Odkryłam region Włoch, który większość turystów mija w drodze do Wenecji. Nie wiedzą, co tracą
Friuli-Wenecja Julijska pozostaje w cieniu pobliskiej Wenecji, choć ma wszystko, by stać się celem osobnej podróży: renesansowe miasto w kształcie dziewięcioramiennej gwiazdy, jedne z najcenniejszych w Europie mozaik paleochrześcijańskich, dzikie rozlewiska pełne ptaków oraz nadadriatyckie Grado, nazywane starszą siostrą Wenecji.

Spis treści:
- Palmanova – miasto idealne w kształcie gwiazdy
- Akwileja skrywa jedne z najcenniejszych mozaik Europy
- U ujścia Isonzo królują ptaki i białe konie
- Grado – starsza siostra Wenecji nad Adriatykiem
- Friuli-Wenecja Julijska – informacje praktyczne
Winda na pierwszy rzut oka jak w bloku. Wchodzę do wnętrza metalowej skrzyni. Drzwi zasuwają się bezszelestnie. Chwila ciemności i ściany nagle znikają. Widzę podwórko kamienicy, na którym stoi czy… stała? Bo oto winda unosi się coraz wyżej ponad czerwone dachy, ulice przypominające swoim układem sieć pająka z sześciokątem Piazza Grande pośrodku. Wreszcie ogarniam wzrokiem całe, zamknięte w potrójnym pierścieniu fortyfikacji renesansowe miasto idealne, zachowujące symetrię pomiędzy kształtem ulic a wysokością kamienic i wielkością placów. Palmanova ma unikatowy kształt dziewięcioramiennej gwiazdy.
Palmanova – miasto idealne w kształcie gwiazdy
Winda sunie dalej ku niebu. Wśród obłoków migają Adriatyk, Alpy Karnickie i Alpy Julijskie ze szczytami sięgającymi blisko 3 tys. m. Od południa i północy oraz północnego-wschodu stanowią naturalne ramy Friuli-Wenecji Julijskiej. To region graniczący ze Słowenią i Austrią, geograficznie najbliższy Polsce.
Większość turystów przemierza go nieuważnie, pędząc ku Wenecji. Szkoda, bo wręcz zaskakuje mnogością niebanalnych miejsc. Jak Palmanova, którą najpierw oglądam na niezwykle realistycznym filmie wyświetlanym w wirtualnej windzie – nowej turystycznej atrakcji.
Fascynuje mnie idealna geometria tego miasta, w którym wszystkie drogi zbiegają się na wypełnionym straganami obwoźnego handlu Piazza Grande. Kilka eleganckich budynków z podcieniami z czasów Serenissimy, Najjaśniejszej Republiki Weneckiej, przypomina, że to ona w 1593 r. ufundowała twierdzę Palmanova dla obrony przed Turkami, ale też łakomie patrzącymi na te tereny Habsburgami. Obok białej fasady katedry stoi dzwonnica celowo niska, aby nie stanowić celu dla dział wroga. Chcę poznać sekrety warowni, którą w zewnętrzne fortyfikacje – lunety – zaopatrzył Napoleon, gdy zdobył miasto i uczynił z niego bazę operacyjną przeciwko Wenecji.

Przez jedną z trzech zachowanych bram miejskich wyruszam na podbój twierdzy. Dziś to atrakcyjne dla pieszych i rowerzystów tereny rekreacyjne z maskowanymi murawą bastionami, kurtynami i lunetami, fosą oraz koszarami i fortami na różnych poziomach. Udostępniona część podziemnych chodników prowadzi mnie pod wyimaginowane stanowiska wroga, który ma być unieszkodliwiony. W inscenizacjach odtwarzających bitwy i oblężenie twierdzy biorą udział polscy rekonstruktorzy.
Te podziemne galerie są teraz czyściutkie, dobrze oświetlone, wabią niewielkimi skupiskami stalaktytów, stalagmitów, ale przede wszystkim pereł jaskiniowych. Błyszczącą powierzchnią, kształtem i rozmiarem przypominają te drogocenne, ale są formami krasu podziemnego. Powstają w zagłębieniach wypełnionych wodą poruszaną przez krople kapiące ze stropu.
Zabudowa samego miasta jest już bardziej współczesna, choć respektuje renesansowy plan. To wędrówkę po uliczkach biegnących po pajęczynie czyni przygodą samą w sobie.
Akwileja skrywa jedne z najcenniejszych mozaik Europy
– Kamienie, kolorowe marmury, muszle, ceramika, drewno – w sztuce mozaiki sięgającej III tysiąclecia przed naszą erą wykorzystujemy współcześnie różne materiały i techniki – opowiada Laura De Corti, absolwentka słynnej szkoły mozaikarstwa w Spilimbergo.
Ubrana w fartuszek siedzę w wielkim namiocie-laboratorium mojej maestry. Pojemniki na stole pełne są tesser, płaskich sześciennych kostek różnej wielkości i barw. Podstawkę z kartonu z wyrysowanym wzorem pokrywam strużkami kleju. Na niego pęsetą, bo wygodniej, kładę kafelki porowatą stroną do dołu, aby dobrze przylgnęły do podłoża. Mój mozaikarski debiut to Węzeł Salomona, starożytny symbol z dwóch splecionych pętli bez początku i końca. Ten motyw zaczerpnęłam z pobliskiej, wpisanej na listę UNESCO, Bazyliki Matki Bożej Wniebowziętej. Powtarza się tam na gigantycznej – 760 m² – mozaice skomponowanej na posadzce właśnie z wykorzystaniem tesser.
Wzniesiona przez biskupa Teodora jako jedna z pierwszych po zniesieniu prześladowań chrześcijan świątynia wręcz oszołomiła mnie żywością kolorów i precyzją wykonania mozaiki uchodzącej za największą z paleochrześcijańskich na zachodzie Europy. A także jej symboliką. Kogut-Światło walczący z Ciemnością-Ślimakiem, połów ryb, gdzie do sieci wpadają tylko wybrane okazy, Jonasz w brzuchu morskiej bestii – figuratywny przekaz musiał być zrozumiały dla wiernych, aby pełnić funkcję ewangelizacyjną. Akwileja była jednym z najważniejszych ośrodków chrześcijaństwa na Zachodzie, siedzibą patriarchatu sprawującego władzę zarówno duchową, jak i świecką na rozległych terytoriach północno-wschodnich Włoch.
Piękne mozaiki znajduję też w odtworzonym z pieczołowitością domus rzymskim, bagatela, 1700 m2 rezydencji niejakiego Tytusa Macro. Czarno-białe geometryczne wzory niczym dywany ścielą się pod kolumnami atrium, tablinum (gabinetu), triclinium (sali biesiadnej) i cubiculi (sypialni) do ogrodu. Pozostałości amfor wskazują, że Tytus posiadał kilka sklepów. Towar przybywał do położonego niemal za progiem portu rzecznego. Zbudowany nad rzeką Natissa (dawny bieg rzek Natisone i Torre) był kluczowym węzłem handlowym Cesarstwa Rzymskiego – ładunek docierał drogą wodną z nadmorskiego portu w Grado. Wykopaliska zlecone przez Mussoliniego w latach 30. XX w. odsłoniły zrujnowane nabrzeża, magazyny, pętle cumownicze i budynki rzeczne z bloków wapienia iliryjskiego. Oglądam je teraz ocienione cyprysami na Via Sacra, archeologicznym trakcie prowadzącym w kierunku bazyliki.
Antyczna Akwileja licząca 70–100 tys. mieszkańców była czwartym co do wielkości miastem imperium z forum chyba równym wielkością pompejańskiemu. Dziś pozostał z niego las kolumn, z teatrem i cyrkiem. Dawną główną cardo biegnie teraz jednopasmówka, jak za czasów Rzymian przecinająca miasto z północy na południe. Natomiast na wybrukowanie odsłoniętej niedawno jednej z poprzecznych decumanus wyłożyła pieniądze Aratria Galla. Gdy przykładam rękę do rozgrzanego słońcem kamienia, prawie widzę tę kobietę – przedsiębiorczynię z rodziny wyzwoleńców – jak w złotym lustrze poprawia rzeźbione bursztynowe szpile we włosach i kameę z masy perłowej, które eksponuje tutejsze Muzeum Archeologiczne.
U ujścia Isonzo królują ptaki i białe konie
Ponoć wystarczy jedno zawołanie i nieduże białe koniki, które obserwuję pasące się na zielonej łące wśród stawów, przybiegają jak pieski do nogi. Oczywiście tylko na wezwanie pracowników Rezerwatu Przyrody Ujścia Isonzo. Stworzony na 2400 ha dawnych pól uprawnych przywróconych naturze oferuje turystom dwie trasy: trzygodzinną do samego ujścia rzeki i 45-minutową, którą właśnie maszeruję. Zieleń jest cudownie dzika, z kępami zalesień. Co krok stanowiska obserwacji zwierzyny, również nocą, bo bramki nie są zamykane, a bilet za śmieszną cenę 5 euro można opłacić po zwiedzaniu! Przez podłużne otwory w zbitych z desek, maskujących obecność człowieka ścianach widać naprawdę sporo!
Strach większości z 344 gatunków ptaków odwiedzających rezerwat wywołuje zbliżający się właśnie orzeł i na jego widok całe latające towarzystwo, które pływa teraz po stawie, pierzcha w popłochu. – Zdarzają się przybysze tak zaskakujący jak ostatnio cyranka syberyjska, rzadko trafiający do Europy gatunek kaczki z Azji Mniejszej, preferujący tajgę syberyjską. Fotografowie polują tu na żołnę szkarłatną dla jej efektownego czerwonego upierzenia i turkusowej główki. Na trasie krzyżują się tropy dzików, saren, wilków, zajęcy – mówi mój przewodnik Matteo de Luca.
W Marinelli, stacji obserwacyjnej przypominającej góralski dom z bali, na tle ośnieżonych Alp Julijskich widzimy ciemną linię wapiennego, kuszącego jaskiniami płaskowyżu Kras na granicy włosko-słoweńskiej. Niżej szafir Zatoki Triesteńskiej z rozsiadłą nad nią stolicą portową regionu. Wracając, przemierzamy liczne kanały ze słoną wodą morską i stawy ze słodką, rzeczną. Nad nimi znów spotykam „moje” konie. To rasa Camargue, wytrzymała, bo zaprawiona w sztuce przetrwania w trudnym klimacie i wśród ubogiej roślinności delty Rodanu na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego, skąd została sprowadzona. Ciekawe, że młode rodzą się czarne i z wiekiem jaśnieją.
– Jedynym ich zadaniem jest wożenie dzieci w sezonie, za czym nie przepadają. Zdarza się, że „strajkują”, nie przychodząc na wołanie – śmieje się Matteo, gdy siedzimy w drewnianym punkcie restauracyjnym Il Pettirosso („U Rudzika”) przy talerzu mątwy w sosie pomidorowym z kukurydzianą polentą. O rezerwat zahacza szlak rowerowy Alpe Adria z Salzburga do Grado, gdzie zakończę swoją podróż.

Grado – starsza siostra Wenecji nad Adriatykiem
Rzędy betonowych luksusowych hoteli w powodzi zieleni i kwiatów ciągną się wzdłuż nadadriatyckiego deptaka łączącego dwie szerokie piaszczyste plaże Grado. Spacerują nim głównie Austriacy. Wspominają z sentymentem czas, gdy były tu Austro-Węgry i cesarz Franciszek Józef z rybackiej wioseczki jednym dekretem zrobił modne w arystokratycznych sferach morskie uzdrowisko na miarę słynnego Portofino. Natomiast calli i campi, nazywane jak w Wenecji ulice i place historycznego centrum, przypominają mi o dawnych rządach Serenissimy. Pozostałości kamiennych murów, wież, budowli romańskich, gotyku weneckiego, łuków, ocienionych przejść łączą się w nastrojową dzięki licznym knajpeczkom całość.
Grado to córka Akwilei – tu, na lagunę, zbiegli jej mieszkańcy przed Hunami – ale i przeniesiona tu siedziba patriarchy, którą potem stała się Wenecja. Ten okres pamięta stareńka romańska świątynka Matki Bożej Łaskawej zwana kościołem kobiet, gdyż tu, u stóp drewnianej figurki Matki Boga, od wieków modliły się o powrót mężów rybaków z morza. Zachwyca mnie figuralno-geometrycznymi mozaikami, tak jak stojąca niedaleko bazylika św. Eufemii z niewiele mniejszą niż w Akwilei posadzką z tesser. Co roku na ramionach rybaków, a potem łodziami w widowiskowej morskiej procesji Perdón di Barbana, figura Madonny od Aniołów wyrusza stąd do sanktuarium na wyspie Barbana. Jego ściany pełne są wotów – obrazów pokazujących dziesiątki cudownych ocaleń z morskich odmętów.
Otaczająca wyspę lazurowa laguna Grado jest wspaniałym miejscem rekreacji z kolejną atrakcją wśród porosłych trzciną skrawków lądu. Sklecone z niej casoni, dawne szałasy rybaków, goszczą dziś turystów dowożonych na relaks przy muzyce z aperitivo i rybką. To sympatyczne finale mojej friulskiej wycieczki.
Friuli-Wenecja Julijska – informacje praktyczne
Dojazd
Samolotem do Triestu – loty bezpośrednie tanimi liniami z Warszawy i Krakowa, od 155 zł – lub Wenecji, od 70 zł (lotnisko Marco Polo). Potem najlepiej wynajętym samochodem.
Nocleg
- Hotel Savoy w Grado, od 736 zł w dwójce;hotelsavoy-grado.it. Foresteria w Rezerwacie Przyrodniczym Ujścia Rzeki Isonzo, 30 euro/łóżko w pokojach 3–6-os.
- Hotel Marea w Grado, od 350 zł w dwójce
- Torre Antica Venice Hotel Airport; od 360 zł w dwójce
Jedzenie
- Caffetteria Torinese w Palmanovie – słynie z kulinarno--artystycznych dzieł sztuki, polecane sarde in saor – smażone sardynki marynowane w słodko-kwaśnej cebuli z rodzynkami i orzeszkami pinii
- Ristorante Hotel Marea w Grado – tu przysmakiem jest boreto à la graisana – lokalne danie kuchni ubogiej przyrządzane kiedyś z kawałków niesprzedanych lub uszkodzonych ryb doprawianych czosnkiem i octem
- La Colombara w Akwilei – wyjątkowe kompozycje makaronów z rybami i alkoholem: lasagnetta con salmone affumicato al brandy – lasagne z wędzonym łososiem w brandy
- Pasticceria Mosaico w Akwilei – Dolce Aquileia – kruche ciasto z nadzieniem przywołującym starożytną kuchnię na bazie miodu, orkiszu i orzechów to specjalność cukierni
Warto wiedzieć
Co dwa lata w sierpniu w Monrupino (Repen) odbywa się Nozze Carsiche, malownicze odtworzenie XIX-wiecznego rytuału zaślubin.
Źródło: National Geographic Traveler
Źródło: archiwum NG
Nasza ekspertka
Anna Kłossowska
Od blisko dwóch dekad (z przerwą) współpracuję z National Geographic Traveler, byłam nawet częścią redakcji magazynu. Na jego łamach piszę najczęściej o Bel Paese, Pięknym Kraju, czyli o Włoszech. Italii poświęciłam kilka moich przewodników. Są wśród nich bestsellerowe „Włochy, jakich nie znacie” opatrzone żółtą ramką i wyróżnione w konkursie Granice.pl Choć z wykształcenia jestem muzykiem i polonistką, dziennikarskie (studia podyplomowe polskie i francuskie) i włoskie pasje zaszczepił we mnie Dziadek, w międzywojniu korespondent IKC z Rzymu i Adwokat Świętej Roty Rzymskiej. Wcześniej pracowałam m.in. w Prawie i Gospodarce oraz Życiu Warszawy. Pilotuję wycieczki do Italii i oprowadzam Włochów po Warszawie. Prowadzę bloga https://italiannawdrodze.blogspot.com/ Uwielbiam antyk, podróże ad hoc, gotowanie i naturalnie espresso.

