Zmiany klimatyczne to nie tylko fale upałów, ale też potężne zjawiska pogodowe dyktujące warunki na całym globie. Jednym z najbardziej niszczycielskich jest El Niño – anomalia polegająca na utrzymywaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury na powierzchni wód w strefie równikowej Pacyfiku.

WIDEO…

player placeholder

Wywołuje to łańcuch globalnych katastrof: od gigantycznych susz w Australii i Azji, po niszczycielskie ulewy w obu Amerykach. Biorąc pod uwagę rosnące globalne ocieplenie, tegoroczne zjawisko rozwija się w tak bezprecedensowym tempie, że klimatolodzy musieli bardzo uważnie zweryfikować swoje dane. Ich wnioski nie napawają optymizmem.

Ocean mówi wszystko

Słynny klimatolog prof. James Hansen z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z ewenementem. – To El Niño wręcz rozkwitło i wykracza poza wszelkie skale. Zwykłe wskaźniki pomiarowe przebiły dotychczasowe, historyczne rekordy, mimo że maksymalne skutki zjawiska są jeszcze przed nami – napisał badacz w swoim biuletynie.

Zobacz także:

Hansen uważa, że najtrafniejszą metodą pomiaru siły tego zjawiska jest badanie tego, jak bardzo nagrzewa się górne 300 metrów wschodniego tropikalnego Pacyfiku. Według tego kluczowego wskaźnika, obecna anomalia cieplna już w sierpniu 2026 r. przewyższała parametry tzw. „super El Niño” z lat 1997–1998.

Spór o wskaźniki. Rekord z małym haczykiem

Częściej stosowaną przez badaczy miarą jest jednak wskaźnik Niño3.4. Bada on wyłącznie temperaturę powierzchni morza w konkretnym, prostokątnym obszarze Pacyfiku (między 5 stopniem szerokości geograficznej północnej i południowej). I tutaj w świecie nauki wywiązała się ważna merytoryczna dyskusja.

– Anomalia w strefie Niño3.4 wynosiła w sierpniu około 2°C powyżej normy, co było wartością bardzo wysoką jak na tę porę roku, ale nie tak wysoką jak anomalia w szczytowym momencie El Niño z 1997 i 1998 roku, która wynosiła około 2,5°C – uspokajał Adam Scaife z brytyjskiego urzędu meteorologicznego Met Office w rozmowie z magazynem „New Scientist”. 

Nieścisłość wynika z metodyki. Wyniki te zazwyczaj uśrednia się z trzech lub pięciu miesięcy. Daniel Swain z Kalifornijskiego Instytutu Zasobów Wodnych ostrzega jednak i przyznaje rację Hansenowi, twierdząc, że uśrednianie w tak dynamicznej sytuacji jest po prostu mylące.

– Wartości dla Niño3.4 są obecnie wyraźnie najwyższe w historii dla tej pory roku i oczekuje się, że takie pozostaną do końca roku kalendarzowego – uściśla. Zeke Hausfather z Berkeley Earth podkreśla kluczowy argument: ogromne ciepło zakumulowane głębiej, na 300 metrach, jest zawsze niezawodnym wyprzedzającym sygnałem tego, co lada moment uderzy w powierzchnię wody.

Katastrofa na miarę XIX wieku?

Niezależnie od sporów wokół metodologii, skutki zjawiska odczuje każdy. Adam Scaife ostrzega, że jeśli modele się sprawdzą, to światowe wpływy klimatyczne z 2026 roku daleko wykroczą poza nasze niedawne doświadczenia.

Dla niektórych badaczy punktem odniesienia nie są już nawet lata 90. Hayley Fowler z Uniwersytetu w Newcastle przewiduje, że zjawisko może osiągnąć lub nawet przekroczyć rozmiary El Niño z lat 1877–1878. Tamta potężna anomalia wywołała klęski głodu, które pochłonęły w Azji i Ameryce Południowej około 50 milionów ofiar, co stanowiło wówczas blisko 4% globalnej populacji.

Zagrożenie dla świata, drożyzna w Polsce

A co to w praktyce oznacza dla naszej szerokości geograficznej? Bezpośredni wpływ Pacyfiku na polską pogodę nie jest aż tak silny i to nie El Niño, a ogólnie antropogeniczne zmiany klimatu odpowiadają bezpośrednio za ekstremalne ulewy czy niszczycielskie upały w kraju.

Prawdziwe uderzenie odczujemy jednak w sektorze gospodarczym. Ekstremalne zjawiska w strefie tropikalnej (susze, zaburzenia cyrkulacji) drastycznie zmniejszają tamtejsze plony. Oznacza to, że Polacy odczują historyczną anomalię na sklepowych półkach. Z powodu trudności w uprawach odnotujemy odczuwalny wzrost cen towarów z importu, takich jak kawa, kakao, ryż czy olej palmowy.

Źródło: New Scientist