Peru, Rezerwat Narodowy Tambopata. Tutaj, wysoko w koronach drzew, ważą się losy jednego z najbardziej ikonicznych ptaków tropikalnych na Ziemi. Z powodu gwałtownego wylesiania i działalności kłusowników, populacje ar żółtoskrzydłych drastycznie maleją – zwłaszcza na terenie Ameryki Środkowej. Choć w amazońskiej dżungli radzą sobie nieco lepiej, biolodzy postanowili zainterweniować w ich proces rozrodczy. Okazało się bowiem, że największym zagrożeniem dla najmłodszych piskląt wcale nie są drapieżniki, lecz zachowanie ich własnych rodziców.
WIDEO…
Zabójcza strategia przetrwania. Nie jest łatwo być pisklęciem ary
W trakcie sezonu lęgowego samica składa zazwyczaj od trzech do czterech jaj, jednak gniazdo niemal zawsze opuszcza tylko jedno lub dwa młode. Dzięki kamerom zainstalowanym w dziuplach, badacze z organizacji The Macaw Society udowodnili, że dorosłe ptaki z premedytacją głodzą trzecie i czwarte pisklę.
Badaczka Gabriela Vigo-Trauco z Texas A&M University szybko zauważyła, że nie jest to wynik braku pożywienia w lesie ani agresji ze strony starszego rodzeństwa. Prawdziwym problemem jest asynchroniczne klucie. Pisklęta wykluwają się w odstępach kilku dni. Z pozoru niewielka różnica wieku sprawia jednak, że maluchy wymagają zupełnie innego pokarmu oraz odmiennej temperatury w gnieździe. Dorosłe papugi nie są w stanie sprostać tak zróżnicowanym potrzebom. Zmuszone do wyboru, inwestują całą energię w najstarsze, najsilniejsze osobniki, by dać im maksymalne szanse na przetrwanie. Młodsze są po prostu ignorowane i szybko giną.
Ryzykowne, ale niezwykle skuteczne adopcje
Ręczne odchowywanie papug przez ludzi bywa zgubne – ptaki dorastające w niewoli mają później ogromne problemy z samodzielnym zdobywaniem pokarmu, rozpoznawaniem drapieżników i łączeniem się w stada. Zespół badawczy opracował więc innowacyjny system. Biolodzy zabierają z gniazd skazane na śmierć pisklęta i podrzucają je dzikim rodzicom zastępczym.
Proces ten wymaga jednak niezwykłej precyzji logistycznej. Badacze muszą odnaleźć w dżungli inne gniazdo, w którym znajduje się potomstwo w dokładnie tym samym wieku. Dzięki temu rozwój wszystkich piskląt w nowym lęgu przebiega równomiernie, a przybrani rodzice bez problemu karmią zaadoptowane młode. Pierwszym uratowanym w ten sposób ptakiem był samiec o imieniu Parker, który ostatecznie wyfrunął z gniazda i po pewnym czasie był widziany jako silny, doskonale radzący sobie w dziczy osobnik.
Nadzieja dla ginących populacji
Obecnie technika ta jest aktywnie udoskonalana. Biolodzy pomijają etap sztucznego dokarmiania w stacji badawczej i od razu przenoszą wyklute pisklęta bezpośrednio między gniazdami. Ta metoda pozwala ograniczyć koszty i minimalizuje ingerencję człowieka w życie ptaków. Choć dzikie adopcje nie rozwiążą problemu utraty siedlisk, to dają nadzieję na ratowanie każdego pojedynczego życia tam, gdzie znikają ostatnie dzikie populacje ary żółtoskrzydłej.
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.