Reklama

Pierwsze opisy tej groźnej choroby pochodzą z XII wieku, z terenów dzisiejszego Tadżykistanu. Wywołuje ją wirus RNA, który po raz pierwszy został wyizolowany podczas epidemii wśród żołnierzy na Krymie w 1944 roku, a później w Kongo pod koniec lat 60. XX wieku. Obecnie wirus CCHF (z ang. Crimean–Congo hemorrhagic fever) jest na priorytetowej liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), co stawia go w jednym rzędzie z najgroźniejszymi patogenami świata. Ocieplający się klimat oraz zmiany w rolnictwie sprawiają, że zasięg występowania przenoszących go kleszczy niebezpiecznie przesuwa się na północ, do Europy.

Wirus CCHF: trudny i zmienny przeciwnik

Wirus gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej należy do rodziny Nairoviridae. Jego genom składa się z trzech kolistych segmentów RNA. Wyróżnia się on ogromną różnorodnością genetyczną – naukowcy zidentyfikowali aż siedem jego typów, rozproszonych po Afryce, Azji i ostatnio także Europie, co utrudnia prace nad skuteczną szczepionką.

Wirus atakuje ludzki układ odpornościowy, namnażając się w makrofagach i komórkach śródbłonka naczyń krwionośnych. To prowadzi do gwałtownej odpowiedzi organizmu i zaburzeń krzepnięcia krwi. Potrafi szybko ewoluować i tworzyć nowe warianty.

Kleszcze Hyalomma: niebezpieczni przybysze do Europy

Głównym rezerwuarem i wektorem wirusa są kleszcze z rodzaju Hyalomma. Pajęczaki te różnią się od europejskich gatunków – są większe, bardziej agresywne i aktywnie poszukują żywiciela. Do zarażenia u ludzi najczęściej dochodzi właśnie w wyniku ukąszenia kleszcza, ale wirus CCHF może być również przenoszony poprzez bezpośredni kontakt z krwią lub tkankami zainfekowanych zwierząt gospodarskich, takich jak bydło, owce czy kozy.

Dla tych zwierząt infekcja jest zazwyczaj bezobjawowa, co dodatkowo utrudnia śledzenie zasięgu wirusa. Rozprzestrzenianiu się CCHF sprzyjają też migracje ptaków, które przenoszą zakażone kleszcze na ogromne odległości. Nie bez znaczenia jest też międzynarodowy handel inwentarzem. Grupy najwyższego ryzyka to przede wszystkim rolnicy, pracownicy rzeźni oraz personel medyczny narażony na kontakt z płynami ustrojowymi chorych.

Objawy i przebieg choroby

Przebieg choroby jest gwałtowny, a śmiertelność sięga 40%. Po okresie inkubacji, trwającym 3–9 dni, pojawia się faza przedkrwotoczna z nagłą gorączką, bólami mięśni, sztywnością karku i nadwrażliwością na światło. Pacjenci często skarżą się na nudności, ból brzucha i gwałtowne zmiany nastroju, które mogą przechodzić w dezorientację i agresję.

Po około czterech dniach choroba wchodzi w fazę krwotoczną. Na skórze pojawiają się wybroczyny, dochodzi do krwawień z nosa i dziąseł, a także krwotoków wewnętrznych. W najcięższych przypadkach następuje niewydolność wątroby, nerek i płuc, co prowadzi do śmierci zazwyczaj w drugim tygodniu choroby.

Obecnie nie istnieje żadna zatwierdzona przez WHO terapia przeciwwirusowa. Leczenie ogranicza się głównie do opieki wspomagającej i wyrównywania zaburzeń gospodarki wodno-elektrolitowej. Chociaż stosuje się rybawirynę, dowody na jej skuteczność u ludzi pozostają niejednoznaczne.

Droga CCHF do Europy

Granica występowania kleszczy-wektorów tradycyjnie przebiegała wzdłuż 50. równoleżnika szerokości geograficznej północnej. Jednak dane epidemiologiczne wskazują, że bariera ta staje się coraz bardziej przepuszczalna.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat choroba zaczęła się regularnie, choć sporadycznie, pojawiać w Europie Zachodniej. W 2016 roku potwierdzono pierwszy przypadek w Hiszpanii, a w 2024 roku Portugalia odnotowała pierwszy zgon. W 2026 roku w hiszpańskiej Kastylii-la Manchy potwierdzono już trzy przypadki, jedna osoba zmarła. Na razie nie potwierdzono, czy do zakażeń doszło na terenie Hiszpanii, czy zakażone osoby zaraziły się w podróży.

W latach 1995–2013 aż 228 przypadków stwierdzono w Kosowie. Pojedyncze miały miejsce także w Macedonii Północnej (2023) oraz Grecji (2025). Regularnie pojawiają się też w Turcji, głównie w okolicach wybrzeża Morza Czarnego oraz w Anatolii.

Pierwotnie gorączka krwotoczna krymsko-kongijska występowała w Azji Środkowej, Afryce, na Bliskim Wschodzie oraz Subkontynencie Indyjskim i w Chinach. Tam była i jest poważnym zagrożeniem.

Czy wirus może dotrzeć do Polski?

Prof. dr hab. Joanna Zajkowska z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku w rozmowie z „Faktem” studzi emocje, ale zaleca czujność. Choć pojedyncze kleszcze z rodzaju Hyalomma były już znajdowane na terenie naszego kraju, dotychczas nie stwierdzono w nich obecności wirusa CCHF. Ryzyko zakażenia w Polsce jest obecnie znikome, jednak zmiany klimatyczne mogą w przyszłości stworzyć warunki sprzyjające liczniejszemu osiedleniu się tych pajęczaków.

Należy pamiętać, że w Polsce potwierdzono przenoszenie przez kleszcze z rodzaju Hyalomma innego groźnego patogenu: bakterii Rickettsia aeschlimannii, wywołujących riketszjozę z grupy gorączek plamistych. Tak jak w przypadku wszystkich chorób odkleszczowych, naszą główną bronią pozostaje profilaktyka: stosowanie repelentów na kleszcze oraz zachowanie ostrożności podczas kontaktów ze zwierzętami w rejonach endemicznych.

Źródła: PAP, Fakt

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

Nasza autorka

Magdalena Rudzka

Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.
Magdalena Rudzka
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...