Wielu ukraińskich historyków nadal nie uznaje rzezi wołyńskiej za akt ludobójstwa. W części ich narracji tragiczne wydarzenia, do których doszło w latach 1943–1945, nie były zaplanowanymi czystkami etnicznymi, a spontanicznymi aktami przemocy. Sam Stepan Bandera przez niektórych nadal jest postrzegany jako symbol walki o niepodległość Ukrainy. Bez względu na argumentację, fakty historyczne wskazują na zorganizowany charakter zbrodni. Ludobójstwo pozostaje ludobójstwem. Rzeź wołyńska była planowanym działaniem, realizowanym przez struktury OUN-B i UPA, a Bandera, choć nie kierował bezpośrednio mordami na Wołyniu, ponosił odpowiedzialność polityczną i ideologiczną za radykalny ruch nacjonalistyczny, którego członkowie dopuścili się tych zbrodni.
WIDEO…
Wyboista przeszłość dwóch narodów
Relacje polsko-ukraińskie rozpoczęły się na długo przed powstaniem niepodległej Ukrainy. W połowie XIII wieku najazd Mongołów przypieczętował upadek Rusi Kijowskiej. W następstwie przemian politycznych, około 100 lat później część ziem ruskich znalazła się pod panowaniem Kazimierza Wielkiego, a Wołyń stał się przedmiotem rywalizacji polsko-litewskiej. Dwa stulecia później, na mocy unii lubelskiej część ziem dzisiejszej Ukrainy została włączona do Korony Polskiej.
Na przestrzeni wieków Polacy i Ukraińcy żyli obok siebie, współtworząc wielokulturową społeczność i stając ramię w ramię w wielu ważnych chwilach. Oczywiście, bywały między nimi spory, nie tylko mniejsze, o charakterze lokalnym. Przykładem niech będzie powstanie kozactwa i ukraińskiego chłopstwa pod przywództwem hetmana kozackiego Bohdana Chmielnickiego. Jednak mimo wielu konfliktów, nasze stosunki przez wiele stuleci można było określać jako co najmniej poprawne, mimo że idea Rzeczypospolitej Trojga Narodów, która miała być odpowiedzią na konflikty polsko-kozackie, nie doczekała się pełnej realizacji.
Niespełniony projekt polityczny jasno jednak dowodził, że zjednoczenie narodów polskiego i ukraińskiego na zasadach równości było żywą i jakże ważną ideą. Co więc zmieniło się w naszych relacjach, że kilkaset lat później doszło do krwawego pogromu polskiej ludności?
Narodziny nacjonalistycznych nastrojów
Ukraiński ruch narodowy zaczął dochodzić do głosu jeszcze przed upadkiem powstania styczniowego. Zwolennicy rozwoju odrębnej tożsamości narodowej, a z czasem także powołania własnego państwa, coraz głośniej manifestowali swoje żądania, jednak ich postulaty początkowo nie spotykały się z powszechnym poparciem chłopów, którzy byli skupieni przede wszystkim na sprawach lokalnych. To, do jakiego narodu byli zaliczani, nie zawsze miało dla nich większe znaczenie, nie wszyscy widzieli więc potrzebę powoływania odrębnego państwa. Przynajmniej na początku, bo zwolennicy idei narodowej coraz częściej odwoływali się do czynnika, który już od wieków dzielił ludzi – religii.
Większość Polaków wyznawała katolicyzm obrządku łacińskiego, z kolei Ukraińcy – prawosławie lub grekokatolicyzm. Stwierdzenie, że różnice religijne zaczęły odznaczać się dopiero w XIX wieku byłoby nieprawdą, bo problem zrozumienia religijnego między przedstawicielami różnych wyznań istniał już w XIV wieku i nasilił się po unii brzeskiej. Jednak różnice wyznaniowe nie zawsze stanowiły przeszkodę we wzajemnych relacjach, czego dowodzą mieszane małżeństwa, które w tamtym czasie również się zdarzały. Dopiero pod wpływem działania nacjonalistów religia stała się powszechnie uznawanym wyznacznikiem narodowości.
Kolejnym czynnikiem, który pogłębiał podziały między Polakami i Ukraińcami, była pozycja społeczna polskich mieszkańców Galicji Wschodniej, gdzie większość stanowili Ukraińcy. Galicja uzyskała autonomię, a w jej instytucjach, w tym w Sejmie Krajowym, dominowały polskie elity. Znaczna część własności ziemskiej znajdowała się również w rękach Polaków. Ukraińcy też chcieli decydować o sobie, jednak ich wpływ na sprawowanie władzy pozostawał ograniczony. Ich niezadowolenie skupiało się więc nie tylko na władzach habsburskich, ale również na Polakach, którzy dominowali w życiu politycznym i gospodarczym Galicji.
Sytuacja po I wojnie światowej
Jeden z najkrwawszych konfliktów w dziejach, który rozpętał się w 1914 roku, całkowicie zmienił układ sił w Europie. Klęska państw zaborczych i rozpad imperiów dały możliwość sięgnięcia po niepodległość zarówno Polakom, jak i Ukraińcom. Oba narody wysuwały jednak roszczenia wobec tych samych terytoriów.
W czasie wojny i tuż po jej zakończeniu powstały dwa państwa ukraińskie – na ziemiach dawnego zaboru rosyjskiego Ukraińska Republika Ludowa (proklamowana w 1917 roku, a niepodległa od 1918 roku) i na ziemiach dawnego zaboru austriackiego Zachodnioukraińska Republika Ludowa (w 1918 roku). O ile stosunki Polski z pierwszym z wymienionych państw, choć początkowo skomplikowane, doprowadziły do zawarcia sojuszu (w 1920 roku wspólnie stanęliśmy do walki przeciwko bolszewikom), o tyle z ZURL odradzająca się Rzeczpospolita starła się już w 1918 roku. Przedmiotem konfliktu była Galicja Wschodnia, a przede wszystkim Lwów.
Konsekwencje traktatu ryskiego
W 1921 roku doszło do zaognienia stosunków polsko-ukraińskich. Przeciwko II RP opowiadały się już obie Ukrainy. Przyczyną był podpisany w Rydze traktat pokojowy, kończący wojnę polsko-bolszewicką, na mocy którego uregulowane zostały wschodnie granice Polski.
W 1921 roku doszło do kolejnego zaognienia stosunków polsko-ukraińskich. Podpisanie traktatu ryskiego oznaczało kres sojuszu Polski z Ukraińską Republiką Ludową i przekreślenie jej nadziei na odzyskanie niepodległości. Zawarty w Rydze traktat pokojowy kończył wojnę polsko-bolszewicką i wyznaczał granicę między Polską a Rosją sowiecką i sowiecką Ukrainą.
Nie ulega wątpliwości, że pokój był potrzebny państwu, które dopiero odzyskało niepodległość. Wielu Ukraińców, zwłaszcza zwolenników Symona Petlury, widziało jednak w tym działaniu zdradę i trudno się temu dziwić. Wyczerpana wojną Polska nie zdecydowała się na dalszą walkę o niepodległość Ukrainy. Polska delegacja, w której znaczące wpływy mieli przedstawiciele prawicy, zgodziła się na uznanie sowieckiej Ukrainy, pomijając dotychczasowego sojusznika – Ukraińską Republikę Ludową, mimo podpisanej rok wcześniej umowy sojuszniczej. Endecja opowiadała się za włączeniem do odradzającego się państwa polskiego części dawnych ziem Rzeczypospolitej, zamiast realizacji federacyjnej koncepcji Józefa Piłsudskiego. W rezultacie ziemie ukraińskie zostały podzielone między Polskę i sowiecką Ukrainę, pozostającą pod kontrolą bolszewików. W granicach II Rzeczypospolitej znalazło się około 4,5–5 milionów Ukraińców.
Postawa Polaków i Ukraińców w okresie międzywojennym
Choć konstytucja gwarantowała równość wszystkim obywatelom, należy przyznać, że polska polityka wobec mniejszości ukraińskiej w okresie międzywojennym balansowała między asymilacją, próbami pojednania a represjami. Ukraińcy mieli zagwarantowaną wolność wyznania i pewne prawa polityczne, jednak nie otrzymali obiecanej autonomii terytorialnej. Nie jest też tajemnicą, że ich udział w administracji państwowej, zwłaszcza na wysokich stanowiskach, pozostawał ograniczony. Liczba szkół z ukraińskim językiem nauczania systematycznie malała.
Nie zrealizowano również obietnicy utworzenia ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie. Nie można jednak powiedzieć, że polityka II Rzeczypospolitej wobec Ukraińców była jednolita. Podejmowano także działania na rzecz poprawy wzajemnych relacji, a przykładem niech będzie działalność Henryka Józewskiego. Wojewoda wołyński podkreślał potrzebę tworzenia polskich szkół z obowiązkową nauką języka ukraińskiego. Był orędownikiem pojednania przez edukację, a urzędników, którzy byli przychylni mniejszości, było więcej.
Do pojednania dążyło także wielu Ukraińców. Przykładem takich działań była wymierzona w ZSRR współpraca środowisk związanych z Symonem Petlurą z polskim wywiadem. Nie brakowało jednak również tych, którzy nie widzieli szans na pokojowe współistnienie.
Terror drogą do niepodległości
Zwolennicy oderwania Galicji Wschodniej od Polski skupiali się między innymi wokół Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO) – konspiracyjnej organizacji paramilitarnej, której celem było prowadzenie akcji sabotażowych i dokonywanie zamachów.
To właśnie jej członkowie odpowiadali za nieudany zamach na Józefa Piłsudskiego we Lwowie w 1921 roku. Z większym powodzeniem przeprowadzali akcje sabotażowe wymierzone w polskie instytucje i infrastrukturę, w tym posterunki policji i linie kolejowe. Podpalali gospodarstwa i... zabijali także własnych rodaków, którzy opowiadali się za porozumieniem z Polską. UWO przeprowadziła liczne akcje sabotażowe i terrorystyczne, korzystając między innymi ze wsparcia niemieckiego wywiadu.
Powstanie radykalnej organizacji nacjonalistycznej
W tamtym czasie wyrastało już nowe pokolenie ukraińskich nacjonalistów. To oni w 1929 roku powołali do życia skrajnie nacjonalistyczną Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), jednocząc środowiska UWO z mniejszymi organizacjami. Radykalna OUN odrzucała możliwość trwałego polsko-ukraińskiego pojednania na warunkach istniejącego porządku politycznego. Organizacja za cel postawiła sobie walkę o niepodległe państwo ukraińskie, między innymi kosztem terytorium Polski, i to założenie realizowała, nie przebierając w środkach.
W ramach swoich działań członkowie OUN przeprowadzili udany zamach na Tadeusza Hołówkę, posła, który głośno mówił o konieczności pokojowego współistnienia narodów ukraińskiego i polskiego. 29 sierpnia 1931 roku został zastrzelony w Truskawcu przez dwóch zamachowców. Oddano do niego sześć strzałów, z których cztery trafiły w głowę, a dwa w okolice obojczyka.
Aresztowanie Stepana Bandery
W 1933 roku kierownictwo Egzekutywy Krajowej OUN objął Stepan Bandera, zdecydowany przeciwnik porozumienia z państwem polskim. Pod jego przywództwem organizacja kontynuowała i nasiliła działalność terrorystyczną. Polskie władze dążyły do ograniczenia wpływów nacjonalistów, sięgając po aresztowania i represje. Działania te nie ograniczały się jednak do członków podziemia. Już w 1930 roku, podczas pacyfikacji Galicji Wschodniej, polska policja i wojsko stosowały przemoc także wobec ukraińskiej ludności cywilnej.
W ręce funkcjonariuszy trafiali kolejni członkowie OUN. Na liście aresztowanych znalazł się także Stepan Bandera. Za zorganizowanie zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku został skazany na śmierć, jednak wyrok ten zamieniono na karę dożywotniego pozbawienia wolności.
Seria aresztowań osłabiła na pewien czas działalność OUN, jednak sama organizacja istniała nadal. Mało tego, uwięzienie Bandery umocniło jego pozycję w środowisku radykalnych ukraińskich nacjonalistów, dla których stał się symbolem walki o niepodległość. Nowe możliwości działania pojawiły się już w 1939 roku, wraz z wybuchem II wojny światowej.
Marionetki w rękach Niemców i Rosjan
Po ataku Niemiec na Polskę, w obliczu pogarszającej się sytuacji na froncie i chaosu towarzyszącego ewakuacji więzień, wielu osadzonych odzyskało wolność, w tym także Stepan Bandera. Ukraińscy nacjonaliści już wcześniej utrzymywali kontakty z III Rzeszą. Gdy wojska niemieckie zbliżyły się do Lwowa, bojówki OUN nasiliły swoją działalność. We wrześniu 1939 roku ukraińscy nacjonaliści przeprowadzali akcje dywersyjne przeciwko polskim władzom i wojsku, przede wszystkim w Galicji Wschodniej. Wojsko Polskie podejmowało próby ich stłumienia, jednak w obliczu niemieckiej ofensywy jego możliwości były ograniczone. Gdy 17 września agresję na Polskę przypuścił ZSRR, żołnierze musieli zmierzyć się z kolejnym wrogiem.
Rosjanie nie omieszkali wykorzystać ukraińskich nacjonalistów do swoich celów. Radzieccy agenci przekonali narodowców, by ci wzięli na cel także polskie elity. Rozpoczęły się ataki na dworki. Ginęli ziemianie, a także ludzie, którzy na wschodzie szukali schronienia. Płonęła wieś za wsią. W tamtym czasie na Wołyniu i w Galicji zginęło ok. 3 tys. Polaków, a to był jedynie wstęp do rzezi, która miała odbyć się niebawem.
Walka w imię III Rzeszy
Ukraińscy nacjonaliści byli wyjątkowo pożyteczni dla okupanta, więc Niemcy umiejętnie podsycali wzajemną niechęć Polaków i Ukraińców. Na okupowanych terenach przyznawali części ukraińskich środowisk pewne przywileje, pozyskując w ten sposób ich lojalność. Stwarzali też ukraińskim nacjonalistom okazje do wystąpień przeciwko Polakom. W 1941 roku powołana została Ukraińska Policja Pomocnicza – kolaboracyjna formacja podległa niemieckiemu okupantowi.
W 1940 roku doszło do rozłamu w strukturach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. OUN podzieliła się na dwa odłamy: OUN-B pod przywództwem Stepana Bandery i OUN-M pod przywództwem Andrija Melnyka. Po ataku Niemiec na Związek Radziecki banderowcy zaangażowali się w działania przeciwko Sowietom, a część z nich uczestniczyła także w mordowaniu Żydów. Nie znaczy to jednak, że nie zagrażali już Polakom.
Mamieni wizją niepodległego państwa, ukraińscy nacjonaliści liczyli na współpracę z Niemcami, jednak dość szybko przekonali się, ile warte są niemieckie obietnice. Niemcy podzielili zajęte ziemie ukraińskie między różne jednostki administracyjne, a część przekazali pod zarząd Rumunii. Stepan Bandera i Jarosław Stećko, ogłoszony premierem niepodległej Ukrainy, trafili do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, podobnie jak wielu innych członków OUN. Na Ukrainie zapanowały rządy terroru, a mimo to część działaczy OUN nadal dążyła do porozumienia z Niemcami. Jednocześnie banderowcy rozwijali działalność konspiracyjną i przygotowywali akcje wymierzone przeciwko Polakom.
UPA zbrojnym ramieniem OUN
Do tamtej pory OUN-B unikała tworzenia własnych oddziałów partyzanckich, w obawie, że przez Niemców zostanie to odebrane jako prowokacja. Po masowych aresztowaniach i zmianie sytuacji na froncie zmieniła jednak podejście do tej kwestii. W drugiej połowie 1942 roku zaczęły powstawać zbrojne oddziały OUN-B, które na początku 1943 roku rozwinęły się w Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Nazwę tę przejęto od działających wcześniej, niezależnych oddziałów Tarasa Borowcia.
Preludium rzezi
9 lutego 1943 roku banderowcy pod dowództwem Hryhorija Perehijniaka wyruszyli do Parośli I. Tam podali się za sowieckich partyzantów. Zażądali od mieszkańców strawy, a gdy napełnili żołądki, wyjawili, że planują atak na pobliską trasę kolejową. Był to sprytny podstęp. Stwierdzili, że jeżeli Polacy nie pozwolą się związać, okupant pomyśli, że to oni stali za akcją. Gdy mieszkańcy osady przystali na to, rozpoczęła się istna rzeź. W sąsiedniej wsi zginęli kolejni niewinni cywile.
Ludobójstwo dokonane na Polakach
Co zadecydowało o rozpoczęciu eksterminacji polskiej ludności cywilnej? Niektórzy są zdania, że szalę przeważyła zainicjowana przez Niemców interwencja 202. Batalionu Schutzmannschaft, złożonego z Polaków, który miał rozprawić się z ukraińskimi partyzantami. To nieprawda. Podległy Niemcom polski oddział rozpoczął działania na Wołyniu w czasie, gdy masowe mordy na polskich cywilach już trwały.
Bez względu na bezpośrednią przyczynę faktem jest, że kierownictwo OUN-B zdecydowało się na fizyczną eliminację polskiej ludności, zamiast jej przesiedlenia. Za organizację antypolskiej akcji na Wołyniu odpowiadali przede wszystkim Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur” i podlegli mu dowódcy, w tym Iwan Łytwynczuk. Ważną rolę w tworzeniu struktur UPA odegrał również Wasyl Iwachiw. Masowy pogrom Polaków rozpoczął się na początku 1943 roku, a w marcu przybrały na sile.
W nocy z 26 na 27 marca banderowcy zaatakowali Lipniki. Zginęło wówczas 179 Polaków. W kolejnych dniach nacjonaliści docierali do kolejnych osad. W każdym ataku ginęło przynajmniej kilkunastu cywili. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.
Krwawa niedziela
Klaczkiwski i dowództwo UPA przygotowali zmasowane uderzenie na polskie osady, które miało nastąpić 11 i 12 lipca. Kluczową datą była niedziela 11 lipca. Ukraińcy postanowili zaatakować Polaków modlących się w kościołach, by w jak najkrótszym czasie zabić możliwie najwięcej ludzi. Banderowcy ostrzeliwali domy modlitwy z broni maszynowej i wrzucali granaty do środka. Tych, którzy przeżyli, dobijali.
W ciągu niespełna trzech dni zaatakowali ponad 100 polskich miejscowości. Ofiary liczono w tysiącach.
Okrucieństwo Ukraińców wykraczało poza wszelką skalę
Krwawa niedziela nie zakończyła pogromu. Morderstwa trwały nadal. W tym miejscu należy wspomnieć, że wielu Polaków nie zginęło od pocisków. Metody stosowane przez sprawców były niezwykle brutalne, wręcz bestialskie. Okrucieństwo było tak wielkie, że wiele stosowanych przez nich metod uśmiercania Polaków po prostu nie nadaje się do przytoczenia. Wystarczająco wymowny jest fakt, że niektórzy szukali ratunku u okupanta. Woleli oddać się w ręce Niemców, ryzykując uwięzienie lub śmierć, niż zginąć w sposób, w jaki nikt nie powinien umierać.
Polski odwet
W odpowiedzi na działania banderowców polskie oddziały samoobrony i podziemia, w tym Armii Krajowej, już w 1943 roku podejmowały akcje odwetowe. W części ukraińskiej narracji mówi się o tych wydarzeniach również w kontekście ludobójstwa. Kwalifikacja ta pozostaje jednak przedmiotem sporów. Polskie działania odwetowe miały inny charakter i skalę niż zorganizowana eksterminacja Polaków prowadzona przez OUN-UPA. Nie oznacza to jednak, że nie dochodziło do zbrodni na ludności cywilnej. Ofiarami polskich akcji padali także ukraińscy cywile. Według części szacunków w latach 1943–1945 z rąk polskich formacji zginęło około 10–15 tys. Ukraińców.
Nic nie usprawiedliwia rzezi
Nie wszystko jest czarne lub białe. Nie ma wątpliwości, że wielu mieszkających w granicach Polski Ukraińców nie przedstawiało radykalnych poglądów nacjonalistycznych. Dowodem na to niech będzie fakt, że gdy w 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa, ponad 100 tys. Ukraińców walczyło ramię w ramię z polskimi żołnierzami. Około 7 tys. poległo na froncie. Wcześniej i później wielu opowiadało się za pojednaniem. Nie brakowało sprawiedliwych, którzy ostrzegali Polaków lub dawali im schronienie. Część z nich zapłaciła życiem za swoją postawę.
Polacy nigdy nie byli kryształowi w stosunkach z Ukrainą. Zresztą to samo można powiedzieć o drugiej stronie. Nic jednak nie usprawiedliwia takiej zbrodni. Na Wołyniu i w Galicji ginęli cywile – mężczyźni, starcy, kobiety i dzieci. Umierali w niewyobrażalnych mękach, a ci, którzy przeżyli, do końca życia nosili piętno tamtych wydarzeń. Zabójstwa Polaków trwały także w 1945 roku.