Trenujesz do upadłego? Lekarze ostrzegają: twoje mięśnie mogą zapłacić za to wysoką cenę
W walce o lepszą formę łatwo ulec przekonaniu, że im cięższy trening, tym większe korzyści dla ciała. Kiedy jednak wysiłek przestaje nas wzmacniać, a zaczyna wyrządzać realne szkody? Badacze odkrywają komórkową granicę dzielącą prawidłowy wzrost siły od rabdomiolizy.

Spis treści:
- Rabdomioliza po treningu. Kiedy wysiłek zaczyna szkodzić mięśniom?
- DOMS czy rabdomioliza? Gdzie kończy się zwykły ból mięśni po treningu?
- Co zwiększa ryzyko rabdomiolizy? Nie chodzi tylko o zbyt ciężki trening
- Kto jest najbardziej narażony na rabdomiolizę?
W dążeniu do sprawności fizycznej napędza nas dobrze znana mantra: mocniej, szybciej, silniej. Gonimy za progresem, przesuwając granice możliwości naszego ciała – ale co się dzieje, gdy ciało zaczyna się bronić?
Rabdomioliza po treningu. Kiedy wysiłek zaczyna szkodzić mięśniom?
Mięśnie mają niezwykłą zdolność adaptacji – ale ona również ma swoje granice. Skrajnym przypadkiem jest rabdomioliza – stan, w którym dochodzi do rozpadu tkanki mięśniowej i uwalniania do krwiobiegu białek oraz elektrolitów, co może zagrażać narządom, takim jak serce czy nerki.
Rabdomioliza powysiłkowa (ER) to odmiana wywołana wysiłkiem fizycznym. – Dane wskazują, że liczba przypadków ER rośnie od 2020 roku – mówi Nick Kruijt, badacz z Centrum Medycznego Uniwersytetu Radboud. – Częściej występuje u rekrutów wojskowych, gdzie kluczową rolę odgrywają skrajny wysiłek i przegrzanie. Jednak zapadalność rośnie również wśród sportowców amatorów, zwłaszcza w dyscyplinach wymagających treningu ekscentrycznego – czyli takiego, w którym mięśnie generują siłę, będąc jednocześnie rozciągane.
Badacze uważają, że składa się na to kilka czynników. Większa świadomość wśród sportowców, trenerów i lekarzy prawdopodobnie przełożyła się na częstszą diagnostykę. Jednocześnie niektórzy eksperci wskazują na powrót do ćwiczeń po pandemii oraz rosnącą popularność wyzwań wytrzymałościowych i trendów fitness napędzanych przez media społecznościowe.
– Obserwujemy przypadki rabdomiolizy zgłaszane przy wszelkiego rodzaju aktywnościach fizycznych – mówi dr Tamara Hew-Butler, badaczka wydajności sportowej na Uniwersytecie Wayne State. – Pojawia się na zajęciach ze spinningu, u piłkarzy, a nawet w pływaniu. Niektóre niezwykłe przypadki obejmują pacjenta, który spędził długi czas na pracy w ogrodzie oraz innego, który zbyt gorliwie i bez przerwy grał na perkusji przez wiele godzin.
Rabdomiolizę odnotowywano również po bardzo intensywnych programach treningowych, między innymi sesjach CrossFitu, wyzwaniach typu Murph oraz zawodach HYROX. Nie oznacza to jednak, że same te formy aktywności są niebezpieczne – wiele osób może uprawiać je bezpiecznie, pod warunkiem że obciążenia zwiększane są stopniowo, a między treningami pozostawia się wystarczająco dużo czasu na regenerację. Ryzyko pojawia się dlatego, że programy te często łączą kilka dobrze znanych czynników ryzyka: bardzo silną motywację ćwiczących, dużą objętość treningową, angażowanie całego ciała oraz przegrzanie organizmu.
Rabdomioliza jest jednak tylko skrajnym przykładem znacznie szerszego problemu biologicznego. Każdy trening pobudza mięśnie do adaptacji, ale każdy niesie również pewne ryzyko ich uszkodzenia. Naukowcy próbują obecnie ustalić, gdzie dokładnie znajduje się biologiczny punkt krytyczny, w którym korzystna adaptacja zaczyna przeradzać się w uszkodzenie.
DOMS czy rabdomioliza? Gdzie kończy się zwykły ból mięśni po treningu?
Nie każdy rozpad mięśni jest czymś złym. – Pewien stopień uszkodzenia jest potrzebny, żeby organizm mógł się poprawiać i stawać silniejszy – mówi dr Tamara Hew-Butler. Mięśnie szkieletowe są aktywną tkanką, która nieustannie przebudowuje się zarówno podczas wysiłku, jak i odpoczynku. Ćwiczenia po prostu przyspieszają ten proces.
Uszkodzenia mięśni nie da się więc jednoznacznie podzielić na „normalne” i „patologiczne” – tworzy ono całe spektrum. Na jednym jego końcu znajduje się dobrze znana opóźniona bolesność mięśniowa (DOMS), czyli ból pojawiający się często po nietypowym lub nowym rodzaju wysiłku i zazwyczaj ustępujący bez leczenia. Na drugim końcu znajduje się rabdomioliza, w której rozpad tkanki mięśniowej staje się na tyle poważny, że może zagrozić innym narządom. Gdzie zatem przebiega granica między jednym a drugim?
Kluczowym markerem diagnostycznym rabdomiolizy jest kinaza kreatynowa (CK) – enzym uwalniany w wyniku rozpadu mięśni. Pomaga lekarzom ocenić stopień uszkodzenia tkanki mięśniowej, ale nie wyznacza wyraźnej granicy między prawidłową adaptacją mięśni a stanem chorobowym. Po wysiłku stężenie CK może wzrosnąć bardzo gwałtownie, nie powodując przy tym żadnych szkód. Co więcej, niektóre badania wykazały, że poziom CK może sięgać nawet 175-krotności wartości prawidłowej, a mimo to nie występują objawy ani powikłania rabdomiolizy.
Nick Kruijt wraz ze współpracownikami niedawno zainicjował dyskusję, której celem było wyznaczenie bardziej jednoznacznej granicy. Zespół osiągnął konsensus, zgodnie z którym minimalny poziom CK przemawiający za rozpoznaniem rabdomiolizy wysiłkowej powinien przekraczać 50-krotność górnej granicy normy. Taki próg pozwala lepiej zobrazować skalę rozpadu mięśni, ale jednocześnie uwidacznia poważny problem, z którym mierzą się badacze.
– Reakcje różnych osób na wysiłek są niezwykle zróżnicowane – mówi prof. Chris Gaffney, starszy wykładowca fizjologii integracyjnej na Uniwersytecie Lancaster. – To sprawia, że bardzo trudno ustalić, co powoduje, że u jednej osoby normalny rozpad mięśni przekracza granicę i staje się procesem patologicznym.
Rabdomiolizę może być również trudno rozpoznać. Klasyczna triada objawów – osłabienie mięśni, ból i ciemne zabarwienie moczu – nie występuje u każdego pacjenta. Mocz może przy tym przypominać kolorem czarną herbatę. Ponieważ pewien stopień bólu i osłabienia mięśni po treningu uważa się za całkowicie normalny, wielu sportowców przypisuje swoje dolegliwości DOMS. Objawy związane z wysiłkiem są tak często traktowane jako coś zwyczajnego, że niewiele osób zgłasza się po poradę lekarską – przez co znaczna część przypadków w obrębie tego spektrum może pozostawać nierozpoznana.
Co zwiększa ryzyko rabdomiolizy? Nie chodzi tylko o zbyt ciężki trening
Ponieważ żaden pojedynczy czynnik nie przesądza o tym, czy u danej osoby rozwinie się rabdomioliza, badacze uważają, że najczęściej dochodzi do niej wtedy, gdy nakłada się na siebie kilka obciążeń fizjologicznych. Jednym z najbardziej oczywistych przykładów jest obciążenie treningowe. Kilka dni intensywnych ćwiczeń z rzędu bez odpowiedniego odpoczynku, nagły skok intensywności oraz duża objętość ćwiczeń ekscentrycznych angażujących całe ciało mogą sprawić, że organizm przekroczy swoje możliwości.
Ryzyko może być dodatkowo zwiększane przez wysoką temperaturę. – Oba te stany łączy wysoka temperatura wewnętrzna ciała, która może prowadzić do rozpadu mięśni – tłumaczy Coen Bongers, termofizjolog z Radboudumc. – Na przykład HYROX obejmuje bardzo intensywny wysiłek, łączący bieganie i ćwiczenia siłowe.
W niesprzyjających warunkach – szczególnie przy upale, niedostatecznej regeneracji lub źle dobranym tempie – takie połączenie może stworzyć wyjątkowo niekorzystną kumulację czynników. I nie dotyczy to wyłącznie wydarzeń odbywających się na zewnątrz. Trening w warunkach wysokiej temperatury może odbywać się również w pomieszczeniach: w słabo wentylowanych siłowniach, zatłoczonych salach treningowych, podczas zajęć spinningowych czy treningów wytrzymałościowych przy ograniczonym przepływie powietrza.
Trening całego ciała również może zwiększać ryzyko, ponieważ angażuje większą objętość tkanki mięśniowej. Znaczenie mają jednak także poszczególne grupy mięśni. – Bicepsy są mniejsze niż mięśnie czworogłowe uda, ale mogą ulegać rozpadowi łatwiej – zaznacza dr Tamara Hew-Butler.
Kto jest najbardziej narażony na rabdomiolizę?
W ostatnich latach różnice w poziomie ryzyka między płciami stały się mniej wyraźne. – Początkowo sądzono, że mężczyźni są bardziej podatni niż kobiety ze względu na większą masę mięśniową – mówi prof. Chris Gaffney. – Nowsze dane sugerują jednak, że może to nie być prawdą.
Kobiety również mogą ćwiczyć z bardzo dużą intensywnością, zbliżając się do własnych granic fizjologicznych – a jednocześnie historycznie były niedostatecznie reprezentowane w badaniach. Starsze prace często obejmowały zbyt mało kobiet, by można było prawidłowo ocenić ich ryzyko.
Znaczenie ma również indywidualna podatność, która może wynikać z predyspozycji genetycznych. – Pacjenci, u których rabdomioliza występuje więcej niż raz, powinni zostać przebadani pod kątem defektu genetycznego tkanki mięśniowej, który może zwiększać jej skłonność do rozpadu – mówi Coen Bongers.
Ponieważ nie istnieje sprawdzony algorytm pozwalający przewidzieć, czy u konkretnej osoby rozwinie się rabdomioliza, lekarze opierają się na znanych czynnikach ryzyka. Do dobrze udokumentowanych należą nieprzystosowanie do intensywnego wysiłku, stres cieplny, niedawno przebyta infekcja wirusowa oraz niektóre leki, takie jak statyny. Inne możliwe czynniki – w tym kofeina, alkohol oraz niektóre leki przeciwdepresyjne – nadal są przedmiotem badań.
Istotną zmienną wydaje się również nawodnienie. – Wiemy, że odwodnienie jest czynnikiem ryzyka rabdomiolizy, ale coraz bardziej niepokoi nas również to, że nadmierne nawodnienie może zwiększać jej prawdopodobieństwo – mówi dr Tamara Hew-Butler. – Włókna mięśniowe obrzęknięte od nadmiaru wody są mniej stabilne i łatwiej ulegają rozpadowi podczas wysiłku.
Mimo to naukowcy ostrzegają przed wyolbrzymianiem zagrożenia. – Długoterminowe badania interwencyjne, w których stosowano maksymalny wysiłek ekscentryczny, dostarczają niewiele dowodów na występowanie rabdomiolizy wysiłkowej – mówi Paul Greenhaff, profesor metabolizmu mięśni na Uniwersytecie Nottingham. Innymi słowy, nawet bardzo intensywny wysiłek rzadko sam w sobie prowadzi do rabdomiolizy. Ryzyko wydaje się rosnąć przede wszystkim wtedy, gdy nakłada się na siebie kilka różnych czynników obciążających organizm.
Dlatego przewidywanie i zapobieganie rabdomiolizie nie polega na całkowitym unikaniu ciężkich treningów, lecz raczej na odpowiednim przygotowaniu, stopniowym zwiększaniu obciążeń oraz umiejętności rozpoznawania najważniejszych sygnałów ostrzegawczych.
– W rzadkich przypadkach ćwiczenia mogą być niebezpieczne, ale jednocześnie są dla nas naprawdę bardzo korzystne – mówi Coen Bongers. Prof. Chris Gaffney zgadza się, że adaptacja organizmu ma kluczowe znaczenie. – Najważniejsze jest, by pamiętać, że fizjologia organizmu potrzebuje czasu na przystosowanie się.
Źródło: National Geographic
Szukasz więcej inspirujących podróży, fascynujących odkryć i opowieści ze świata nauki? Skorzystaj ze specjalnej oferty prenumeraty magazynów National Geographic Polska i National Geographic Traveler.

