Najdłuższy i najbardziej wycieńczający dystans w łyżwiarstwie szybkim to próba charakteru, w której decydują detale i odporność psychiczna. 25 okrążeń w hali w Mediolanie przyniosło Polsce jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów w historii zimowych dyscyplin.
Mordercze 25 okrążeń i walka z własnym ciałem
Dystans 10 kilometrów to dla panczenistów absolutna strefa cienia. Przy prędkościach przekraczających 50 km/h mięśnie czwórogłowe płoną pod wpływem kwasu mlekowego, a każdy krok wymaga żelaznej dyscypliny technicznej. Podczas igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 lód zachowywał się wyjątkowo specyficznie, uniemożliwiając bicie rekordów na innych dystansach.
„Już po 12 rundach naprawdę myślałem tylko o tym, żeby po prostu stawiać tę lewą nogę i trzymać pozycję jak najdłużej. Byłem niesamowicie zmęczony. Kiedy wszedłem do strefy wywiadów, lód był jeszcze czyszczony, a ja nie miałem siły mówić. Stałem i trzymałem się za bramę, bo opadłem ze wszystkich sił” – wspomina zawodnik. Ostateczny rezultat dał mu drugie miejsce na podium i tytuł wicemistrza olimpijskiego. Badając wydolność ludzkiego organizmu, fizjolodzy wskazują, że wysiłek na długim torze dorównuje maratonom wysokogórskim.
Sportowy niedosyt i ambicja mistrza
Choć cały kraj świętował zdobycie srebrnego medalu, sam zawodnik nie krył wewnętrznego rozdarcia. W mentalności profesjonalisty z absolutnego topu liczy się wyłącznie najwyższy stopień podium.
„Cały czas czuję złość, że jestem drugi, bo zawsze chcę wygrywać. Pierwszy jest pierwszy, a drugi jest zaraz po nim. Wynik był świetny, ale wisiał na krawędzi – długo nie wiedziałem, czy to w ogóle wystarczy do podium” – przyznaje bez owijania w bawełnę. Mimo zaciętej rywalizacji relacje w czołówce pozostają znakomite. Siemirunnij utrzymuje świetny kontakt ze swoimi rywalami, w tym z Włochem Riccardo Lorello czy Norwegami. Podobne dylematy opisują wybitni sportowcy, których psychologia sukcesu i rywalizacji pcha ku ciągłemu przekraczaniu barier.
Dubstep, kolarstwo i polowanie na rekord świata
Przed startem Władimir izoluje się od otoczenia. Rezygnuje z rozmów, zakładając słuchawki, z których płyną potężne bity. Jak sam podkreśla, agresywny dubstep i mocne techno pomagają mu wyczyścić głowę ze zbędnych myśli i wejść w stan sportowego transu. W życiu codziennym pełni zresztą rolę nieformalnego DJ-a na siłowni, chętnie słuchając polskiego rapu, a od święta nawet disco polo.
Trening panczenisty to nieustanna innowacja. Czerpiąc inspiracje z zawodowego peletonu szosowego, 23-latek przenosi do łyżwiarstwa metody chłodzenia dłoni w lodowatej wodzie znane z Tour de France oraz intensywną jazdę na rowerze latem.
„Mam 23 lata, medale z mistrzostw świata, Europy i igrzysk. Noga jest dobra i nie zamierzam się zatrzymywać. Jestem bardzo blisko rekordu świata na 10 kilometrów i chcę go pobić!” – zapowiada. Taka pasja przypomina wyczyny, jakimi szczycą się sporty ekstremalne na świecie, w których człowiek rzuca wyzwanie prawom fizyki. Przed Polakiem kolejne sezony, w których historia polskiego sportu może wzbogacić się o kolejne rekordy.
Posłuchaj całej rozmowy z Władimirem Siemirunnijem
Pełną rozmowę z Władimirem Siemirunnijem poprowadził Łukasz Załuski, redaktor naczelny National Geographic Polska. Wideo można obejrzeć poniżej, a także na naszym kanale YouTube i w serwisie Spotify.
Źródło: National Geographic Polska