Decyzja zapadła w momencie, w którym sport przestał być bezpieczną enklawą. Zamiast potulnie godzić się na polityczną izolację i groźbę wcielenia do wojska, młody panczenista postanowił uciec na Zachód. Dziś zdobywa laury w biało-czerwonych barwach, otwarcie przyznając, że do dawnego życia nie ma już powrotu.
Podróż z czterema walizkami i bez znajomości języka
Trasa wiodła przez tysiące kilometrów z Jekaterynburga aż do Królewca, skąd ruszył wielogodzinny autobus bezpośrednio ku polskiej granicy. 13 września 2023 roku wysiadł na dworcu Warszawa Zachodnia, nie mając pojęcia, co przyniesie kolejny dzień. W kieszeni miał niewiele poza sportowym zapałem, a w rękach trzymał rower i cztery walizki ze swoim dotychczasowym dobytkiem.
Pierwsze zderzenie z nową rzeczywistością miało miejsce w przydrożnym lokalu gastronomicznym. „Zatrzymaliśmy się na przystanku, 30 minut przerwy. Poszedłem do restauracji coś zjeść i po polsku nic nie rozumiem, jak zmieniłem język na angielski, też nie rozumiem. Cały czas naciskałem płatność przy kasie, ale ekran nie wydawał biletu. Smutny i głodny wróciłem do busu” – wspomina zawodnik.
Z dworca odebrał go ówczesny prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, Rafał Tataruch, zabierając chłopaka do ośrodka w Tomaszowie Mazowieckim. Tam rozpoczęła się budowa nowego życia, a pomoc w formalnościach i treningach okazała się kluczem, by rozwinąć łyżwiarstwo szybkie w Polsce na niespotykaną dotąd skalę.
Pobór do wojska i pacyfistyczne wartości
Wyjazd nie był jedynie wyrachowaną decyzją o transferze sportowym – u jego podstaw leżał głęboki sprzeciw wobec systemu. W realiach państwa rosyjskiego brak statusu studenta natychmiast kieruje nastolatków w kamasze, a machina wojenna nie oszczędza nikogo.
„W Polsce wojsko nie jest obowiązkowe, a w Rosji tak – i to był jeden z moich powodów, dlaczego uciekłem. To marnowanie czasu, a poza tym to straszne. Jestem pacyfistą i jestem bardzo przeciwko wojnie” – podkreśla bez ogródek Siemirunnij.
Odrzucenie represyjnego systemu oznaczało natychmiastowe spalenie mostów politycznych i towarzyskich. Choć najbliżsi koledzy z toru nie odwrócili się od niego demonstracyjnie, pojawiły się wiadomości pełne pretensji i pytań, po co w ogóle wyjeżdżał. Śledząc konflikty geopolityczne w Europie, widać wyraźnie, jak sportowcy stają się mimowolnymi zakładnikami polityki.
Nowy dom pod biało-czerwoną flagą
Adaptacja w Tomaszowie Mazowieckim wymagała gigantycznego wysiłku, ale determinacja szybko przyniosła owoce. Zamiast izolować się wewnątrz bańki, Władimir natychmiast podjął intensywną naukę mowy polskiej z codziennych rozmów i otoczenia. Kluczową postacią, która pomogła zorganizować transfer i zaplecze szkoleniowe, był Konrad Niedźwiedzki, a pieczę trenerską objął Paweł Abratkiewicz.
„Wiedziałem, że Paweł długo pracował w kadrze kobiet i był znakomitym trenerem. Wiedziałem, że idę w dobre ręce” – tłumaczy wicemistrz olimpijski. Po uzyskaniu zgód i polskiego obywatelstwa reprezentant z dumą założył strój z orzełkiem. Za wybór wolności zapłacił wysoką cenę – zakazem wjazdu do stron rodzinnych i wieloletnią rozłąką z bliskimi.
Posłuchaj całej rozmowy z Władimirem Siemirunnijem
Pełną rozmowę z Władimirem Siemirunnijem poprowadził Łukasz Załuski, redaktor naczelny National Geographic Polska. Wideo można obejrzeć poniżej, a także na naszym kanale YouTube i w serwisie Spotify.
Źródło: National Geographic Polska