Nyos leży w Kamerunie, na styku tropikalnego lasu i wulkanicznych gór. Ten sam pas aktywności geologicznej ciągnie się dalej przez Afrykę Wschodnią, a jego ślady można znaleźć także na Sycylii. Dziś jezioro jest wyposażone w system rur, które odprowadzają dwutlenek węgla z jego głębin. Naukowcy przez lata obserwowali, jak zmienia się zawartość CO₂ i struktura wody, żeby sprawdzić, czy jezioro można zabezpieczyć przed kolejną katastrofą.
WIDEO…
Noc, kiedy jezioro przyniosło śmierć
Wieczorem ludzie wracali do domów, rozmawiali, jedli, a niektórzy świętowali zakończenie dnia targowego. W pewnym momencie z jeziora zaczęły dochodzić odgłosy przypominające głuche dudnienie. Potem nastąpiło gwałtowne uwolnienie dwutlenku węgla.
Chwilę później gaz spłynął po dolinach poniżej jeziora. Ponieważ był cięższy od powietrza, utrzymywał się nisko przy ziemi i stopniowo wypierał z atmosfery tlen. Ludzie tracili przytomność i upadali tam, gdzie stali. Do rana w okolicznych wioskach zginęło 1746 osób, a wraz z nimi tysiące zwierząt. Nie było ściany ognia, przed którą można uciekać, ani powodzi, którą można zobaczyć z daleka. Zagrożenie było niewidoczne.
Zagrożenie wciąż czai się w głębinach
Nyos leży na obszarze kameruńskiej linii wulkanicznej. Z podłoża do jeziora przedostaje się dwutlenek węgla, który rozpuszcza się w głębokiej wodzie, a warstwowa budowa jeziora ogranicza jej mieszanie z powierzchnią. W takich warunkach gaz może gromadzić się przez lata. Badania wykazały, że katastrofa z 1986 roku było najprawdopodobniej wynikiem gwałtownego wydzielenia CO₂ rozpuszczonego w głębokiej wodzie, czyli zjawiska określanego mianem erupcji limnicznej.
Po katastrofie okazało się, że dwutlenek węgla nadal napływa do jeziora. Trzeba było znaleźć sposób, żeby usuwać go stopniowo, zanim ponownie osiągnie niebezpieczne stężenie.
Jak „rozładować” jezioro?
Pierwszą instalację odgazowującą uruchomiono w Nyos w 2001 roku. Dziesięć lat później system rozbudowano o dwie kolejne. Rury sięgają głębokości ponad 200 metrów i wyprowadzają na powierzchnię wodę nasyconą CO₂. Na początku XXI wieku wciąż nie było pewności, czy uda się powstrzymać ponowne gromadzenie CO₂ w głębinach.
Pomiary pokazywały, że gaz nadal napływa z podłoża, dlatego przez kolejne lata obserwowano jego stężenie oraz zmiany zachodzące w jeziorze. Z czasem pojawiły się bardziej optymistyczne wieści. Według autorów badania z 2020 roku jedna z działających rur, przy ciągłej pracy, może równoważyć naturalny dopływ CO₂ do jeziora.
Nyos nie wygląda dziś tak jak przed katastrofą. Woda, która kiedyś była głęboko niebieska, pod wpływem minerałów wynoszonych z dna przez system odgazowywania przybrała rdzawobrązowy kolor. Jezioro, które w 1986 roku stało się miejscem jednej z najbardziej niezwykłych katastrof naturalnych XX wieku, pozostaje miejscem unikatowego eksperymentu, w którym człowiek próbuje utrzymać w ryzach proces podziemne siły natury.
Źródła: Journal of African Earth Sciences, USGS
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.