Zespół naukowców przebadał 24 historyczne próbki preparatu Mumia vera aegyptiaca, pochodzące ze zbiorów uniwersyteckich oraz muzeów farmacji. Wyniki analiz badacze opublikowali w czasopiśmie naukowym „Proceedings of the National Academy of Sciences” (PNAS). Eksperyment wykazał, że ekstrakt z dawnego medykamentu wykazuje działanie przeciwwirusowe, a przy okazji ujawnił nieznany wcześniej składnik egipskich balsamów. Jak to możliwe, że po tylu latach… wciąż działa?

WIDEO…

player placeholder

Czarny rynek bandaży i podrabiane zwłoki z pustyni

Moda na zażywanie preparatu Mumia vera aegyptiaca w świecie arabskim i w Europie narodziła się z dawnego błędu tłumaczeniowego. Perskie słowo mummiya oznaczało naturalny asfalt (bitum) wyciekający ze skał, któremu w starożytności przypisywano właściwości gojące rany. Gdy krzyżowcy i kupcy zobaczyli poczerniałe od żywic ciała w egipskich grobowcach, uznali, że są one nasączone tym cennym minerałem i zaczęli masowo wywozić je do aptek.

Cudowny lek na wszystko

Lekarze zalecali zeskrobiny z bandaży i tkanek na rany, problemy z oddychaniem, paraliż oraz epilepsję, a sam proszek zażywał między innymi król Francji Franciszek I. Popyt na ten surowiec doprowadził w XVI wieku do wprowadzenia zakazu wywozu mumii z Egiptu. Interes był jednak tak dochodowy, że nieuczciwi handlarze zaczęli podrabiać mumiowy proszek, susząc w pustynnym piasku ciała zmarłych współczesnych sobie skazańców i biedaków.

Zobacz także:

Aloes w grobowcu i laboratoryjny test na grypę. Z czego jest ten lek?

Mimo wielowiekowej popularności tej substancji w aptekarstwie, jej dokładny skład chemiczny pozostawał dotąd słabo zbadany. Analiza muzealnych próbek ujawniła obecność kwasu 7-oksodehydroabietynowego, który występuje w żywicach drzew iglastych, takich jak sosna. Zaskoczeniem okazało się jednak wykrycie w wielu próbkach metabolitów aloesu – rośliny, której nigdy wcześniej nie zidentyfikowano w badaniach egipskich mieszanek balsamujących.

Aby sprawdzić działanie dawnej maści, naukowcy zaaplikowali ekstrakt z Mumia vera aegyptiaca na komórki nerek psa zainfekowane czterema różnymi typami wirusa grypy. Komórki potraktowane wyciągiem z mumii przeżywały dłużej w porównaniu z grupą kontrolną, wykazując odporność między innymi na popularne w sezonie jesienno-zimowym szczepy H1N1 oraz H3N2.

Zagadka aktywnego składnika pozostaje tajemnicą

Badacze początkowo podejrzewali, że za ochronę komórek odpowiada kwas pochodzący z żywicy sosnowej, któremu już wcześniej przypisywano właściwości lecznicze. Kiedy jednak przetestowali ten związek w odizolowaniu, nie powstrzymał on namnażania wirusa. Oznacza to, że za tarczę antywirusową odpowiada inny, mniej liczny składnik balsamu lub synergiczne połączenie kilku różnych substancji nałożonych na ciało zmarłego.

„Podkreślamy, że zaobserwowana w tym badaniu aktywność przeciwwirusowa nie potwierdza bezpośrednio historycznych deklaracji medycznych, ponieważ w średniowiecznych ani wczesnonowożytnych źródłach grypa nie była uznawana za wskazanie do stosowania Mumia vera aegyptiaca” – podsumowują autorzy publikacji w „PNAS”.

Odkrycie nie dowodzi więc, że dawni medycy faktycznie wyleczyli kogokolwiek z infekcji dróg oddechowych za pomocą proszku z grobowca. Pokazuje jednak, że za makabryczną praktyką aptekarską kryła się rzeczywista aktywność biologiczna dawnych żywic i wyciągów roślinnych. Mieli nosa.

Źródło: PNAS, IFLScience