Niektórzy mylnie w Czechach dostrzegają jedynie dwie turystyczne destynacje: stołeczną Pragę oraz czeskie ośrodki narciarskie na czele z Szpindlerowym Młynem. Tymczasem, kraj ten oferuje o wiele więcej interesujących miejsc, do których nie trzeba jechać długich godzin samochodem. Gdzieś pomiędzy czeskimi szczytami Karkonoszy, a stolicą Czech, rozciągają się Kraje pardubicki i hradecki. O ich atrakcjach, kuchni, a przede wszystkim ludziach, którzy każdego dnia tworzą te piękne krainy, chciałbym opowiedzieć.
WIDEO…
Kraina pokryta sgrafittem – podróż przez Kraj pardubicki
Wyprawę zaczynamy od Kraju pardubickiego, którego stolica – jak sama nazwa wskazuje – znajduje się w niespełna stutysięcznych Pardubicach. Nie skupię się jednak na mieście słynącym z legendarnych gonitw konnych; zamiast tego udaję się wraz z CzechTourism do zdecydowanie bardziej kameralnych miejscowości: Litomyšla i Králíky, gdzie znajduje się Góra Matki Bożej z klasztorem z końcówki XVII wieku.
Niepowtarzalny pałac
Nie mogę się zdecydować, czy renesansowy Pałac w Litomyšlu, zbudowany tu w drugiej połowie XVI wieku, jest bardziej imponujący od wewnątrz, czy na zewnątrz. Fasadę obiektu zdobi ponad 8 tysięcy dekoracji wykonanych techniką sgraffito. W uwiecznionych na murach kopertach znajdują się przeróżne obrazki: od motywów florystycznych po zwierzęce. Włoscy projektanci zadbali o to, by każdy wykonywany techniką zdrapywania geometryczny kształt różnił się od pozostałych.
Wnętrza budowli wzniesionej z inicjatywy czeskiego arystokraty Vratislava II z Pernštejna, który według legendy postawił pałac na dowód miłości do swojej żony, hiszpańskiej szlachcianki Marii Manrique de Lara, nie odbiegają wcale wdziękiem od sgrafittowej fasady. Przekraczając pałacowe bramy, wychodzimy na geometryczny, wewnętrzny dziedziniec, na którym ma się nieodparte wrażenie ciągłego bycia obserwowanym. Dookoła, jak od linijki, rozciągają się wielokondygnacyjne, zacienione arkady, na których – oczami wyobraźni – możemy dostrzec przechadzającego się słynnego kompozytora Bedřicha Smetanę. O związku jednego z najsłynniejszych czeskich muzyków z Litomyšlem jeszcze będzie czas opowiedzieć.
Będąc w pałacu znajdującym się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, warto rozważyć zwiedzanie renesansowych wnętrz. Dla turystów dostępny jest m.in. szlak po komnatach związanych z ostatnimi arystokratycznymi właścicielami zamku – rodem Thurn und Taxis. Wśród sal użytkowanych przez rodzinę znajdziemy m.in. pomieszczenia przygotowane dla cesarza Franciszka Józefa I, który odwiedził czeską rezydencję w 1889 roku. Punktem, którego po prostu nie można przegapić, jest jednak XVIII-wieczny teatr, który zachował się niemal w oryginalnym stanie, wraz z dekoracjami, kurtynami, urządzeniami scenicznymi i elementami dawnego oświetlenia. Wejście do tego niesamowitego zamkowego pomieszczenia jest możliwe w ramach jednej z tras zwiedzania. Kosztuje ona 220 CZK (ok. 40 zł) i trwa ok. 50 minut.
Czescy artyści w Litomyšlu
Mimo że cesarz Franciszek Józef nocował w renesansowych komnatach pałacu, nie jest on najbardziej zasłużoną postacią, której ślady odnajdziemy w tym niewielkim czeskim mieście. Gdy opuścimy zamkową rezydencję, należy kierować się w stronę dźwięków wychodzących spod klawiszy słynnego czeskiego kompozytora. Bedřich Smetana przyszedł na świat w 1824 roku w budynku browaru należącego do kompleksu zamkowego, a obecnie służbowe mieszkanie, w którym wychował się autor m.in. „Mojej ojczyzny”, oddane jest do zwiedzania. W Litomyšlu co roku odbywa się również festiwal muzyki klasycznej na cześć kompozytora – Smetanova Litomyšl.
Niespełna 10 minut od domu Smetany znajduje się kolejny obiekt związany z innym znanym czeskim artystą. Niepozorna chatka skrywa w sobie krajobrazy niczym z piekielnych koszmarów. Portmoneum to dom, w którym kiedyś mieszkał Josef Portmon – wielbiciel twórczości czeskiego malarza, grafika i pisarza Josefa Váchala. W latach 20. XX wieku Portmon zaprosił artystę do swojego domu i zlecił mu ozdobienie wnętrz. Váchal przekształcił dwa pomieszczenia w niezwykły świat pełen fantastycznych postaci, symboli religijnych i mrocznych wizji. Niczym w Kaplicy Sykstyńskiej, sufit byłej sypialni kolekcjonera sztuki pokryty jest w całości freskami. W przeciwieństwie do malowideł z Watykanu, w Litomyšlu mamy do czynienia z prawdziwym religijnym synkretyzmem – w pracach Váchala mieszają się wątki chrześcijańskie z okultyzmem, mistycyzmem i własną wyobraźnią artysty. Sztuka malarza wywołuje przede wszystkim efekt, którego w swoich pracach poszukuje tak wielu artystów – szokuje.
Oprócz Portmoneum w Litomyšlu znajdziemy jeszcze jeden obiekt, gdzie ślady swojego pędzla pozostawił Josef Váchal. Jedną ze ścian przy uliczce odchodzącej od miejskiego rynku zdobią czarno-białe dekoracje wykonane techniką sgraffito. Przedstawiają one makabryczne i groteskowe sceny z „Krwawej powieści” napisanej przez czeskiego malarza. W ten sposób, chodząc po Litomyšlu, zataczamy koło. Rozpoczęliśmy od sgrafittowej elewacji renesansowego zamku i kończymy na grafikach wykonanych dokładnie tą samą techniką, które w artystyczny sposób przedstawiają dziedzictwo osób związanych z tym niewielkim miastem w Kraju pardubickim. Trudno o lepszą klamrę kompozycyjną.
Trudna historia na Wzgórzu Matki Bożej
Na Litomyslu nie kończy się jednak nasza wizyta w Kraju pardubickim. Krętymi drogami wspinamy się na sam szczyt Góry Matki Bożej w miejscowości Králíky. Z wysokości około 760 m n.p.m. nad okolicą góruje imponujące założenie sakralne z barokowym kościołem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Choć już od ponad 20 lat duchowni nie mieszkają na stałe w tutejszym klasztorze, chodząc po wychłodzonych przez grube ściany korytarzach, można poczuć prawdziwy etos życia mnicha. Życie duchownych na czeskim wzgórzu nie było jednak usłane różami, a najtragiczniejszy rozdział w historii klasztoru rozpoczął się w 1950 roku. Wówczas komunistyczne władze Czechosłowacji, w duchu ateizacji społeczeństwa, przekształciły kompleks w obóz internowania duchownych, do którego w ciągu kolejnych dziesięciu lat trafiło ponad 530 księży i zakonników. Przetrzymywani w klasztorze mężczyźni byli pozbawieni możliwości swobodnego opuszczania jego murów i zmuszani do ciężkiej pracy fizycznej, m.in. w lasach i gospodarstwach rolnych. Rola księdza w czechosłowackiej wspólnocie została sprowadzona do absolutnego minimum, czego konsekwencje dostrzec można we współczesnym społeczeństwie czeskiego narodu. Jako wierzących i przynależących do Kościoła lub związku wyznaniowego deklaruje się tam raptem 20% obywateli.
Zwiedzanie sakralnego kompleksu na Górze Matki Bożej pozwala nam na nowo otworzyć i poznać rany wyrządzone wiernym przez władze komunistyczne. Choćby z tego powodu warto wspiąć się na te ponad 700 metrów i poznać historię internowanych duchownych.
Hradec Králové – miasto zaprojektowane od nowa
Raptem 25 kilometrów od centrum Pardubic znajduje się kolejny przystanek naszej podróży. Wystarczy spojrzeć na mapę Hradca Králové, żeby zauważyć jego architektoniczną osobliwość sprawiającą, że dla wielu Czechów miasto to jest najlepszym do życia w całym kraju. Z lotu ptaka Hradec przypominać może Wiedeń – niczym w stolicy Austrii miejskie centrum otacza drogowy pierścień ułatwiający komunikację wewnątrz zabudowy. W czeskim ośrodku możemy nawet skorzystać z dwóch podobnych infrastrukturalnych rozwiązań (mniejszego oraz większego), dzięki którym mieszkańcy w szybszym tempie mogą załatwiać palące sprawy w mieście. Za tym nowatorskim rozwiązaniem stoi Josef Gočár, architekt, którego sznyt widać w Hradcu Králové na każdym kroku.
Zwiedzając stolicę Kraju hradeckiego, należy zwrócić uwagę właśnie na działalność wyznawcy modernizmu. Na początku XX wieku władze Hradca stanęły przed poważnym wyzwaniem: należało przebudować upadającą już twierdzę w nowoczesne miasto. W tym celu ogłoszono urbanistyczny konkurs, w którym zwyciężył nie kto inny, jak właśnie Josef Gočár. Dzięki wsparciu burmistrza, Franciszka Ulricha, architekt i urbanista dostał względną swobodę w projektowaniu nowego założenia miejskiego. Gočár chciał wpuścić do Hradca więcej ruchu poprzez budowę nowych dróg oraz więcej zieleni poprzez budowę parków i zadrzewionych alei. Jedną z najbardziej dostrzegalnych we współczesnym mieście spuścizn po architekcie jest strefowy układ miasta. Twórca chciał, aby na poszczególnych kwartałach zabudowy realizowane były jedynie określone czynności miejskiego życia. Tak powstał m.in. obszar szkolny zawierający podstawówkę, gimnazjum oraz uniwersytet. Młody człowiek, który raz dostał się na te leżące nad Łabą tereny, nie musiał ich opuszczać aż do zakończenia swojej edukacji.
Przebudowa Gočára oszczędziła rzecz jasna najbardziej zabytkowe budynki miasta. Chodząc po Hradcu Králové, warto połączyć nowoczesne, modernistyczne doznania z oglądaniem miejskiej starówki. Wyjątkowym punktem na mapie miasta jest Biała Wieża – jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków Hradca Králové i najwyższa budowla historycznego centrum. W jej wnętrzu znajduje się ważący około 8 ton dzwon Augustyn, odlany w 1509 roku i należący do największych zabytkowych dzwonów w Czechach. Aby go zobaczyć, musimy samodzielnie wspiąć się na wysokość niemal 70 metrów (pokonać należy 226 schodów). Oprócz zabytkowego dzwonu trud wspinaczki wynagrodzi nam widok na całe czeskie miasto.
Dotyk dawnych czasów
Jeszcze ciekawiej zrobi się, gdy zajrzymy za kulisy hradeckiej zabudowy. W jednej z kamienic zaraz przy rynku znajduje się osobliwe muzeum, nad którym pieczę sprawuje prawdziwy fascynat. „Dotyk starych czasów” to miejsce plasujące się gdzieś pomiędzy muzealną galerią a starym, zakurzonym garażem, do którego przez lata odkładaliśmy niepotrzebne przedmioty. Michal Klokočník zebrał te wszystkie „graty” i to przez nie stara się opowiedzieć historię kultury, techniki, ale i przede wszystkim ludzi, którym niektóre rzeczy towarzyszyły przez najważniejsze momenty życia.
W galerii, którą Klokočník od zera zaczął wyposażać po pandemii COVID-19, znajdziemy przedmioty z przeróżnych okresów życia człowieka. Zaczynamy dosłownie od kołyski, gdyż pierwsze pomieszczenia zapełnione są wózkami, których wygląd potwierdza ich muzealne przeznaczenie. Dalej przejdziemy przez świat analogowych sprzętów grających: od dobrze nam znanych gramofonów, przez magnetofony, aż po cuda techniki, takie jak Tefifon – niemieckie urządzenie do odtwarzania muzyki z lat 50. XX wieku. Będąc na miejscu, warto zwrócić się o komentarz na temat niektórych przedmiotów do właściciela, pasjonata. Klokočník na pewno z dużym poświęceniem opowie każdemu o działaniu, przeznaczeniu i pochodzeniu przedmiotów, których funkcji w pierwszym momencie naprawdę trudno się domyślić. Aby w pełni zrozumieć znaczenie kolekcji w Hradcu, koniecznie trzeba zapoznać się z nagraniami opublikowanymi przez „Dotyk starych czasów”. Na niektórych z nich zobaczymy ludzi, którzy w emocjonalny sposób opowiadają o prywatnych przedmiotach obecnie wchodzących w skład kolekcji Klokočníka. Seans pozwala poznać drugie, zwykle ważniejsze od pierwszego i powierzchownego, dno. Po poznaniu historii ludzi, którym lalki, wózki czy sprzęty grające towarzyszyły przez sukcesy i trudy życia, eksponaty naprawdę zaczynają ożywać.
Podróż przez Kraj pardubicki i hradecki pokazuje, że Czechy mają do zaoferowania znacznie więcej niż Pragę i górskie kurorty. Od renesansowych pałaców i barokowych klasztorów, przez modernistyczną architekturę, aż po niewielkie muzea tworzone z pasji – na każdym kroku odkrywamy miejsca, których największą wartością są historie związanych z nimi ludzi. To właśnie dla tych opowieści warto czasem zjechać z najpopularniejszych turystycznych szlaków i przekonać się, jak wiele niezwykłych miejsc skrywa się tuż za polską granicą.
Źródło: Visit Czechia