W 2008 roku ksiądz Władysław Palmowski, proboszcz Kościoła św. Bartłomieja w Morawicy koło Krakowa, postanowił wreszcie wymienić kościelną posadzkę. Stara, choć zabytkowa, była spękana, a i sam kościół na zewnątrz domagał się prac ratunkowych.

WIDEO…

player placeholder

Regułą przy takich interwencjach jest nadzór odpowiedniego urzędu konserwatorskiego. Zatem z Krakowa udała się do Morawicy pani mgr inż. architektury Maria Bicz-Suknarowska, która wcześniej zajmowała się ratowaniem zamków w Bielsku, Żywcu czy Dobczycach. Miała tylko sprawdzić, czy ksiądz dochowuje należytego starania, a robota idzie zgodnie ze sztuką. Jeśli zaś pojawi się jakieś odkrycie – zarejestrować je.

Remont kościoła zapoczątkował niezwykłe odkrycie

Gdy stanęła przed wejściem do kościoła, zwróciła uwagę na bardzo dziwny układ przestrzenny. Po lewej stronie od wejścia jest dzwonnica, po prawej zaś panoramę zakłóca budynek plebanii, tak wciśnięty, że aż kłuje w oczy. Wąski, wysoki, krótszym bokiem dochodzi prawie do fasady kościoła. Oczywiście pani inżynier wiedziała, że niegdyś w Morawicy stał zamek, przecież sam Jan Długosz, najsłynniejszy polski kronikarz, napisał, że zamkowy kościół ex albo lapide murata, czyli zbudowany jest z białego kamienia. Tyle że w gotyku kościoły budowano już z cegły, zatem to, co widział Długosz, powinno być czerwone, nie białe.

Zobacz także:

Kościół, przed którym stała pani Maria, nie był ani taki, ani taki. Pochodzi z 1743 roku. To wtedy Maria Zofia z Sieniawskich, właścicielka Morawicy, i August Aleksander Czartoryscy zburzyli stary kościół i na jego miejscu ufundowali nowy. Ale coś tu nie pasowało.

Konkretnie pani Marii nie pasowały plebania, właśnie ten wciśnięty tu jakby na siłę smukły budynek, i sama decyzja państwa Czartoryskich. Dlaczego zburzyli stary kościół z białego kamienia, a nie tknęli plebanii tak bardzo psującej panoramę? Postanowiła to sprawdzić. Obeszła budynek. Na szczęście tynk przy małej dobudówce z drugiej strony był już odłupany. Wspięła się zatem na betonowe podwyższenie i coś ją tknęło.

Plebania w Morawicy
Plebania w Morawicy / fot. Piotrekwas, Wikimedia Commons, CC-BY-SA-3.0-PL

Po pierwsze, mur plebanii też był z białego kamienia, a po drugie, był tu ślad po starym portalu – kamienny łuk. „Nie, to niemożliwe” – pomyślała. Czyżby budynek plebanii był tak samo stary jak kościół, o którym wspominał Długosz? Bo jeśli tak, to… morawicka plebania to tak naprawdę stare romańskie palatium. Ma ponad 800 lat! Jest absolutnie wyjątkowe.

Romańskie okna i ślady pracy kamieniarzy

Palatium rodu Toporów nie było tak wielkie, jak to w Poznaniu. Mimo to morawicki pałac już z daleka robił ogromne wrażenie. Stoi bowiem na wysokim wzgórzu przy trakcie do Krakowa.

Był to dwupiętrowy budynek na planie wydłużonego prostokąta o wymiarach 17 na prawie 7 metrów. Jego budowniczy, sprowadzeni prawie na pewno z Zachodu, postawili pałac z lokalnego kamienia wapiennego. Ściany są potężne, mają 1,3 metra grubości.

Do dnia dzisiejszego najlepiej zachowało się przyziemie. W średniowieczu parter służył do celów gospodarczych. Tutejsze pomieszczenia przykryte były kamiennymi kolebkami, murowanymi na deskowaniu. Ślady tych desek widać w zaprawie do dziś. Zachowały się także cztery oryginalne romańskie okna. Jedno z nich jest na piętrze. Ma nadproże i parapet wykonany z ciosu piaskowca. Węgary noszą również ślady obróbki w tak zwaną jodełkę. Zachował się tu nawet podpis dumnego kamieniarza. Niestety, inne otwory okienne lub drzwiowe zostały zniszczone po wstawieniu okien w późniejszych epokach.

Nie przeszkodziło to jednak Marii Bicz-Suknarowskiej wysnuć wniosku, że budynek powstawał etapami i na pewno został ukończony w drugiej połowie XII wieku. Obok niego stała kaplica, w kolejnych zaś wiekach dostawiono inne zabudowania. Cały zamek został otoczony murem. Jeszcze dziś istnieją ślady okazałej bramy, która prowadziła na wewnętrzny dziedziniec.

Schody ukryte w grubym murze

Palatium miało trzy kondygnacje. Ustalił to prof. Zbigniew Pianowski. Ponieważ w pewnym miejscu, na zewnątrz, fragment ściany jest grubszy niż gdzie indziej, wysnuł wniosek, że w murze musi się coś znajdować. I rzeczywiście były tam ukryte schody prowadzące z pierwszego na drugie piętro. Tego typu rozwiązania znane są na przykład w budynkach romańskich Pragi czy Niemiec i stamtąd dotarły do nas. Na obu piętrach znajdowały się sale reprezentacyjne i pokoje mieszkalne. Trudno dziś określić, jak wyglądały. Podobnie trudno rozstrzygnąć, co się mieściło na parterze – zapewne magazyny, może kuchnia.

Nie wiadomo również, jak wyglądał system grzewczy budowli. Musiał być tu jakiś kominek, małopolskie zimy nie należały przecież do łagodnych. Dziś okazały piec znajduje się na piętrze drugim. Gdy istniała tu plebania, właśnie ten poziom tworzył piano nobile, czyli był reprezentacyjny. Zachowała się tu ciekawa polichromia z przełomu XIX i XX wieku. Ona również czeka na lepsze czasy, ale jak twierdzi Maria Bicz-Suknarowska, należy ją uratować, bo zarówno ta dekoracja, jak i piec oraz stolarka są wyjątkowe.

W palatium w Morawicy, jeśli znajdą się pieniądze, zostaną przeprowadzone dodatkowe prace archeologiczne, potem konserwacja całości, a na koniec powstanie muzeum. Ksiądz proboszcz już remontuje dla siebie piętro i jeśli w palatium rzeczywiście zamieszka, przywróci temu miejscu rezydencjonalny charakter.

To jest przedruk z książki autorstwa Michała Wójcika pt. „Tańczący z zamkami”, która ukazała się nakładem wydawnictwa REBIS. Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.

Tańczący z zamkami