Sekwana miała być niebezpieczna. Dziś paryżanie szukają w niej ratunku przed upałem
Europejskie miasta odzyskują swoje rzeki. Dzięki kosztownym programom oczyszczania mieszkańcy Paryża, Bazylei czy Kopenhagi znów mogą korzystać z nich jak z naturalnych kąpielisk. W dobie zmian klimatu stają się one czymś więcej niż tylko elementem krajobrazu.

Przez większość życia Pauline Janbon nie wyobrażała sobie kąpieli w paryskiej Sekwanie. – Kiedy byliśmy dziećmi, mówiono nam, że w rzece pływają zwłoki – wspomina 20-letnia studentka Sorbony. – Sekwana miała opinię miejsca skrajnie zanieczyszczonego.
Tymczasem w czerwcu, gdy Francję nawiedziła rekordowa fala upałów, Pauline wraz z tysiącami innych paryżan wskoczyła do miejskich rzek i kanałów. W dniu, w którym ją spotkałam, stała na brzegu Kanału Saint-Martin, otoczona tłumami kąpielowiczów skaczących do wody, pływających i unoszących się na jej powierzchni. – Nigdy wcześniej nie kąpałam się we własnym mieście – mówiła, wyciskając wodę z włosów. – Czuję się, jakbym była na wakacjach.
Paryż jest jednym z wielu europejskich miast, które podjęły walkę o przywrócenie swoich rzek mieszkańcom. Kopenhaga, Bazylea, Zurych, Berno i Oslo przez lata inwestowały w modernizację systemów kanalizacyjnych, rozwój infrastruktury do odprowadzania wód opadowych oraz rozwiązania ograniczające zanieczyszczenie wód. Ich wysiłki przyniosły wymierne efekty. Dziś Europejczycy ponownie korzystają z rzek i kanałów, a wraz z nasilającymi się skutkami zmian klimatu oraz coraz częstszymi falami upałów władze i urbaniści zaczynają postrzegać miejskie akweny jako ważny element adaptacji do wyższych temperatur.
– Obserwujemy, jak ludzie na nowo definiują swoją relację z wodą – mówi Matthew Sykes, współzałożyciel i dyrektor programowy organizacji Swimmable Cities, zrzeszającej instytucje promujące prawo mieszkańców do korzystania z miejskich rzek i kanałów. – Coraz więcej osób dostrzega, że miasto, w którym można bezpiecznie pływać, jest po prostu lepszym miejscem do życia.
Powrót do miejskich rzek. Jak Europa odzyskuje czystą wodę
Aż do początku XX wieku kąpiele w rzekach miejskich były powszechną praktyką w Europie Zachodniej i części Ameryki Północnej. Łazienki i pływalnie budowano bezpośrednio na rzekach – były to miejsca, do których ludzie chodzili zarówno dla rozrywki, jak i po to, by zadbać o higienę. Brak prywatnej instalacji wodno-kanalizacyjnej w domach sprawiał, że rzeczne kąpieliska – popularne w miastach takich jak Nowy Jork, Londyn, Boston, Filadelfia czy Paryż – były często jedynym miejscem, gdzie mieszkańcy mogli się umyć.
Wraz z postępującą industrializacją i gwałtownym wzrostem liczby mieszkańców miejskie rzeki w całej Europie stały się niewyobrażalnie brudne. W Paryżu ścieki, szczątki zwierząt i mydliny odprowadzano bezpośrednio do Sekwany. W rezultacie w 1923 roku władze miasta zakazały kąpieli w rzece, uznając jej wodę za niebezpieczną dla zdrowia. Urzędnicy zaczęli rozmawiać o oczyszczeniu rzeki już w 1988 roku, jednak dopiero w 2016 roku mer Paryża Anne Hidalgo ponownie zobowiązała miasto do oczyszczenia Sekwany. Projekt stał się jednym z filarów starań Paryża o organizację Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2024 roku.
W lipcu 2025 roku, gdy Sekwana została oficjalnie otwarta dla mieszkańców, w trzech wyznaczonych kąpieliskach popływało ponad 100 tys. osób. Zainteresowanie było tak duże, że władze przedłużyły sezon do początku września. Tego lata rzeka wkracza w drugi sezon kąpielowy, a Paryż udowadnia, że oczyszczanie miejskich rzek jest nie tylko możliwe, lecz także kluczowe w dobie zmian klimatu.
W czerwcu Paryż doświadczył najbardziej ekstremalnej fali upałów w swojej historii. We Francji klimatyzacja nadal jest rzadkością – wyposażona jest w nią zaledwie jedna czwarta domów i mniej niż 7 procent szkół. Charakterystyczne dla Paryża haussmannowskie kamienice są przy tym słabo zabezpieczone przed wysokimi temperaturami, przez co mieszkańcy mają niewiele możliwości ochłody.

Gdy pod koniec czerwca temperatury gwałtownie wzrosły, mieszkańcy szukali ochłody w klimatyzowanych alejkach supermarketów i czekali w długich kolejkach do miejskich basenów. Najpopularniejszym sposobem na ucieczkę przed upałem okazały się jednak niedawno oczyszczone paryskie rzeki i kanały, do których tłumnie ruszyli ludzie, by po raz pierwszy wykąpać się we własnym mieście.
Z naukowego punktu widzenia paryżanie mają niewiele powodów do obaw o czystość wody. Każdego dnia miasto monitoruje Sekwanę pod kątem obecności bakterii E. coli i enterokoków, które mogą wywoływać gorączkę, zakażenia dróg moczowych oraz biegunkę. Zgodnie z normami określonymi przez Unię Europejską badania regularnie potwierdzają, że woda nadaje się do kąpieli. Mimo to u wielu paryżan bariera psychologiczna wciąż uniemożliwia pływanie w Sekwanie. Gdy w 2021 roku agencja badawcza IFOP zapytała tysiąc Francuzów o ich opinię na temat rzeki, 70 procent respondentów określiło ją jako brudną, zanieczyszczoną i cuchnącą. Niewielu deklarowało, że zdecydowałoby się na kąpiel. Choć to nastawienie zaczęło się zmieniać, wieloletnia reputacja Sekwany jako brudnej rzeki pozostaje trudna do przełamania.
– Cieszę się, że moi synowie mogą korzystać z wody, ale nie ma mowy, żebym sama do niej weszła – przyznaje 52-letnia Soizic Prado, siedząc na pobliskiej ławce i obserwując pływające dzieci. – Jestem pewna, że woda jest bezpieczna, ale przez całe życie słyszałam, że jest brudna. To po prostu nie zachęca.
Szwajcaria przykładem dla innych miast
W sobotnie popołudnie spakowałam telefon, portfel oraz aparat do wodoszczelnej torby i wskoczyłem do Renu, by wraz z setkami mieszkańców dryfować przez samo centrum Bazylei. Choć Bazyleę dzieli od Paryża zaledwie 400 kilometrów, relacja mieszkańców z rzeką nie mogłaby być bardziej odmienna. – Nigdy nie martwię się o jakość wody – mówi 23-letnia studentka Sophie Mauckenthaler, przepływając obok miejskiej katedry. – Nikt się tym nie przejmuje.
Szwajcaria ma jedne z najczystszych miejskich rzek na świecie. Kraj jest światowym liderem w oczyszczaniu ścieków i każdego roku wydaje na utrzymanie systemu średnio około 860 zł na mieszkańca, znacznie więcej niż inne państwa europejskie. Dzięki temu Bazylea stała się jednym z europejskich miast najbardziej przyjaznych pływakom. W każdy letni dzień można zobaczyć ludzi wskakujących do wody i pijących z miejskich fontann rozmieszczonych na placach oraz rogach ulic. Zdecydowanie najpopularniejszą aktywnością jest jednak pływanie w Renie. Niektórzy mieszkańcy docierają nawet w ten sposób do pracy, unosząc się z nurtem rzeki.
– Nie potrafimy zrozumieć, jak można mieć rzekę w mieście i się w niej nie kąpać – mówi Ruedi Bösiger, szwajcarski ekspert ds. wód słodkich związany z World Wildlife Fund. – To część naszej kultury.
Mieszkańcy Bazylei kąpią się w Renie co najmniej od XV wieku. Pierwsze oficjalne kąpielisko rzeczne miało zostać otwarte w 1831 roku, choć dokumenty archiwalne sugerują, że podobne obiekty mogły istnieć już wcześniej. Od czterech dekad nieodłącznym elementem lata jest spływanie Renem z charakterystycznymi wodoodpornymi torbami, znanymi lokalnie jako Wickelfisch.
Relacja Szwajcarów z rzekami nie zawsze była jednak wolna od problemów. W 1986 roku pożar magazynu środków agrochemicznych firmy Sandoz doprowadził do przedostania się toksycznych substancji do Renu, przez co woda zabarwiła się na czerwono. Wyciek chemikaliów zdziesiątkował organizmy żyjące w dolnym biegu rzeki i został uznany za jedną z najpoważniejszych katastrof ekologicznych w historii Renu. Jeszcze przed tym zdarzeniem szwajcarskie rzeki miejskie były silnie zanieczyszczone. Podobnie jak w wielu innych europejskich krajach w połowie XX wieku miasta odprowadzały do nich odpady przemysłowe, ścieki oraz zanieczyszczenia z fabryk, przez co woda nie nadawała się do kąpieli.
Wyciek chemikaliów w Bazylei doprowadził jednak do gruntownych zmian prawnych w całej Szwajcarii. Powstała infrastruktura zapobiegająca przedostawaniu się do rzeki wody wykorzystywanej podczas akcji gaśniczych, zmodernizowano oczyszczalnie ścieków przemysłowych i komunalnych, a wzdłuż Renu wdrożono kompleksowy system monitorowania jakości wody. – Ten kryzys zjednoczył ludzi i uświadomił im, że muszą zatroszczyć się o Ren – mówi Patricia Holm, badaczka ekosystemów wodnych z Uniwersytetu w Bazylei. – W rezultacie rzeka jest dziś w lepszym stanie niż przed wyciekiem.
Choć Szwajcarię często przedstawia się jako przykład sukcesu, eksperci podkreślają, że nadal pozostaje wiele do zrobienia. – To, że w rzece można bezpiecznie się kąpać, nie oznacza jeszcze, że jest ona nienaruszona pod względem ekologicznym – zaznacza Ruedi Bösiger.
Jakość wody ocenia się przede wszystkim na podstawie poziomu bakterii E. coli, ale taki pomiar nie uwzględnia ogólnego stanu ekologicznego rzeki. Choć szwajcarskie rzeki nie wywołują już chorób u kąpiących się ludzi, ich koryta zostały uregulowane i podzielone przez elektrownie wodne. Doprowadziło to do utraty siedlisk oraz ograniczenia transportu osadów w dół rzek, co negatywnie wpływa na dziką przyrodę i ekosystemy wodne. Eksperci zwracają również uwagę, że badania jakości wody powinny obejmować mikrozanieczyszczenia, takie jak pozostałości leków, pestycydy i parabeny, które mogą szkodzić zdrowiu ludzi oraz zwierząt.
W 2016 roku Szwajcaria jako pierwszy kraj na świecie przyjęła przepisy nakazujące usuwanie substancji chemicznych z wody. Każdego roku kolejne miasta rozbudowują istniejące oczyszczalnie o instalacje do usuwania mikrozanieczyszczeń. Zdaniem ekspertów ważną rolę odegrał również szwajcarski system demokracji bezpośredniej, który pozwala mieszkańcom wpływać na regulacje dotyczące wody poprzez inicjowanie referendów.
Według Yixin Cao, byłej badaczki związanej z Urban Bathing Studio na Uniwersytecie w Lyonie, ten wyjątkowy system polityczny ułatwił działania na rzecz oczyszczania wód i umożliwił mieszkańcom aktywne uczestnictwo w przywracaniu rzek miastom. – W Szwajcarii ludzie postrzegają rzekę jako wspólną przestrzeń i mają do niej zaufanie. Tego podejścia wciąż brakuje w kulturze paryskiej i innych uprzemysłowionych miast Europy – mówi. – Szwajcarzy są bardzo silnie związani ze swoimi rzekami.
Gdy wczesnym wieczorem wyszłam z Renu kilka kilometrów dalej, spotkałam 66-letniego Danny’ego Wehrmuellera, miejscowego reżysera teatralnego, który spędził dzień, unosząc się na wodzie wraz z żoną. Powiedział, że pływanie w miejskich rzekach jest „kwintesencją szwajcarskości”, po czym dodał pewne zastrzeżenie. – Kiedy dorastałem, rzeka nie była wystarczająco czysta, żeby można było się w niej kąpać – wspomina. – Przez pierwsze 30 lat mojego życia nikt nie odważył się wejść do wody. Dziś już nawet nie zastanawiamy się nad zanieczyszczeniem.
Zdaniem Danny’ego możliwość kąpieli w Renie nie powinna być traktowana jako coś wyjątkowego. – To pokazuje, że każdą rzekę można oczyścić – niezależnie od tego, gdzie się znajduje.
Źródło: National Geographic

