Przed 11 września kontrole na lotniskach wyglądały zupełnie inaczej. Ataki zmieniły podróże na zawsze
11 września minie 25 lat od zamachów terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych, w których zginęło niemal 3 tys. osób. Tragedia wstrząsnęła nie tylko Ameryką, lecz także całym światem, a jej konsekwencje wykraczały daleko poza politykę i walkę z terroryzmem. Jednym z obszarów, które zmieniły się najbardziej, było lotnictwo cywilne. Procedury, które dziś na lotniskach wydają się oczywiste, przed 2001 rokiem często w ogóle nie istniały. Jak zamachy z 11 września zmieniły sposób podróżowania samolotem?

Przez dziesięciolecia porwania samolotów kojarzono przede wszystkim z próbami wymuszenia okupu, uwolnienia więźniów albo ustępstw politycznych. Zamachy z 11 września całkowicie zmieniły sposób myślenia o takim zagrożeniu. Cztery uprowadzone samoloty pasażerskie zostały wykorzystane jako narzędzia ataku – dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po podjętej przez pasażerów próbie odzyskania kontroli nad maszyną. Wydarzenia te ujawniły słabości ówczesnego systemu ochrony lotnictwa i zapoczątkowały gruntowną przebudowę procedur bezpieczeństwa.
11 września sparaliżował lotnictwo. Linie liczyły miliardowe straty
Pierwszym skutkiem zamachów dla branży lotniczej był gwałtowny paraliż rynku. Po atakach amerykańska przestrzeń powietrzna została czasowo zamknięta dla lotów komercyjnych, a gdy samoloty ponownie zaczęły latać, pasażerowie nie wrócili od razu na pokłady. Strach przed kolejnymi zamachami sprawił, że wiele osób zrezygnowało z podróży, a przedsiębiorstwa ograniczały służbowe wyjazdy do niezbędnego minimum.
Na problemy wywołane samymi atakami nałożyło się wcześniejsze osłabienie amerykańskiej gospodarki, jednak skala załamania po 11 września była na tyle duża, że już w październiku 2001 roku amerykański urząd kontrolny GAO szacował bezpośrednie straty przewoźników do końca roku na co najmniej 5 mld dolarów. Władze zdecydowały się więc uruchomić wielomiliardową pomoc dla linii lotniczych, a przewoźnicy jednocześnie ograniczali siatki połączeń i zatrudnienie.
Największym wyzwaniem pozostawało jednak odzyskanie poczucia bezpieczeństwa pasażerów. Sama możliwość ponownego uruchomienia lotów nie wystarczała – trzeba było pokazać, że scenariusz podobny do tego z 11 września będzie znacznie trudniejszy do powtórzenia. To właśnie wtedy rozpoczęła się przebudowa systemu, której skutki odczuwamy podczas każdej współczesnej podróży samolotem.

Jak 11 września zmienił kontrole na lotniskach w USA?
Różnica między podróżowaniem przed i po 11 września była ogromna. Na amerykańskich lotniskach za bezpieczeństwo odpowiadały wcześniej przede wszystkim linie lotnicze i zatrudniane przez nie prywatne firmy, a obowiązujące standardy były znacznie mniej restrykcyjne. Do bramek mogli docierać również bliscy odprowadzający pasażerów, nawet jeśli sami nie mieli biletu, a lista przedmiotów dopuszczonych do bagażu podręcznego była zdecydowanie szersza niż obecnie. Niewielkie noże z ostrzem krótszym niż ok. 10 cm nie były zakazane, a procedury nie zakładały tak szczegółowego sprawdzania każdego przedmiotu, jaki znamy dzisiaj. Po zamachach ten model został gruntownie przebudowany.
Utworzona w listopadzie 2001 roku Transportation Security Administration (TSA) przejęła nadzór nad kontrolą bezpieczeństwa na lotniskach, wprowadzając jednolite federalne standardy. Strefy za punktami kontroli stały się znacznie bardziej zamknięte, a osoby bez ważnej karty pokładowej przestały mieć do nich swobodny dostęp. Rozszerzono listę zakazanych przedmiotów, zaczęto znacznie dokładniej sprawdzać pasażerów oraz ich bagaż, a walizki nadawane do luku objęto powszechną kontrolą pod kątem materiałów wybuchowych. Z czasem pojawiły się kolejne urządzenia – od ulepszonych wykrywaczy metalu i systemów wykrywających śladowe ilości substancji wybuchowych po skanery ciała oraz tomografy komputerowe pozwalające tworzyć szczegółowe obrazy zawartości bagażu.
Zmieniło się jednak nie tylko to, co dzieje się w terminalu. Jednym z najważniejszych zabezpieczeń stały się wzmocnione drzwi do kokpitu, projektowane tak, by utrudnić ich sforsowanie i pozostające zamknięte przez większość lotu. Rozbudowano również program federalnych funkcjonariuszy podróżujących incognito na pokładach oraz szkolenia załóg dotyczące reagowania na zagrożenia. Przed 2001 rokiem dominowało założenie, że podczas porwania należy przede wszystkim wykonywać polecenia napastników i dążyć do bezpiecznego lądowania, ponieważ wcześniejsze uprowadzenia najczęściej służyły wymuszaniu konkretnych żądań. Po 11 września stało się jasne, że przejęcie samolotu może mieć zupełnie inny cel. Procedury zaczęły więc zakładać zdecydowanie większą ochronę kokpitu, szybszą reakcję na próbę wtargnięcia i aktywne przeciwdziałanie zagrożeniu.
Jednocześnie rozwinięto wcześniejszą weryfikację pasażerów – dane podróżnych mogą być sprawdzane jeszcze przed wydaniem karty pokładowej, a osoby znajdujące się na listach obserwacyjnych podlegają dodatkowym ograniczeniom. W efekcie ochrona przestała opierać się na punkcie kontroli przy wejściu do terminalu, a zaczęła przypominać system wielu kolejnych zabezpieczeń, które mają zadziałać na różnych etapach podróży.
Po 11 września zmieniły się lotniska także w Europie
Zmiany wprowadzone w Stanach Zjednoczonych szybko wpłynęły na cały międzynarodowy system lotniczy, ponieważ skuteczność zabezpieczeń jednego kraju niewiele znaczy, jeśli pasażer może rozpocząć podróż na lotnisku działającym według znacznie łagodniejszych zasad. Przed 11 września państwa Unii Europejskiej samodzielnie odpowiadały za bezpieczeństwo lotnictwa. Po zamachach rozpoczęto więc tworzenie wspólnych standardów obowiązujących w całej Wspólnocie. Objęły one m.in. kontrolę pasażerów, bagażu podręcznego i rejestrowanego, ładunków i poczty, a także zabezpieczenie samolotów i chronionych części lotnisk.
Zaostrzono i ujednolicono również zasady dostępu do stref operacyjnych. Płyty postojowe, zaplecza techniczne czy miejsca obsługi bagażu objęto ściślejszą kontrolą, a weryfikacja pracowników i przepustki uprawniające do wejścia do poszczególnych części portu stały się elementami szerszego systemu zabezpieczeń. Coraz większe znaczenie zyskały także monitoring i ochrona terenu lotniska, ponieważ potencjalne zagrożenie mogło pochodzić nie tylko od pasażera przechodzącego przez terminal, lecz również od osoby posiadającej dostęp od strony zaplecza.
Buty, płyny i skanery. Kolejne zagrożenia zmieniały kontrole na lotniskach
System, który znamy dzisiaj, nie powstał jednak wyłącznie przez wydarzenia z 11 września. Kolejne próby zamachów ujawniały nowe słabości i prowadziły do wprowadzania następnych zabezpieczeń. Po próbie wysadzenia w grudniu 2001 roku samolotu lecącego z Paryża do Miami za pomocą materiałów wybuchowych ukrytych w bucie na wielu lotniskach zaostrzono kontrolę obuwia. Z kolei udaremniony w 2006 roku plan wysadzenia kilku samolotów lecących z londyńskiego Heathrow do Ameryki Północnej przy użyciu płynnych materiałów wybuchowych doprowadził do wprowadzenia ograniczeń dotyczących płynów w bagażu podręcznym. W Unii Europejskiej pasażerowie mogli odtąd przewozić je w pojemnikach o pojemności nie większej niż 100 ml.
Następne incydenty pokazywały, że niebezpieczne materiały można próbować ukrywać także pod ubraniem, co przyspieszyło rozwój skanerów ciała. Równocześnie coraz bardziej zaawansowane stawały się urządzenia prześwietlające bagaż. Tradycyjne aparaty rentgenowskie są dziś na części lotnisk uzupełniane lub zastępowane skanerami CT, które pozwalają tworzyć trójwymiarowy obraz zawartości walizki i dokładniej analizować znajdujące się w niej przedmioty. Rozwój technologii objął również identyfikację podróżnych – coraz większe znaczenie mają wcześniejsza analiza danych pasażerów oraz rozwiązania biometryczne, w tym rozpoznawanie twarzy. W rezultacie współczesne bezpieczeństwo lotnicze opiera się na szeregu procedur, które powstawały przez ćwierć wieku w odpowiedzi na kolejne sposoby omijania istniejących zabezpieczeń.
Źródła: TSA, National Library of Medicine, RSDI
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.

