Dla osób wielojęzycznych granice między poszczególnymi mowami bywają niezwykle płynne. Kiedy jednak podczas egzaminów na uczelni rodowita mieszkanka Krymu nie potrafi odpowiedzieć w ojczystym języku, sytuacja staje się równie komiczna, co kłopotliwa.

Kiedy na egzaminie włącza się warszawski akcent

Wychowana w rosyjskojęzycznym Sewastopolu Walerija w szkole uczyła się języka ukraińskiego. Jednak to język polski, którym posługiwała się na co dzień w pracy i w domu, zdominował jej myśli do tego stopnia, że powroty na studia na Wschód wiązały się z niemałym stresem.

– Kiedy kończyłam tam studia i musiałam z kimś rozmawiać, to automatycznie – a wtedy już dobrze rozmawiałam po polsku – nie byłam w stanie cokolwiek powiedzieć po ukraińsku, bo już mi zaczęło przechodzić na polski. Załączał mi się i w ogóle trudno mi było cokolwiek wykrztusić – przyznaje ze śmiechem. Pokrewieństwo leksykalne języków słowiańskich bywa podstępną pułapką dla pamięci, sprawiając, że mózg człowieka wybiera najczęściej używane konstrukcje i blokuje pozostałe.

Zobacz także:

Pułapki fałszywych przyjaciół i wampiry na pomoc

Początki nauki polszczyzny obfitowały w komiczne nieporozumienia. Szczególnym wyzwaniem okazały się tzw. fałszywi przyjaciele, czyli słowa brzmiące identycznie, lecz niosące zupełnie odmienne znaczenie.

– W Polsce czaszka oznacza kość głowy, a u nas czaszka to może oznaczać filiżankę, kubek do kawy. Albo rosyjskie słowo oznaczające „zapamiętajcie”, które w Polsce brzmi przecież jak „zapomnijcie”. Pytałam mamy: „Słuchaj, to oznacza to?”, a ona mówiła: „Nie, zupełnie co innego!” – wylicza tancerka.

Zamiast żmudnych podręczników gramatycznych, jej kluczem do płynności stała się bestsellerowa powieść młodzieżowa. – Moja pierwsza książka w Polsce to nie był Mickiewicz. Wszyscy czytali wtedy „Zmierzch”. Pomyślałam: spróbuję. Nie znając polskiego, powoli zaczęłam czytać. Coś sobie zaznaczałam, o coś pytałam i po tej jednej książce nauczyłam się płynnie czytać.

Wychowanie malucha w trzech językach naraz

Obecnie kwestia tożsamości językowej nabrała w jej życiu nowego wymiaru. Walerija została mamą chłopca, którego dom od pierwszych dni wypełniają różne kultury i narzecza.

– Moje dziecko już na starcie jest trójjęzyczne, bo ojciec jest jeszcze innej narodowości. Czasami sama już wszystko mieszam i zastanawiam się: Boże, jak dziecko da radę ogarnąć to wszystko naraz? – opowiada z uśmiechem. Eksperci podkreślają, że wielojęzyczność od kołyski rozwija elastyczność poznawczą, choć dla samej mamy oznacza nieustanną gimnastykę umysłową.

Posłuchaj całej rozmowy z Waleriją Żurawlewą.

Pełną rozmowę z Walerią Żurawlewą poprowadził Łukasz Załuski, redaktor naczelny National Geographic Polska. Wideo można obejrzeć poniżej, a także na naszym kanale YouTube i w serwisie Spotify.

player placeholder

Źródło: National Geographic Polska