Szósta rano. Niewyspanie i ekscytacja wyjazdem podnoszą mnie na nogi jeszcze zanim zawarczy budzik. Nie potrzebuję kawy. Miało grzać, nie grzeje, ale zachmurzenie wcale mnie nie zniechęca. W Killmore Quay wsiadamy na jedną z dwóch wypływających na „Wielką Saltee” łodzi pod dowództwem kapitana Declan’a Bates’a.

WIDEO…

player placeholder
b8b1520acbd173c6b7dddddfc00fa61c8ebf1738-f5bb5b8
Fot. Jakub Wojciechowski

Morze jest całkiem spokojne, za lewą burtą pojawia się „Mała Saltee”, na którą niestety nie da się wejść. Czapa chmur zostaje za nami i zaczyna grzać mocne lipcowe słońce. Pełne morze odbija jego coraz mocniejsze promienie. Po parunastu minutach dopływamy na kawałek lądu, który na pierwszy rzut oka nie kryje nic niesamowitego. Skalistą ścieżką w górę mijamy jedyny stojący tam budynek, dom, który wraz z wyspą należy do rodziny Neale od 1943r. Dalej ku klifom polem dzikich jeżyn.

ac98e358fafb7b6aaee89b72a1eeac8777c22acf-3abe56a

Fot. Jakub Wojciechowski
2e3a9448e999e869cd7a3ade5fb8d8178bc2ff48-b333d71

Fot. Jakub Wojciechowski

Gdy tylko łapiemy widnokrąg w oczy uderza nas opowieść o miejscu, w którym fauna zdaje się nie zwracać uwagi na człowieka i można podjeść do niej naprawdę blisko. Psychodelicznie umalowane Maskonury co chwilę zlatują do płytkiej zatoczki i na parę sekund wbijają się w turkus niezmąconej wody, by powrócić na klif z pełnym dziobem narybku dorsza. Nurzyki dzielnie doglądają młodych, które już niedługo będą mogły polować same, a alki flirtują ze sobą w najlepsze.

Zobacz także:
4a8cda75c6d8f44c28efa756409a323b524c8bb2-9da260a

Fot. Jakub Wojciechowski

Lipiec na wyspie to prawie ich drugi miesiąc godowy. Dookoła fruwa wiele różnych gatunków mew, rybitw i gajówek a równomierny blask wody przerywają pojawiające się głowy fok. W ciągu roku można naliczyć tu ponad 220 gatunków ptaków morskich jak i im zagrażających. Sowy i błotniaki zbożowe potrafią wyczuć z dużej odległości, że tu wcale nie będą się musiały namęczyć szukając ofiary.

fb53b260f1863a91913ea74f8315bd2bb0b15bdd-87aff8e

Fot. Jakub Wojciechowski
32724b73e3bf12bdb0bf1ff442e760e44f21622c-d22f8fd

Fot. Jakub Wojciechowski
b792fb0d9e0e536247e6fdddef17b4a301ddb198-36dc720

Fot. Jakub Wojciechowski

Wiodąca skrajem klifu ścieżka zaciąga nas na południowy kraniec wyspy gdzie cel podróży – kilkunastotysięczna kolonia głuptaków dumnie okupuje jej południe. Rozpościerający się z najwyższego na wyspie wzniesienia „The Head” widok oszałamia, dziewiczość natury i jej ogrom, samowystarczalność niezakłócona działalnością człowieka. Tkwiące gdzieś w pamięci słowa poety „Co to za odkrycie - odkrywać, co już odkryte” wcale nie przeszkadzają mi czuć się pionierem-zdobywcą na Galapagos Europy.

27c11f1e9d608a44a071be6592e2a8fc02af219b-be74cbf

Fot. Jakub Wojciechowski

Bliżej jest jeszcze głośniej niż na mumbajskim jarmarku. Harmider i wrzawa, przekomarzanie, zabawa i gonitwa a pomiędzy tym wszystkim niezrozumiały zarazem spokój. Ptaków jest tu kilkanaście tysięcy i można przy nich usiąść bo chyba nie zwracają na nas uwagi. Jeszcze doglądają nielotnych młodych. Pod koniec miesiąca już ich tu nie będzie. Zaraz odpływamy z powrotem. Wielka szkoda, że nie można zostać na noc. Wracając na łódkę jeszcze raz spoglądam na powitalny totem, który nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, gdy tu przypłynęliśmy. Widniejący na nim przekaz od Michaela Pierwszego, który jako pierwszy władca wyspy posyła nam ponadczasową myśl:

Wszyscy ludzie, młodzi i starzy są tu mile widziani, aby przyjść, zobaczyć i cieszyć się z wyspy, i zostawić ją taką jaka jest dla nienarodzonych pokoleń, by one też mogły to zobaczyć i cieszyć się.

Łza kręci się w oku. I niech tak zostanie.

4922480bfe8ab368bd319c237d24c3a7ebe6fd55-c95dcfb

Fot. Jakub Wojciechowski

Tekst i zdjęcia: Jakub Wojciechowski