Reklama

National September 11 Memorial & Museum powstało dokładnie w miejscu, gdzie wcześniej stały wieże World Trade Center. Sam pomnik pamięci otwarto w 2011 roku, natomiast podziemne muzeum udostępniono zwiedzającym w maju 2014 roku. Od tamtej pory miejsce przyciąga miliony osób z całego świata – tylko w 2025 roku muzeum odwiedziło 2,4 mln zwiedzających, a znajdujący się na zewnątrz memoriał kolejne 11,3 mln.

Sama również tam byłam i przyznam, że niewiele miejsc zrobiło na mnie równie duże wrażenie. Nie chodzi wyłącznie o skalę ekspozycji, ale przede wszystkim o sposób, w jaki opowiada ona o wydarzeniach tamtego dnia – za pomocą autentycznych przedmiotów, nagrań, fotografii i pozostałości po samych wieżach.

9/11 Memorial Museum w Nowym Jorku. Co można zobaczyć?

Dla wielu osób pomnik upamiętniający zamachy z 11 września jest jednym z miejsc „must see” podczas pobytu w Nowym Jorku. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że tuż obok dwóch ogromnych basenów wyznaczających ślady po wieżach World Trade Center znajduje się wejście do rozległego, podziemnego muzeum. Zwiedzanie zaczyna się jeszcze w szklanym pawilonie, gdzie można zobaczyć dwa potężne stalowe „trójzęby” – fragmenty oryginalnej fasady Wieży Północnej. Później trasa prowadzi stopniowo aż około 20 metrów w dół, do poziomu fundamentów dawnego kompleksu. Po drodze mija się m.in. Survivors’ Stairs, czyli zachowane schody, którymi setki osób wydostały się z terenu World Trade Center po rozpoczęciu ataku.

Nowy Jork, USA
Survivors’ Stairs oraz element konstrukcyjny WTC, fot. archiwum prywatne/Sabina Zięba

Im głębiej schodzi się pod ziemię, tym więcej pojawia się autentycznych pozostałości po katastrofie. Można zobaczyć odsłonięte podstawy stalowych kolumn, które podtrzymywały bliźniacze wieże, oraz fragment tzw. slurry wall – potężnej ściany oporowej zbudowanej przy powstawaniu kompleksu, która przetrwała jego zawalenie i zapobiegła przedostaniu się wód rzeki Hudson na teren Ground Zero. W ogromnej Foundation Hall stoi również Last Column – ostatni stalowy element usunięty z rumowiska w maju 2002 roku. Pokrywają go podpisy ratowników, nazwy jednostek, fotografie i pamiątki pozostawione przez ludzi pracujących przez miesiące przy poszukiwaniu ofiar i porządkowaniu miejsca tragedii.

Szczególnie mocne wrażenie robią jednak przedmioty, za którymi kryją się konkretne ludzkie historie. Jednym z nich jest zniszczony wóz Ladder Company 3 – jednostki nowojorskiej straży pożarnej, która została wysłana do Wieży Północnej. Jej jedenastu strażaków zginęło 11 września. W muzeum znajdują się także inne uszkodzone pojazdy ratunkowe, fragmenty konstrukcji World Trade Center oraz rzeczy odnalezione w gruzach, które pozwalają zobaczyć skalę katastrofy z zupełnie innej perspektywy.

Osobna część, In Memoriam, poświęcona jest 2983 osobom, które zginęły w zamachach z 2001 roku oraz w ataku na World Trade Center w 1993 roku. Ściany wypełniają ich fotografie, a dzięki nagraniom, zdjęciom, osobistym przedmiotom i wspomnieniom rodzin można poznać historie konkretnych ludzi. Dopiero w takim zestawieniu bilans tragedii przestaje być liczbą i zaczyna mieć tysiące konkretnych twarzy.

Nowy Jork, USA
Wóz Ladder Company 3 oraz „Lady Liberty”, czyli figura, która po zamachach stała się społecznym pomnikiem (po atakach przechodnie przyczepiali do niej przedmioty pozostawiane jako wyrazy pamięci i solidarności), fot. archiwum prywatne/Sabina Zięba

„September 11, 2001”. Jak muzeum odtwarza dzień zamachów?

Najbardziej poruszający etap zwiedzania zaczyna się jednak po wejściu na wystawę historyczną „September 11, 2001” (i tu fotografowanie jest już zabronione). Ekspozycję podzielono na trzy części – pierwsza odtwarza wydarzenia z 11 września w kolejności, w jakiej rozgrywały się tamtego poranka, druga pokazuje kontekst poprzedzający zamachy (w tym atak na World Trade Center z 1993 roku), a trzecia opowiada o następstwach tragedii i jej wpływie na kolejne lata.

Najmocniejsze wrażenie robi to, że przebieg tego dnia przedstawiono niemal minuta po minucie – od zwyczajnego poranka, przez porwanie czterech samolotów i pierwsze informacje o uderzeniu w Wieżę Północną, po drugi atak, katastrofę w Pentagonie, zawalenie obu wież i rozbicie lotu United 93 w Pensylwanii. Kolejne wydarzenia rekonstruowane są za pomocą nagrań telewizyjnych i radiowych, komunikatów służb, fotografii, przedmiotów należących do osób znajdujących się w budynkach oraz autentycznych materiałów dźwiękowych. Dzięki temu można prześledzić, jak początkowe niedowierzanie stopniowo ustępowało świadomości, że nie doszło do tragicznego wypadku, lecz do skoordynowanego ataku.

Nagrania z 11 września. Najbardziej poruszająca część 9/11 Museum

Szczególnie trudne do słuchania są głosy ludzi znajdujących się w samym centrum wydarzeń. W muzeum można usłyszeć m.in. fragment rozmowy stewardesy Betty Ong z lotu American Airlines 11, która po porwaniu maszyny przekazywała pracownikom linii informacje o sytuacji na pokładzie, rannych członkach załogi i działaniach napastników. Wśród zachowanych nagrań znajduje się również wiadomość, którą Brian Sweeney, pasażer lotu United 175, zostawił żonie na automatycznej sekretarce. Kilka minut później maszyna uderzyła w Wieżę Południową.

Można usłyszeć także rozmowy osób uwięzionych w wieżach z operatorami numeru alarmowego oraz materiały związane z lotem United 93, którego pasażerowie i członkowie załogi kontaktowali się z bliskimi po tym, jak dowiedzieli się o wcześniejszych atakach. Te nagrania poruszają szczególnie mocno właśnie dlatego, że nie powstały z myślą o przyszłej ekspozycji – były próbą przekazania informacji, uspokojenia rodziny, pożegnania się albo zwykłego powiedzenia „kocham cię”. Słuchałam ich z gulą w gardle i łzami cieknącymi po policzkach, a samo ich wspomnienie do dziś wzmaga we mnie smutek.

Wydarzenia z 11 września poruszały mnie na długo przed wizytą w Nowym Jorku. Od lat w rocznicę ataków wracam do filmów dokumentalnych i materiałów poświęconych temu, co wydarzyło się tamtego dnia. Mimo to dopiero w tym muzeum poczułam się naprawdę blisko pojedynczych ludzkich dramatów – stojąc dokładnie w miejscu tragedii i słuchając głosów osób dzwoniących do swoich rodzin z samolotów i wież. I właśnie na tym, moim zdaniem, polega największa siła tego muzeum – nie potrzebuje dodatkowej dramaturgii. Działa na emocje niezwykle mocno właśnie dlatego, że nie próbuje ich wymuszać, lecz pozwala przemówić autentycznym świadectwom i historiom konkretnych osób. Dzięki temu wydarzenie, które najczęściej opisujemy jedną datą i liczbą ofiar, zaczyna być odbierane jako suma tysięcy osobnych tragedii.

Źródło: National Geographic Polska

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasza ekspertka

Sabina Zięba

Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.
Sabina Zięba
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...