Afryka rozpada się na pół szybciej, niż sądzono. Między płytami powstanie nowy ocean
Afryka, tak jak inne kontynenty, doświadcza trwających od milionów lat procesów geologicznych. Kiedy będzie można zobaczyć ich efekty? Szybciej niż sądzono, mówią naukowcy z Columbia Climate School.

Podział na Europę, Azję, obie Ameryki, Australię, Antarktydę i Afrykę jest dla nas czymś oczywistym, ale to nie oznacza, że tak już pozostanie na zawsze. W ciągu milionów lat nasza planeta wielokrotnie się zmieniała. Najlepiej widać to na wizualizacjach przedstawiających powstawanie superkontynentów. Naukowcy podkreślają, że procesy ich formowania, choć nie są odczuwalne na co dzień, trwają cały czas.
Jak będzie wyglądała Ziemia w przyszłości? Zdaniem naukowców Afryka Wschodnia oderwie się od reszty kontynentu. To z kolei może doprowadzić do powstania nowego oceanu. Proces ten postępuje szybciej, niż wcześniej sądzono. Do takiego wniosku doszedł zespół kierowany przez Christiana Rowana z Lamont-Doherty Earth Observatory (Columbia Climate School). Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie „Nature Communications”.
Tak zmienia się Afryka
Powolne rozpadanie się Afryki na pół wynika z procesów geologicznych. Afrykańska płyta tektoniczna dzieli się na dwie: mniejszą somalijską i większą nubijską. Z badań opublikowanych już w 2004 roku na łamach „Earth and Planetary Science” wynika, że co roku płyty oddalają się od siebie o kilka milimetrów. Najnowsze badania mówią o tempie rzędu około 4,7 mm rocznie. Ten proces rozciąga skorupę ziemską, w konsekwencji ułatwiając wnikanie magmy ku powierzchni.

Głównym „winnym” jest tak zwany wschodnioafrykański system szczelinowy. Jeden z największych systemów szczelin tektonicznych na świecie ciągnie się przez tysiące kilometrów i kilka afrykańskich krajów, między innymi Etiopię, Kenię, Malawi i Mozambik. Świat usłyszał o postępującym podziale geologicznym Afryki w 2018 roku, po tym, jak w Kenii pojawiło się pęknięcie w ziemi. Zjawisko było powiązane z afrykańskimi szczelinami tektonicznymi.
Powstaje nowy ocean
W północnej Kenii i południowej Etiopii, w rozległym obniżeniu o szerokości 500 km zwanym Ryftem Turkana, proces ten jest najbardziej widoczny. Wzdłuż osi ryftu skorupa ziemska ma tylko około 13 km grubości, podczas gdy poza centralnym pasem pęknięcia przekracza 35 km. Tak silne różnice badacze wiążą z fazą określaną jako necking, czyli przewężanie. W miarę odsuwania się płyt tektonicznych skorupa ziemska staje się coraz cieńsza i słabsza, co sprzyja dalszemu pękaniu. Te dane wskazują na wejście w krytyczny etap prowadzący do rozdzielania się Afryki.
Rozciąganie skorupy ziemskiej w obrębie Ryftu Turkana zaczęło się około 45 mln lat temu. Kluczowe przyspieszenie procesu badacze wiążą z okresem wulkanizmu sprzed około 4 mln lat. To po nim rozpoczęło się zapadanie się wnętrza ryftu, a wraz z nim necking. Kolejnym etapem ma być powstanie nowego morza: wody napływające z rejonu Oceanu Indyjskiego od północy zaczną stopniowo wdzierać się w obniżenie gruntu.
Naukowcy uspokajają jednak, że nie ma powodów do obaw. Kontynent nie pęknie na pół jeszcze przez bardzo długi czas. Nowy ocean między płytą somalijską a płytą nubijską ma powstać w ciągu kolejnych kilku milionów lat.
Nasza planeta jest w stałym ruchu
Ślady ruchów płyt tektonicznych widać gołym okiem nie tylko w Afryce. Innym znanym przykładem jest uskok San Andreas. Formacja rozciąga się w Kalifornii na długości około 1200 kilometrów. To naturalna granica między płytami pacyficzną a północnoamerykańską. Region jest narażony na trzęsienia ziemi.
Podobne miejsce znajduje się na Bliskim Wschodzie. To uskok transformacyjny Morza Martwego, biegnący wzdłuż południowo-zachodniej linii brzegowej morza, łączący Dolinę Jordanu z Zatoką Akaba. Jest to jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie regionów na świecie, powodujący każdego roku liczne trzęsienia ziemi o różnej intensywności. Do jednego z najpoważniejszych w historii doszło w 1967 roku.
Superkontynenty były i będą
Do dzielenia i łączenia się płyt tektonicznych dochodziło wiele razy w historii geologicznej Ziemi. Najbardziej znany superkontynent, Pangea, powstał około 300 milionów lat temu. Pangea miała powstać z połączenia kontynentów Laurazji i Gondwany. Po jej rozpadzie niektóre kontynenty wyglądają na mapie świata jak pasujące do siebie puzzle.

Badacze twierdzą, że powstawanie superkontynentów zachodzi mniej więcej co 250 milionów lat. Według prognoz następny superkontynent, nazwany Amazją, uformuje się w ciągu następnych 150–200 milionów lat. Biorąc pod uwagę skale czasowe historii geologicznej Ziemi, to wcale nie tak długo.
Superkontynenty mają ogromny wpływ na geologię, klimat i środowisko naszej planety. Utworzenie superkontynentu może spowodować, że klimat stanie się ekstremalny. Może więc doprowadzić do tego, że niektóre obszary staną się znacznie cieplejsze lub zimniejsze. Ponadto utworzenie nowego superkontynentu prawdopodobnie spowoduje zmiany w prądach oceanicznych, które mogą drastycznie zmienić środowisko Ziemi.
Co to jest dryf kontynentalny?
Alfred Wegener jako pierwszy odkrył, że kontynenty tworzyły kiedyś superkontynent. Przeglądając atlas przyjaciela w 1910 roku, uznał, że jakaś siła popycha kontynenty i dlatego oddaliły się od siebie. Jego teoria o dryfie kontynentalnym nie od razu spotkała się ze zrozumieniem. Wielu starszych naukowców wręcz go wyśmiało. Odważny badacz nie mógł uzyskać profesury na żadnej uczelni w Niemczech. Dopiero Uniwersytet w Grazu w Austrii mianował go profesorem meteorologii i geofizyki w 1924 roku.
Źródło: Nature Communications

