposób wokół zamku wyrosły nowe kwartały. W 1700 roku potężny pożar strawił okolicę, dlatego główny trakt celowo poszerzono, robiąc z niego szeroką na siedem metrów aleję, która miała ograniczać rozprzestrzeniający się ogień. Dziś jednak, w porównaniu do współczesnych arterii miasta, ta ulica wciąż wydaje się wąska i kameralna.

Spacerując po jej bruku, mijam wiekowe domostwa i magazyny zbudowane na solidnych, kamiennych podmurówkach. Na dachach niektórych budynków wciąż stoją niewielkie kapliczki Yane-gami, które w dawnych wierzeniach miały chronić dobytek przed żywiołami. Ta wąska ulica wcale nie przypomina skansenu. Przez otwarte okna dobiegają odgłosy rozmów, słychać dźwięk telewizorów, ktoś zamiata przedproże, mijają mnie rowerzyści.

Kilkaset metrów dalej krajobraz płynnie przechodzi w zadaszone arkady Endoji Shopping Street, jedną z najstarszych arterii handlowych. Obok siebie funkcjonują tu antykwariaty, sklepy z tradycyjnymi słodyczami i zupełnie nowe kawiarnie otwierane przez młode pokolenie. Zaglądam do wnętrz pełnych ceramiki, parasolek z papieru washi i lokalnych przekąsek. Zajadając podanego mi na ciepło słodkiego ziemniaka i popijając zieloną herbatę już wiem, że tego miasta nie da się pospiesznie „zaliczyć”.

Kameralny świat Kakuozan

Wsiadam w pociąg metra, który wywozi mnie na wschód miasta, do artystycznej dzielnicy Kakuozan. Jej nazwa wiąże się ze wzgórzem, na którym w 1904 roku wzniesiono Nittaiji – unikatową w skali kraju świątynię buddyjską. Nie należy ona do żadnego konkretnego odłamu, lecz reprezentuje całą japońską wspólnotę buddyjską, stojąc ponad wszelkimi podziałami. Powstała po to, by przechować relikwie Buddy, które król Syjamu (dzisiejszej Tajlandii) podarował Japonii w geście przyjaźni. Do dziś jest to jedyna taka świątynia w kraju, a więź z Tajlandią przypomina monumentalny posąg Buddy darowany przez ten południowoazjatycki kraj.

Wokół sakralnego wzgórza rozciąga się labirynt urokliwych, stromych uliczek, gdzie historyczne herbaciarnie sąsiadują z autorskimi butikami i małymi galeriami sztuki. W powietrzu unosi się aromat palonej kawy i słodkiej pasty z czerwonej fasoli (anko), a tutejsze uliczki żyją własnym, spokojniejszym rytmem, z dala od wielkomiejskiego pędu. I choć chętnie wszedłbym właśnie w ten rytm, to lista miejsc, które chcę zobaczyć nie pozwala mi jednak zasiedzieć się w tym miejscu.

W tradycyjnej herbaciarni i urokliwym Osu

Przenoszę się do Osu – tętniącej życiem, historycznej dzielnicy handlowej i rozrywkowej Nagoi, która od wieków stanowi barwne przeciwieństwo spokojniejszych, tradycyjnych kwartałów miasta. Zanim jednak zagłębię się w ten gwarny labirynt, staję przed świątynią Osu Kannon. Imponująca, jaskrawoczerwona bryła głównego pawilonu przykuwa wzrok z daleka. Tę świątynię buddyjską zbudowano pierwotnie w 1333 roku w innej prowincji, a w 1612 roku szogun Ieyasu Tokugawa rozkazał przenieść ją w obecne miejsce, aby uchronić bezcenny obiekt przed niszczycielskimi powodziami.

Z żeliwnych, zdobionych mis nieustannie unoszą się kłęby kadzidlanego dymu. Japończycy przystają tu w drodze do biur, klaszcząc w dłonie przed posągiem Kannon – czczonej tu bodhisattwy współczucia i miłosierdzia, która według legendy miała zostać wyrzeźbiona przez wybitnego mnicha Kobo Daishiego. Co ciekawe, na terenie kompleksu w bibliotece Shinpukuji Bunko spoczywa ponad 15 tysięcy zabytkowych manuskryptów. Wśród nich znajduje się najstarszy zachowany rękopis „Kojiki” – świętej kroniki opisującej mityczne powstawanie Japonii.

Herbaciarnia Ocha no Kakien – Amakoubou
Herbaciarnia Ocha no Kakien – Amakoubou / fot. Michał Cessanis

Wreszcie zanurzam się w gwarny labirynt zadaszonych pasaży. Mijając wystawy z jedwabnymi kimonami vintage i hałaśliwe salony z dziesiątkami automatów do gry, docieram do Ocha no Kakien – Amakoubou. Przed wejściem do tej tradycyjnej herbaciarni działającej od 77 lat stoi spora maszyna służąca do prażenia liści. Wnętrze sklepu wypełnia herbaciany aromat. Pośrodku sali krząta się starszy właściciel wraz z żoną oraz ich syn, którzy z niezwykłym wręcz spokojem obsługują klientów. W głębi sklepu zauważam pięć wielkich młynków, w których powoli i miarowo uciera się liście na jaskrawozieloną matchę.

Na ścianie wisi drewniana tablica z cennikiem matchy, uszeregowana od najdroższych po najtańsze warianty za porcje 20-gramowe. – Te najdroższe, luksusowe odmiany powstają z najmłodszych, starannie wyselekcjonowanych listków krzewów herbacianych, dając napar o niezwykle gładkiej teksturze, głębokim smaku umami i niemal całkowitym braku goryczki. Z kolei tańsze, bardziej budżetowe wersje pochodzą ze starszych zbiorów, świetnie sprawdzając się do codziennego picia lub domowych wypieków, oferując ostrzejszy, bardziej trawiasty posmak – wyjaśnia mi syn właścicieli.

Proszę o matchę o niewielkiej goryczce. Sprzedawca proponuje Konomimukashi za 1800 jenów czyli ok. 45 zł. Kupuję także opakowanie Sencha Genmaicha – uwielbianej przeze mnie japońskiej zielonej herbaty z dodatkiem prażonego brązowego ryżu, a także ziołową mieszankę Dokudami Chōgō Shōfuku-cha, mająca przynosić „szczęście i pomyślność”. I obiecuję sobie, że będę ją w takim razie pił codziennie.

Co za uczta!

Szukając idealnego miejsca na skosztowanie kultowego przysmaku z Nagoi, jakim jest węgorz, wybrałem się do restauracji Unagi no Yakko, funkcjonującej od 1920 roku. Jej nazwa nawiązuje do dawnych służących, którzy torowali drogę orszakom feudalnych panów (daimyō). W dawnej Japonii, zwłaszcza w okresie Sengoku i Edo, rządzili oni rozległymi prowincjami i dysponowali prywatnymi armiami samurajów. Byli faktycznymi władcami poszczególnych regionów kraju, podporządkowanymi jedynie szogunowi.

W restauracji Unagi no Yakko
W restauracji Unagi no Yakko / fot. Michał Cessanis

Powietrze w restauracji przesycone jest dymem i słodkawym aromatem sosu sojowego. Tutaj węgorza (unagi) nie gotuje się na parze jak w Tokio. Surowe płaty ryby z regionu Mikawa trafiają bezpośrednio na rozżarzony węgiel. Wysoka temperatura sprawia, że skóra szybko się rumieni i karmelizuje, a mięso pozostaje miękkie.

Zamawiam zestaw hitsumabushi za 5200 jenów (ok. 130 zł). W okrągłym naczyniu z drewna spoczywa puszysty ryż przykryty lśniącymi kawałkami ryby. Degustacja to ściśle określony rytuał. Drewnianą łopatką dzielę potrawę na cztery równe części. Pierwszą porcję jem bez dodatków – smakuje genialnie! Do drugiej miseczki wsypuję siekany szczypiorek, wasabi i paski suszonych wodorostów nori. Smak ulega zmianie, nabierając morskiej rześkości. Trzecią porcję obficie zalewam gorącym bulionem dashi, tworząc kojącą zupę ochazuke. Czwartą odsłonę komponuję według własnych preferencji, z uśmiechem wracając do pikantnej wersji z wasabi. I z każdym kęsem żałuję, że Nagoja nie jest bliżej Warszawy, bym na taką ucztę mógł wpadać częściej.

Forteca dawnych szogunów

W innej części miasta odkrywam potęgę dawnych szogunów. Wzniesiona w 1612 roku z polecenia Ieyasu Tokugawy forteca w Nagoi miała strzec strategicznego szlaku Tōkaidō. Główna wieża majestatycznie dominuje nad krajobrazem, zwieńczona dwiema złotymi figurami kinshachi – mitycznymi stworzeniami z głową tygrysa i ciałem karpia, chroniącymi budowlę przed ogniem. Jednak to w pełni zrekonstruowany i otwarty w 2018 roku Pałac Hommaru (Honmaru Goten), będący częścią zamkowego kompleksu, okazuje się prawdziwym arcydziełem architektury drewnianej. Po zdjęciu obuwia stąpam po matach tatami, chłonąc obezwładniający, żywiczny zapach cyprysików hinoki.

Wnętrza odtworzono przy użyciu dawnych technik, nie wbijając ani jednego metalowego gwoździa. Przesuwne, pokryte płatkami złota ekrany fusuma oraz potężne polichromie słynnej szkoły Kano, na których królują lamparty i drapieżne tygrysy w bambusowych gajach, świadczą o nieograniczonej władzy rodu Tokugawa.

Mistycyzm odnajduję zaś na zalesionym południu miasta. Atsuta Jingu to sanktuarium shintoistyczne o blisko 1900-letniej historii. Kompleks otoczony jest gęstym, prastarym lasem. Szutrowe aleje prowadzą do pilnie strzeżonego pawilonu. Według wierzeń spoczywa w nim Kusanagi-no-Tsurugi – święty miecz stanowiący jedno z trzech japońskich regaliów cesarskich. Zgiełk metropolii znika tu bezpowrotnie. Powietrze jest chłodne. Milczący kapłani w nieskazitelnie białych szatach przemykają między kapliczkami, a po ścieżkach dostojnie kroczą święte koguty – posłańcy bóstw.

Maseczki z ryżem i kultowe buty

Po zmroku Nagoja diametralnie zmienia swój charakter. W komercyjnej dzielnicy Sakae spoglądam na rozświetloną wieżę telewizyjną Mirai Tower, wzniesioną w 1954 roku. U jej stalowych stóp pulsuje życiem Oasis 21 – innowacyjny kompleks ze szklanym dachem przypominającym statek kosmiczny. Owalna konstrukcja, wypełniona cienką warstwą przepływającej wody, odbija neonowe światła i sylwetki odpoczywających tu młodych ludzi.

Wracając do hotelu APA Ekimae w okolicach ruchliwej Nagoya Station, z przygotowaną wcześniej listą zakupów, przepadam na dłużej w jednej z drogerii. Wrzucam do koszyka sprawdzone kosmetyki: kultowe japońskie maseczki do twarzy z ryżem, rozgrzewające maski na oczy, uwalniające temperaturę 40 stopni Celsjusza i kojący aromat cytrusów yuzu oraz jedwabiste szampony i żele do mycia ciała, które niezwykle przypadły mi do gustu.

W zakupowym szale trafiłem też do butiku obuwniczej marki Onitsuka Tiger, której historia zaczęła się w 1949 roku. Przymierzam słynny model MEXICO 66 z charakterystycznymi pasami i już wiem, że bez tych butów z Japonii nie wyjadę. Kupuję parę, uśmiechając się na myśl o tym fascynującym japońskim kontraście: przez cały pobyt w Nagoi poznawałem wiekowe ulice i stuletnie jadłodajnie, by na koniec wyjść ze sklepu z pudełkiem designerskich sneakersów. W walizce mam więc trochę tej starej i trochę nowej Nagoi.

Następnego dnia, w drodze na lotnisko, myślę o tym, że na początku rzeczywiście nie bardzo wiedziałem, jak to miasto odczytać. A teraz chyba już wiem. Trzeba mu dać trochę czasu, zejść z głównej ulicy, wejść do małej restauracji, zajrzeć do starego sklepu. I zobaczyć, co kryje się za kolejnym rogiem.

Nagoja – informacje praktyczne

Finnair
Finnair / fot. Michał Cessanis

Transport

Do Nagoi leciałem z Warszawy z przesiadką w Helsinkach linią lotniczą Finnair. Podróż zajęła mi łącznie 16 godzin. Ceny biletów: w klasie ekonomicznej zaczynają się od ok. 3 tys. zł w dwie strony w promocji, w klasie premium economy od ok. 6,5 tys. zł, w klasie biznes od 14 tys. zł w dwie strony. Linia Finnair obsługuje także z Helsinek połączenia do Tokio-Haneda i Tokio-Narita oraz do Osaki-Kansai. Przewoźnik ogłosił, że w sezonie letnim 2027 liczba połączeń do Tokio wzrośnie do trzech dziennie, a łączna liczba lotów do Japonii – do 32 tygodniowo. Linia jest jedynym europejskim przewoźnikiem obsługującym latem połączenia do Nagoi.

Nocleg

Spałem w APA Hotel Nagoya Ekimae położonym bardzo blisko stacji kolejowej Nagoya Station. To przyjemny hotel z japońskim centrum SPA i dobrym śniadaniem. Pokój dwuosobowy kosztuje od 370 zł za noc.

Warto wiedzieć

W wielu miejscach w Japonii można płacić kartą, jednak dobrze mieć przy sobie gotówkę, by zrobić zakupy na lokalnych targowiskach. Dolary czy euro można wymieniać w walutomatach. Te znajdują się w hotelach czy na stacjach kolejowych oraz na lotnisku.