Niepokojące badanie tuszów do tatuażu. FDA wykryła bakterie w co trzeciej próbce
Najnowsze badania amerykańskiej agencji FDA ujawniają, że co trzeci tusz do tatuażu oznaczony jako sterylny, zawiera bakterie. W przebadanych próbkach tuszów naukowcy odkryli blisko sto gatunków drobnoustrojów, w tym groźne patogeny.

Tatuaż jest praktyką znaną ludzkości od tysiącleci, wymaga jednak potencjalnie ryzykownej ingerencji w skórę. Współcześni tatuatorzy zachowują najwyższe standardy higieny, ale ich wysiłki mogą nie wystarczyć. Retrospektywna analiza badań z lat 2018–2024, przeprowadzona przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA), dowiodła, że spory odsetek tuszów do tatuażu zawiera mikroorganizmy. Badacze znajdowali zdolne do namnażania się bakterie nawet w fabrycznie zamkniętych opakowaniach, oznaczonych jako „sterylne”. Problem dotyczył ponad 30% tuszów. Choć badanie przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych, jego wyniki powinni wziąć sobie do serca miłośnicy tatuaży na całym świecie – tusze pochodziły od różnych producentów, nie tylko krajowych.
Iluzja sterylności
Szeroko zakrojone badanie objęło 259 nieotwartych opakowań tuszów do tatuażu oraz makijażu permanentnego od różnych producentów. Wyniki są alarmujące: skażenie bakteryjne potwierdzono w 35,4% próbek. Co najbardziej niepokojące, deklaracja sterylności na etykiecie nie stanowiła żadnej gwarancji – w tej grupie aż 30,5% produktów zawierało bakterie, co jest wynikiem zbliżonym do tuszów niesterylnych.
Analiza nie wykazała istotnych różnic między barwnikami produkowanymi w USA a importowanymi, co sugeruje, że problem ma charakter globalny. To kolejne badanie ujawniające ryzyko zdrowotne związane z tatuażami. Wcześniej odkryto ich związek z czerniakiem skóry. Udowodniono też, że nawet sterylny tusz może być ryzykowny, trafia bowiem do węzłów chłonnych i może wpływać na układ odpornościowy.
Kalejdoskop groźnych bakterii w tuszach
W trakcie testów zidentyfikowano aż 94 gatunki bakterii z 38 rodzajów. Jedna trzecia z nich to patogeny groźne dla człowieka. Wśród najczęściej występujących mikroorganizmów znalazły się rodzaje: Bacillus, Pseudomonas oraz Staphylococcus. Naukowcy wyizolowali m.in. pałeczkę ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa) oraz laseczkę woskową (Bacillus cereus).
Badacze zaznaczają jednak, że rzeczywista liczba gatunków może być jeszcze większa – zastosowana metoda hodowli mogła nie wykryć bakterii o wolno rosnących koloniach, takich jak Mycobacterium, które często są przyczyną infekcji po tatuowaniu, a w laboratorium wymagają specjalistycznych pożywek.
Jak zminimalizować ryzyko infekcji?
Choć obecność bakterii w tuszu nie zawsze prowadzi do choroby, wyniki badań korelują z licznymi przypadkami wycofywania produktów z rynku oraz udokumentowanymi incydentami infekcji u klientów. Eksperci FDA podkreślają, że konieczne jest wprowadzenie bardziej rygorystycznych metod sterylizacji oraz ujednolicenie standardów produkcyjnych.
Dla konsumentów kluczowym elementem ochrony jest wybór studia tatuażu, które trzeba dokładnie sprawdzić. Tatuatorzy przestrzegający surowych zasad higieny i monitorujący komunikaty o wadliwych partiach towaru są w stanie znacząco ograniczyć ryzyko.
Źródło: Scientific Reports
Nasza autorka
Magdalena Rudzka
Redaktorka i wydawczyni National-Geographic.pl. Wcześniej związana m.in. z National Geographic Traveler i magazynem pokładowym PLL LOT Kaleidoscope. Z wykształcenia humanistka (MISH i SNS PAN), ale to przyroda stanowi jej największą pasję. Szczególnie bliskie są jej ekosystemy słodkowodne, a prawdziwym „konikiem” są ryby. W National-Geographic.pl pisze o swoich przyrodniczych pasjach, nauce i medycynie. Prywatnie ceni sobie podróże po nieoczywistych kierunkach, ze szczególnym sentymentem do Europy Środkowej i Wschodniej.

