Kłusownicy wybili je niemal do zera. Po 30 latach afrykańskie olbrzymy wracają do domu
Kłusownictwo wybiło ponad 90 proc. nosorożców czarnych, zamieniając Park Narodowy Matusadona z ostoi gatunku w prawdziwą strefę śmierci. Po ponad 30 latach walki o ratowanie ostatnich ocalałych zwierząt 17 osobników wreszcie wróciło do Doliny Zambezi. To przełomowy moment w historii afrykańskiej ochrony przyrody.

Spis treści:
- Czarne nosorożca wracają do Zimbabwe
- Potężne, nieprzewidywalne i krytycznie zagrożone
- Dolina Zambezi była królestwem nosorożców. Potem przyszli kłusownicy
- Matusadona straciła niemal wszystkie czarne nosorożce
- Kryzys w Zimbabwe otworzył kłusownikom drogę do Matusadony
- Gdy zniknął ostatni nosorożec, rozpoczął się plan ich wielkiego powrotu
- Bez mieszkańców nie da się uratować nosorożców
- Kluczowa jest genetyka
- Zimbabwe chce odbudować wielką populację czarnych nosorożców
- Nosorożce wróciły do Matusadony. Teraz zaczyna się najtrudniejsza walka
Kiedy w maju tego roku nosorożce czarne znów pojawiły się w Parku Narodowym Matusadona w Zimbabwe, kierownik rezerwatu Mike Pelham nie zamierzał spędzić nocy w domu. Zabrał śpiwór i zanurzył się w mrok. Pod bezchmurnym niebem 17 potężnych ssaków powoli przechadzało się w specjalnie zabezpieczonych zagrodach. – Przez pierwsze noce zasypiałem tuż obok nich. Śpiwór kładłem przy samym ogrodzeniu, byle tylko móc ich słuchać – opowiada. – Zobaczyć ich powrót to jak spełnienie najgłębszych marzeń.
Czarne nosorożce wracają do Zimbabwe
Powrót nosorożców do Doliny Zambezi był daleki od pewności. W latach 70. ubiegłego wieku komercyjne kłusownictwo zaczęło gwałtownie narastać, ostatecznie doprowadzając do wybicia ponad 90 procent populacji czarnych nosorożców w Zimbabwe i pozostałej części Afryki. – Każdego nosorożca, którego znaleźli, po prostu zabijali. Nawet młodym odcinali ich niewielkie rogi – wspomina Mike Pelham, który na początku lat 90. pracował w parku jako przewodnik safari.
Aby pomóc ocalić gatunek, Zarząd Parków Narodowych i Dzikiej Przyrody Zimbabwe (ZimParks) rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę operację odnalezienia i przeniesienia wszystkich pozostałych nosorożców na prywatne tereny oraz do chronionych stref na gruntach publicznych. Nawet gdy nosorożce całkowicie zniknęły z Matusadony, zdeterminowani przyrodnicy i przedstawiciele ZimParks nie stracili nadziei. Symbol tej obietnicy został utrwalony na mundurach: nad napisem „Matusadona National Park” wyhaftowano sylwetkę czarnego nosorożca. Oficjalne logo powstało w 2020 roku, krótko po utworzeniu Matusadona Conservation Trust – partnerstwa między organizacją non profit African Parks a ZimParks – w czasie, gdy ten krajobraz od lat był pozbawiony tych ikonicznych przedstawicieli afrykańskiej megafauny.
Nie tylko oni wierzyli, że nosorożce czarne powrócą. Przez ostatnie trzy lata wódz Nebiri, przywódca jednego z czterech lokalnych tradycyjnych okręgów tworzących wiejski dystrykt Nyaminyami, którego częścią jest park, powtarzał Pelhamowi: „Mike, umieścili nosorożca w logo parku. Wiemy, że nasze nosorożce zniknęły, ale kiedy sprowadzicie je z powrotem?”.
Teraz, ponad 30 lat od rozpoczęcia akcji ratunkowych, potomkowie ocalałych czarnych nosorożców z Doliny Zambezi wreszcie wrócili. – To nosorożce Zimbabwe, należące do mieszkańców tego kraju – mówi Mike Pelham. Na chwilę milknie, a przez jego twarz przebiega wyraz dumy i uśmiech, gdy przypomina sobie swoją odpowiedź dla wodza Nebiriego: „Nie sprowadzamy tu po prostu jakichkolwiek nosorożców. Sprowadzamy wasze nosorożce z powrotem do domu”.
Potężne, nieprzewidywalne i krytycznie zagrożone
Czarne nosorożce są jednym z pięciu gatunków nosorożców, które przetrwały do naszych czasów, a zarazem mniejszym z dwóch gatunków występujących w Afryce. Słyną z usposobienia określanego jako „zrzędliwe” i „gburowate”. – Czarne nosorożce, w przeciwieństwie do białych, potrafią być naprawdę… hm… humorzaste – mówi fotograf dzikiej przyrody Marcus Westberg, który niedawno musiał wspiąć się na drzewo, aby zejść z drogi jednemu z czarnych nosorożców wypuszczonych w Matusadonie. – Ważą około 1,4 tony, są zbudowane z samych mięśni i czasami mają naprawdę paskudny charakter.

Dwa rogi czarnego nosorożca zbudowane są z keratyny – tego samego włóknistego białka, z którego powstają ludzkie włosy – i rosną przez całe życie zwierzęcia. Jeśli pozostaną nienaruszone, przedni róg może osiągnąć długość nawet 45 centymetrów, tworząc delikatnie wygięty ku górze, niezwykle smukły szpic, zwężający się z elegancją ostrza kosy. To właśnie ten róg jest celem kłusowników, którzy odcinają go piłami łańcuchowymi z głów nosorożców zabijanych przy użyciu broni palnej, środków owadobójczych i innych metod. Zdarza się, że zwierzęta w chwili odcięcia rogu wciąż jeszcze żyją. Choć różnego rodzaju zakazy handlu rogami nosorożców obowiązują od 1977 roku, kłusownictwo trwa do dziś. Gatunek figuruje na liście krytycznie zagrożonych wyginięciem, a jego populacja liczy obecnie około 6788 osobników żyjących w kilkunastu krajach Afryki.
Dolina Zambezi była królestwem nosorożców. Potem przyszli kłusownicy
W latach 80. XX wieku największa zwarta populacja czarnych nosorożców na świecie – licząca ponad 500 osobników – żyła w Dolinie Zambezi. Jest to obszar położony w dorzeczu dwukrotnie większym od Teksasu, zasilanym przez Zambezi, czwartą co do wielkości rzekę Afryki. Gdy rzeka wpływa do doliny, jej brzegi stają się siedliskiem hipopotamów i krokodyli, które dzielą zatoki i wybrzeża z ponad 90 gatunkami ptaków wodnych. Dalej od rzeki krajobraz przechodzi w rozległe równiny, zarośla, lasy oraz gęste, cierniste zagajniki, lokalnie nazywane jesse. Dolina zapewnia pożywienie i schronienie słoniom, bawołom afrykańskim, zebrom, kudu, elandom i antylopom szablorogim, a także lwom, lampartom, hienom, guźcom, pawianom, małpom oraz likaonom pstrym. Matusadona leży na zachodnim krańcu doliny, nad brzegiem jeziora Kariba – największego na świecie sztucznego jeziora pod względem objętości, utworzonego po przegrodzeniu Zambezi zaporą w latach 50. XX wieku.
Gdy w latach 60. komercyjna fala kłusownictwa zaczęła przetaczać się przez Afrykę z północy kontynentu, Zimbabwe początkowo pozostało nietknięte. Było to częściowo zasługą uzbrojonych oddziałów partyzanckich walczących w wojnie o niepodległość kraju, których obecność nieświadomie odstraszała kłusowników. Jednak od lat 70., gdy światowy popyt na rogi nosorożców i kość słoniową gwałtownie wzrósł, ciężko uzbrojone międzynarodowe syndykaty zaczęły przesuwać się na południe, powodując nasilenie zorganizowanego kłusownictwa, które pochłonęło dziesiątki tysięcy zwierząt.
W latach 80. fala przemocy dotarła również do Doliny Zambezi. W odpowiedzi ZimParks podjął radykalne działania. Zorganizowano ogromną operację mającą na celu odnalezienie i przeniesienie ocalałych skupisk nosorożców na prywatne rancza z dziką zwierzyną oraz do czterech silnie chronionych stref bezpieczeństwa na terenach publicznych, określanych jako Intensive Protection Zones (IPZ). Celem było stworzenie warunków, dzięki którym potomkowie tych zwierząt mogliby kiedyś ponownie zasiedlić większą część doliny.
Uzbrojone zespoły przeszkolono do walki z kłusownikami „na wzór jednostek wojskowych”, jak ujął to Glenn H. Tatham, legendarna postać ZimParks, który swój plan nazwał „Operation Stronghold”. W tym samym czasie strażnicy gorączkowo poszukiwali ostatnich nosorożców pozostałych w dolinie. – To były zwierzęta, którym udało się uniknąć kłusowników – wspomina Mike Pelham. – Ukrywały się w bardzo odległych, trudno dostępnych miejscach.
– Po odnalezieniu zwierzęcia trzeba było trafić je środkiem usypiającym w miejscu, do którego dało się później dojechać ciężarówką. Czasami oznaczało to czekanie nawet kilka dni, aż nosorożec przejdzie w teren, gdzie można było wytyczyć drogę. Drogę wycinało się ręcznie. Potem układaliśmy zwierzę na prowizorycznych saniach. Wykorzystywaliśmy taśmy przenośnikowe – opowiada Mike Pelham. – Następnie ciągnęliśmy je ręcznie przez busz… aż do miejsca, gdzie mogła dojechać ciężarówka.
Matusadona straciła niemal wszystkie czarne nosorożce
Przez wiele lat Matusadona pozostawała ostoją nosorożców. – Nie mieliśmy problemu ze znalezieniem nosorożców. Podczas udanego porannego spaceru można było zobaczyć ich nawet dziewięć – wspomina. Jak mówi, dokładnej liczby zwierząt utraconych w parku nie da się dziś ustalić, „bo były naprawdę powszechne”. – Kiedy jako dzieci chodziliśmy po buszu, ciągle słyszeliśmy: „Uważajcie na nosorożce!”. Nikt nie widział potrzeby prowadzenia szczegółowych statystyk gatunku, którego było tak wiele. Jeszcze przed latami 90. Matusadona bez nosorożców wydawała się czymś zupełnie niewyobrażalnym.
Jednak z czasem wyjątkowa odporność Matusadony dobiegła końca. Do końca 1993 roku populacja czarnych nosorożców w parku skurczyła się do zaledwie 16 osobników wskutek intensywnego kłusownictwa. W desperackiej próbie powstrzymania zagłady ZimParks wyznaczył Matusadonę jako strefę IPZ w 1994 roku.

– Początkowo Matusadona dawała nadzieję jako IPZ, podczas gdy w innych miejscach nosorożce były dosłownie wybijane – mówi Raoul du Toit, dyrektor Lowveld Rhino Trust, który odegrał kluczową rolę w tworzeniu stabilnych populacji rozrodczych nosorożców. Do początku XXI wieku park zwiększył liczebność populacji do około 45 zwierząt. Jednak w tym samym dziesięcioleciu kryzys gospodarczy w Zimbabwe wywołał kolejną falę kłusownictwa, a Matusadona ponownie stała się szczególnie narażona.
– To, co miało być jedną z najściślej chronionych Intensive Protection Zones, tutaj, w Matusadonie, w praktyce zamieniło się w strefę śmierci dla nosorożców – wspomina.
Kryzys w Zimbabwe otworzył kłusownikom drogę do Matusadony
Kryzys gospodarczy, który doprowadził do gwałtownego wzrostu bezrobocia i hiperinflacji w całym kraju, zmusił wielu mieszkańców Zimbabwe do desperackiego poszukiwania jakiegokolwiek źródła utrzymania. Jednocześnie ZimParks utracił dochody z turystyki oraz znaczną część finansowania państwowego. – Środki potrzebne na ochronę tych zwierząt po prostu się wyczerpały. To właśnie wtedy, od początku XXI wieku, rozpoczął się kolejny etap zagłady nosorożców – mówi Mike Pelham.
Raoul du Toit wspomina organizację pogrążającą się w chaosie. – Parki Narodowe dosłownie się rozpadały – mówi. – W tamtym okresie w zarządzie parków panował ogromny bałagan. Wielu pracowników odeszło wraz z pogłębiającym się kryzysem. To było błędne koło.
16 lipca 2016 roku o godzinie 6:05 rano w Matusadonie po raz ostatni zarejestrowano obecność czarnego nosorożca. Błysk fotopułapki uchwycił jedynie przelotną sylwetkę zwierzęcia w miejscu, gdzie niegdyś żyła dobrze prosperująca populacja. – Pomyślałem wtedy, że to już koniec dzikiej przyrody – wspomina strażnik Million, który od 22 lat pracuje w Matusadonie.
Gdy zniknął ostatni nosorożec, rozpoczął się plan ich wielkiego powrotu
Nawet w tym najtrudniejszym momencie, gdy w Matusadonie nie pozostał ani jeden nosorożec, niewielka grupa ludzi nie porzuciła marzenia o powrocie gatunku do Doliny Zambezi. Potomkom populacji nosorożców utworzonych w czasach funkcjonowania stref IPZ – również dzięki kilku inicjatywom prowadzonym na prywatnych terenach – udało się przetrwać. ZimParks zaczął więc opracowywać plan pozyskania środków finansowych, które umożliwiłyby sprowadzenie czarnych nosorożców z powrotem. Równocześnie odchodzono od koncepcji ochrony przyrody określanej jako „mentalność twierdzy”, zakładającej, że ochrona dzikiej fauny polega na odgradzaniu jej od lokalnych społeczności, zamiast angażowania mieszkańców we wspólne działania.
Minęły lata analiz i dyskusji, zanim African Parks i ZimParks zdecydowały w 2019 roku, że to właśnie Matusadona stanie się głównym obszarem ich partnerstwa. Nie był to oczywisty wybór. W tamtym czasie park zmagał się z ogromnymi problemami. – Przestał istnieć na turystycznej mapie, przynosił ogromne straty finansowe i znajdował się w jednym z najbardziej wymagających regionów kraju pod względem relacji z okolicznymi społecznościami – mówi Mike Pelham. Decydując się na Matusadonę, zarówno African Parks, jak i ZimParks świadomie podjęły się ratowania miejsca, które stanowiło dla państwa zarówno operacyjne, jak i finansowe obciążenie.
Było to ryzykowne przedsięwzięcie, ale dziś zaczyna przynosić efekty. – Dzięki ponownym inwestycjom w park udało się odwrócić sytuację miejsca, które było prawdziwą czarną dziurą dla nosorożców – mówi Raoul du Toit.
Bez mieszkańców nie da się uratować nosorożców
Najważniejszą linią obrony nosorożców jest lokalna społeczność, dlatego wspieranie mieszkańców dystryktu Nyaminyami zostało wpisane w fundament działalności Matusadona Conservation Trust. – Niezależnie od tego, czy chodzi o zatrudnienie, czy o zakupy niezbędnych materiałów, obowiązuje bardzo jasno określona zasada: w pierwszej kolejności korzystają lokalne społeczności, następnie krajowa gospodarka, a dopiero w ostateczności podmioty spoza Zimbabwe – mówi Mike Pelham. Zdobycie zaufania mieszkańców nie było jednak łatwe. Przez 40 lat społeczność Nyaminyami obserwowała kolejne projekty finansowane przez darczyńców, które rozpoczynały się od wielkich obietnic, by po wyczerpaniu środków cicho zniknąć. Na początku partnerstwa sceptycyzm był powszechny i Pelham doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dziś jego priorytetem jest dopilnowanie, aby mieszkańcy usłyszeli i naprawdę uwierzyli, że tym razem sytuacja wygląda inaczej. – To jest na zawsze – mówi z przekonaniem.
W ramach partnerstwa zarządczego między ZimParks a African Parks zrealizowano szereg działań na rzecz lokalnej społeczności. Zatrudniono i przeszkolono pracowników pochodzących z czterech tradycyjnych okręgów, których mieszkańcy żyją w sąsiedztwie parku – 99 procent pracowników stanowią obywatele Zimbabwe, a 84 procent pochodzi z czterech okręgów dystryktu Nyaminyami. Zapewniono także obiady dla ponad 5000 dzieci z lokalnych szkół podczas ubiegłorocznej suszy oraz zmodernizowano infrastrukturę parku, aby przyciągnąć turystów i umożliwić jego finansową samowystarczalność.
Dla strażników takich jak Million zmiana jest wyraźnie odczuwalna – zamiast ciągników są samochody terenowe, w zbiornikach jest paliwo, a na patrolach pracuje więcej ludzi. – Kolejnych 46 strażników kończy właśnie szkolenie – mówi z dumą i nie może się doczekać, aż dołączą do zespołu. Docelowo park ma dysponować setką strażników, podczas gdy jeszcze niedawno cały jego obszar patrolowało zaledwie 20 osób. To przywiązanie do rodzinnego parku pozwoliło mu przetrwać najtrudniejsze lata, a powrót odpowiednich środków przekonał go, by pozostać. – Straciliśmy te nosorożce, bo nie mieliśmy zasobów. Teraz już je mamy – mówi. – Nie możemy ich znowu stracić. Po prostu nie możemy.
Kluczowa jest genetyka
To, co sprawia, że ponowne wprowadzenie nosorożców do Parku Narodowego Matusadona jest tak wyjątkowe z naukowego punktu widzenia – poza jego ogromnym znaczeniem emocjonalnym – to pochodzenie tych zwierząt. Nie są to nosorożce sprowadzone z innych regionów i osiedlone w obcym środowisku. To nosorożce z Doliny Zambezi, stanowiące bezpośrednią kontynuację lokalnej linii genetycznej, która przetrwała dziesięciolecia kryzysów dzięki starannej ochronie.
Podczas niedawnej wizyty w parku, przygotowując się do udziału w drugim etapie wypuszczania nosorożców zaplanowanym na przyszły rok, du Toit powoli przesunął dłonią po drewnianej konstrukcji jednej z bomas, w której po przybyciu w maju przebywały pierwsze zwierzęta. Metodycznie fotografował zagrodę, myśląc już o kolejnych działaniach. Wraz z Natashą Anderson, koordynatorką monitoringu nosorożców z Lowveld Rhino Trust, przygotowuje drugi etap programu – wypuszczenie kolejnych 20 nosorożców do parku. Anderson już teraz analizuje dane genetyczne, wybierając odpowiednie osobniki z rezerwatu Bubye Valley Conservancy w południowym Zimbabwe tak, aby zmaksymalizować różnorodność genetyczną przyszłej populacji.

Zimbabwe chce odbudować wielką populację czarnych nosorożców
Długofalowym celem jest stworzenie metapopulacji – silnej genetycznie, wzajemnie powiązanej sieci populacji czarnych nosorożców w całym Zimbabwe. Docelowo Matusadona ma być nie tylko miejscem przyjmującym nosorożce, lecz także źródłem zwierząt, które będą mogły zasiedlać obszary całkowicie pozbawione tego gatunku. Obecnie w Zimbabwe istnieją zaledwie trzy metapopulacje czarnych nosorożców liczące ponad 100 osobników, a wszystkie znajdują się na terenach prywatnych. – Naszym głównym celem jest teraz tworzenie kolejnych metapopulacji na gruntach publicznych – zaznacza Mike Pelham. Matusadona jest dopiero drugim publicznym obszarem wybranym do budowy takiej populacji. Pierwszy powstał w 2021 roku w Parku Narodowym Gonarezhou, oddalonym o około 800 kilometrów, gdzie stopniowo wypuszczono 29 czarnych nosorożców.
– Mamy najzdrowszą pod względem genetycznym i najbardziej zróżnicowaną populację czarnych nosorożców w Afryce. Uważam, że rząd Zimbabwe zasługuje za to na ogromne uznanie – wyjaśnia, podkreślając, że ZimParks wykazał się dalekowzrocznością, opracowując długoterminową strategię zachowania tej puli genetycznej i samych zwierząt.
Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, czarne nosorożce ponownie zasiedlą Dolinę Zambezi w znaczącej liczbie, a Matusadona stanie się ukoronowaniem planu Tathama oraz wysiłków setek ludzi, którzy przez lata pracowali nad jego realizacją – od strażników tropiących i ratujących ostatnie ocalałe nosorożce, przez prywatnych właścicieli ziemskich zapewniających im schronienie, aż po przyrodników działających mimo wieloletnich zawirowań gospodarczych, politycznych i społecznych. – Na tym właśnie polegał cały plan Operation Stronghold: ochronić te zwierzęta, zabrać je z miejsc zagrożonych i utrzymać je tam, dopóki nie uznamy, że można bezpiecznie sprowadzić je z powrotem do ich domu w Dolinie Zambezi – podsumowuje Mike. – Możliwości uczestniczenia w tym projekcie i obserwowania ich powrotu towarzyszyła ogromna ilość łez i wzruszeń – dodaje.
Nosorożce wróciły do Matusadony. Teraz zaczyna się najtrudniejsza walka
Przyszłość tych zwierząt zależy teraz całkowicie od tego, co wydarzy się w nadchodzących latach. I wszyscy tutaj mają tego świadomość. Wśród zadrzewień strażnicy biorą udział w ćwiczeniach, przygotowując się do patroli, które staną się codzienną rzeczywistością ochrony tej populacji. Pytani o największe wyzwania stojące przed nosorożcami w Matusadonie, pracownicy przyznają, że wyprzedzenie zagrożenia ze strony kłusowników ma kluczowe znaczenie. – Wiemy, że w pewnym momencie kłusownicy po prostu spróbują nas zaatakować – przyznaje Mike Pelham.
– Z kłusownictwem jest jak z pożarem buszu – zauważa Raoul du Toit. – Jeśli wybuchnie, bardzo trudno je zatrzymać. Na kłusownictwo trzeba być gotowym zawsze.
Faza druga przyniesie więcej zwierząt, większą złożoność i wyższe ryzyko. Będą straty. Mogą pojawić się niepowodzenia, które trudno będzie wytłumaczyć światu zewnętrznemu, darczyńcom czy komukolwiek, kto chciałby, aby ochrona przyrody była opowieścią z prostym i szczęśliwym zakończeniem. – Trzeba być gotowym na podjęcie ryzyka – mówi Natasha Anderson z fundacji Lowveld Rhino Trust. – Jeśli przyjmiesz postawę unikania wszelkiego ryzyka, niczego w ochronie przyrody nie osiągniesz. Ten park może stracić nosorożce – nawet na rzecz kłusowników – ale to nie znaczy, że nie warto próbować.
A próbować warto. Dowodzi tego ponad 30 lat doświadczeń. Sylwetka na mundurach w Matusadonie nie jest już tylko obietnicą. Jednak ludzie, którzy ją noszą, rozumieją coś, czego sama chwila wypuszczenia zwierząt nie jest w stanie oddać: najtrudniejszą pracą nie jest sprowadzenie nosorożców z powrotem. Najtrudniejsze jest zatrzymanie ich tutaj na zawsze.
Źródło: National Geographic

