Nowe badanie proponuje dramatyczny scenariusz tego, co wydarzyło się w pierwszych godzinach po uderzeniu planetoidy, która 66 milionów lat temu zakończyła erę dinozaurów. Zespół naukowców, który opublikował swoje ustalenia 28 lipca 2026, twierdzi że uderzenie mogło szybko wywołać deszcz opadającego z nieba gorącego żaru, który dosłownie upiekł wszystkie stworzenia, które nie zdążyły się schronić.

WIDEO…

player placeholder

Uderzenie asteroidy upiekło powierzchnię Ziemi

Około 66 milionów lat temu ogromna planetoida wielkości Mount Everestu, uderzyła w naszą planetę, zabijając 75 proc. gatunków zwierząt, w tym wszystkie dinozaury nieptasie. Zdarzenie to pozostawiło na terenie dzisiejszego półwyspu Jukatan w Meksyku krater Chixculub, o głębokości około 19 kilometrów i szerokości około 177 kilometrów.

Według symulacji komputerowych i dowodów geologicznych, na których opierają się badacze w nowej pracy, uderzenie wyrzuciło ponad 240 mil sześciennych skał i ziemi, a gigantyczna chmura fragmentów dotarła aż na orbitę okołoziemską. Część tego materiału ostygła i zamieniła się w drobne cząstki pyłu, które pozostały na orbicie. Reszta uformowała się w większe i cięższe fragmenty zwane sferulami, każdy o rozmiarze mniej więcej połowy ziarnka cukru, które opadały z powrotem przez atmosferę, niczym mini meteoryty.

Zobacz także:

To właśnie te opadające sferule miały sprowadzić na Ziemię zabójcze gorąco, pochodzące nie tylko z nich samych, ale i błyskawicznie zapalających się pożarów. Jak wyjaśnia współautorka badania Alexandria Johnson z Purdue University, wszystkie zwierzęta, które nie zdążyły znaleźć schronienia, zostały... upieczone.

Craig O'Neill, geofizyk z Queensland University of Technology, który nie brał udziału w badaniu, obrazowo podsumował ten mechanizm w rozmowie z magazynem „New Scientist”. – Każdy dżul ciepła wytworzony przez nadlatujące sferule,  nagrzewał powierzchnię Ziemi. W ciągu około 30 minut lądy zamieniły się w największy grill w historii – powiedział. 

Krajobraz po uderzeniu wyglądał jak piekło

Symulacje sugerują, że kumulacja ciepła była wystarczająco intensywna, by wzniecić globalne pożary. Ponieważ chmura pyłu spowiła planetę i zakryła ją niczym przykrywka garnek, ciepło pozostawało uwięzione przy powierzchni. Większość stworzeń zginęła prawdopodobnie w ciągu godziny lub dwóch od uderzenia, a nie wskutek wielmiesięcznego chłodu, spowodowanego ciemnością. Gdy zrobiło się zimno, dinozaury najprawdopodobniej już nie żyły.

Te stworzenia, którym udało się przeżyć, musiały sobie poradzić w wywołanej pyłem ciemności i spalonym krajobrazie, rozświetlanym tylko przez łuny pożarów. Widok musiał być apokaliptyczny. 

Globalne gorąco nie wyklucza wieloletniej zimy

Jedna z wiodących dotychczas teorii zagłady dinozaurów głosiła, że chmura pyłu po uderzeniu planetoidy zasłoniła światło słoneczne i pogrążyła Ziemię w długiej, globalnej zimie. Rośliny przestały prowadzić fotosyntezę i obumarły, a wiele stworzeń powoli umierało z głodu. Nowe badanie nie obala tej teorii, ale przesuwa zagładę większości zwierząt na pierwsze godziny katastrofy. Ta sama chmura pyłu wywołała zatem najpierw piekielne gorąco, a potem długotrwałe zimno.

Na razie jednak nie ma całkowitej pewności co do wystąpienia globalnych pożarów, bo do tej pory nie szukano ich geologicznych sladów. Jak przyznał Alfio Alessandro Chiarenza, paleontolog z University College London niezwiązany z badaniem, zapewne w końcu odnajdziemy ich geologiczny zapis.

Źródło: Journal of Geophysical Research: Biogeosciences

Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.