„Najlepszy obraz świata” ukrywa się w małym mieście Toskanii. Omal nie zniszczyła go wojna
Podążając szlakami malowniczej Toskanii łatwo natknąć się na miejsca związane z największymi artystami. Ale nie z każdym artystą i nie z każdym dziełem można spotkać się w tak intymny sposób, jak z freskami autorstwa człowieka, który był urzeczywistnieniem ideału wczesnego renesansu. Piero della Francesca, matematyk, malarz i nieodrodny syn toskańskiej ziemi namalował świat geometrycznego spokoju o potężnym ładunku emocjonalnym.

Spis treści:
- Pietro z Borgo
- Matka Boska osłaniająca świat
- Jak Huxley ocalił dzieło mistrza
- Muzeum jednego obrazu
- Od Arezzo po Florencję
Sansepolcro jest niewielkim, lecz urokliwym miasteczkiem oddalonym o pół godziny jazdy od Arezzo. Można tam dojechać wąskimi, krętymi drogami wśród wzgórz i pasm wschodniej Toskanii, u podnóża Apeninów. W pobliżu leży Anghiari, gdzie 29 czerwca 1440 roku rozegrała się słynna bitwa między wojskami Mediolanu a koalicją dowodzoną przez Republikę Florencką. Unieśmiertelnił ją sam Leonardo da Vinci. A chociaż jego fresk projektowany do Sali Pięciuset w Palazzo Vecchio we Florencji nie przetrwał, to fragmenty znamy z kilku kopii.
Pietro z Borgo
Droga przez Anghiari do Sansepolcro prowadzi wąską i stromo opadającą uliczką, która śmiało mogłaby zastąpić San Francisco w kultowej scenie pościgu z filmu „Bullitt”. To właśnie w Sansepolcro w 1415 roku przyszedł na świat Piero della Francesca, jeden z niewątpliwie najważniejszych włoskich malarzy XV wieku. Artysta, którego monumentalna, przestrzenna i przepełniona zaskakującą racjonalnością sztuka stanowi idealny przedśpiew dla miłującego człowieka włoskiego renesansu.
W czasach narodzin Piera miasto nosiło nazwę Borgo San Sepolcro, gdzie borgo oznacza miasteczko/wieś. Piero do końca życia podpisywał się jako Pietro z Borgo. Ta swoista pokora towarzyszyła wszystkiemu, co robił.
Artysta urodził się w renesansowym pałacyku przy Via Niccolò Aggiunti 71, który należał do jego rodziny od XIV wieku. Dzisiaj znajduje się tam poświęcone mu muzeum. Przy tej samej ulicy, zaledwie kilka kroków dalej, znajduje się Museo Civico di Sansepolcro, które przechowuje kilka arcydzieł toskańskiego mistrza.
Matka Boska osłaniająca świat

Jeśli wprost z głównego korytarza muzeum skręcisz w prawo, trafisz na Poliptyk Miłosierdzia. W jego centralnym punkcie znajduje się Madonna osłaniająca płaszczem grupę wiernych, wśród których prawdopodobnie znajduje się sam artysta. Ogromny ołtarz jest jak pętla czasu. Z jednej strony złote tło i charakterystyczne barwy łączą Poliptyk Miłosierdzia bezpośrednio ze sztuką średniowieczną. Z drugiej malunek postaci, jego plastyczność, rysy twarzy są już zakotwiczone głęboko w renesansie.
Nieco dalej znajduje się fresk namalowany przez della Francescę właśnie dla tego miejsca. Mowa o epickim „Zmartwychwstaniu”, któremu Aldous Huxley poświęcił w 1925 roku esej zatytułowany „Najlepszy obraz świata”. Autor „Nowego wspaniałego świata” napisał tam m.in.: „Najlepszy obraz świata namalowany jest freskiem na ścianie sali w ratuszu. (…) Naturalna, spontaniczna i bezpretensjonalna wielkość – to główna cecha całej twórczości Piera”.

Dalej opisuje, że fresk przetrwał w niemal idealnym stanie, ponieważ jakiś nieświadomie dobroczynny „wandal” pokrył go grubą warstwą tynku wkrótce po namalowaniu, pod którą obraz przeleżał ukryty przez wiek czy dwa. Konkluduje: „Nie potrzebujemy wyobraźni, by odtworzyć jego piękno; stoi przed nami w całej swej rzeczywistej wspaniałości – najlepszy obraz na świecie”.
Jak Huxley ocalił dzieło mistrza
Esej odbił się szerokim echem i przyniósł nieoczekiwany skutek: uratował obraz podczas II wojny światowej! Latem 1944 roku alianci posuwali się na północ Włoch, a wojska brytyjskie z Royal Horse Artillery dotarły na wzgórza nad Sansepolcro. Gdy rozpoczęło się ostrzeliwanie, dowódca oddziału, porucznik Anthony „Tony” Clarke, zaczął mieć wątpliwości. Jak zanotował w swoim dzienniku, dręczyło go pytanie: „Skąd znam nazwę tego miasta, Sansepolcro?”.
Nagle sobie przypomniał – kilka lat wcześniej, jako nastolatek zafascynowany sztuką, czytał książkę z esejem Huxleya. Clarke w ostatniej chwili wstrzymał ostrzał swoich dział. Chłopiec schodzący ze wzgórza powiedział im, że Niemcy już się wycofali. Fresk przetrwał nietknięty.
W Museo Civico znajdują się też dwa fragmenty fresków della Francesca. Przedstawiają św. Juliana Szpitalnika oraz św. Ludwika z Tuluzy.
Muzeum jednego obrazu
Kilka minut samochodem dalej, na szczycie wzgórza, stoi otoczone murami maleńkie, kamienne miasteczko Monterchi. To właśnie tam znajduje się wykuty ze ściany przebudowywanego kościoła fresk „Madonna del Parto” (Madonna Brzemienna). Dla tego jednego dzieła miasto przebudowało dawną szkołę na muzeum. Zanim będziesz mógł je obejrzeć, zobacz film pokazujący geometryczną rekonstrukcję pracy mistrza. A później zamknij się w ciszy w jednym pokoju z piękną Madonną o łagodnej twarzy, z której bije radość narodzin i smutek śmierci.

Kolejnym przystankiem na szlaku Piera della Francesca jest Arezzo. Zajrzyjmy do ascetycznej, gotyckiej bazyliki Św. Franciszka, gdzie artysta namalował serię fresków przedstawiających „Legendę Krzyża Świętego”. W jednonawowej bazylice, w absydzie za wielkim drewnianym krzyżem można obejrzeć jedne z najbardziej uroczystych i pełnych spokoju obrazów w sztuce zachodniej. Nawet dwie sceny batalistyczne sprawiają wrażenie posępnie rozważnych, a nie przepełnionych gwałtownym ruchem.
Od Arezzo po Florencję

Temat zaczerpnięto ze „Złotej legendy”, popularnego XIII-wiecznego zbioru żywotów świętych autorstwa Jakuba de Voragine. Motywem przewodnim jest triumf Prawdziwego Krzyża – drewna pochodzącego z rajskiego ogrodu, z którego wykonano krzyż Chrystusa.
Freski rozmieszczono na trzech poziomach bocznych i wschodniej ściany, wokół dużego okna. Piero nie zachował chronologicznej kolejności wydarzeń. Ważniejsze było dla niego stworzenie symetrycznych odpowiedników między poszczególnymi scenami.

Na sam koniec wróćmy do Florencji, do boskiej Uffizi, jednej z najwspanialszych galerii świata. Tam pośród renesansowych dzieł Rafaela, Botticellego i samego mistrza da Vinci stoi po środku jednej z sal niewielki obrazek. Jest to podwójny portret Federica da Montefeltro i jego żony Battisty Sforzy. Po jednej stronie twarze małżonków pokazane są z profilu, po drugiej oboje występują w bardziej alegorycznych scenach.
Obraz stoi na postumencie osłoniętym szkłem. Ma zaledwie 47×33 cm. Do dziś pamiętam moment, gdy zobaczyłam go po raz pierwszy. Znałam go niemal na pamięć. Każdy szczegół, kreskę, barwną plamę. Widziałam go dziesiątki razy w podręcznikach do historii sztuki. I tylko nigdy nie pomyślałam, że ten wielki duchem obraz może być tak mały formatowo.
Źródło: Madonna del Parto
Szukasz inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i pisarka zajmującą się tematyką popularnonaukową, głównie kosmosem. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, przygodę z mediami rozpoczęła ponad 20 lat temu w redakcji „Życia Warszawy”. Poza pisaniem o polskiej i światowej nauce na łamach „National Geographic” współpracuje m.in. z „Wysokimi Obcasami” i kilkoma magazynami premium. Współautorka trzech bestsellerowych książek: „Człowiek – istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Pracuje w Centrum Badań Kosmicznych PAN i współpracuje z polskim Obserwatorium Cerro Murphy w Chile (OCM), którym zarządza CAMK PAN.

