Reklama

Z obszernego raportu „Global Burden of Disease” (GBD), opublikowanego na łamach prestiżowego czasopisma „The Lancet Public Health”, płynie niepokojący wniosek: długość życia rośnie szybciej niż jakość naszego zdrowia. Zjawisko to naukowcy nazywają „luką zachorowalności” (ang. morbidity gap), a statystyki pokazują, że rośnie ona w zatrważającym tempie na całym świecie.

Przepaść w liczbach

Dane zebrane przez badaczy mówią same za siebie. W 1990 roku średnia oczekiwana długość życia na świecie wynosiła 64,6 lat. W 2023 roku było to już 73,8 lat. Wzrosła także oczekiwana długość życia w zdrowiu, ale drastycznie wolniej. W efekcie czas spędzony w złym stanie zdrowia wydłużył się z 8,8 do 10,7 lat. Oznacza to, że obecnie przeciętny człowiek spędza blisko 15% całego swojego życia, zmagając się z przewlekłymi schorzeniami. Co gorsza, problemy te nie dotyczą wyłącznie wieku podeszłego – pogorszenie zdrowia uderza w nas przez cały okres dorosłości.

Bogaci i kobiety cierpią najdłużej, bo najdłużej żyją

Wydawać by się mogło, że to kraje rozwijające się mają największy problem ze zdrowiem obywateli. Nic bardziej mylnego. Największą cenę za długowieczność płacą państwa wysokorozwinięte.

Kraje o najwyższym wskaźniku rozwoju społeczno-demograficznego (SDI) mają najszerszą lukę zachorowalności. W 2023 roku rekordy biły Stany Zjednoczone (aż 14 lat w chorobie), Australia (13,9) oraz Kanada (13,7). Dla porównania, w Afryce Subsaharyjskiej wskaźnik ten wynosił dokładnie 9 lat. Nie oznacza to, że powinniśmy równać do krajów mniej rozwiniętych – nasze osiągnięcia cywilizacyjne sprawiły jednak, że potrafimy utrzymać chorych przy życiu, ale nie potrafimy zapewnić im komfortu funkcjonowania.

Wyraźne różnice widać także w podziale na płeć. Kobiety żyją średnio dłużej od mężczyzn w niemal każdym zakątku globu, jednak ten dodatkowy czas to także lata pełne dolegliwości. W ubiegłym roku luka zachorowalności dla kobiet wyniosła 12,1 roku, podczas gdy u mężczyzn – 9,3 roku.

Co odbiera nam zdrowie?

Skoro nie zabijają nas już tak często ostre infekcje bakteryjne czy wirusowe (badania wykazały, że nawet pandemia COVID-19 nie odwróciła tego trendu), co sprawia, że chorujemy? Naukowcy wskazują, że za ponad 57% lat przeżytych w złym zdrowiu odpowiada stosunkowo wąska grupa przewlekłych, niezakończonych śmiercią schorzeń.

Na pierwszym miejscu znajduje się cichy wróg współczesnego, siedzącego trybu życia: zaburzenia układu mięśniowo-szkieletowego, ze szczególnym uwzględnieniem bólu lędźwi. Kolejne pozycje zajmują zaburzenia psychiczne (depresja i stany lękowe), choroby narządów zmysłów (np. postępująca utrata słuchu) oraz powikłania poupadkowe.

Eksperci z Institute for Health Metrics and Evaluation (IHME) alarmują – najważniejsze nie jest już tylko wydłużanie życia (ang. lifespan), ale wydłużanie życia w zdrowiu (ang. healthspan). Główne przyczyny, które napędzają tę epidemię niepełnosprawności – stale podwyższony poziom cukru we krwi, wysokie BMI czy palenie tytoniu – są w dużej mierze modyfikowalne. Zamiast skupiać się na ratowaniu życia w jego schyłkowej fazie, systemy ochrony zdrowia muszą pilnie zainwestować w profilaktykę i codzienną rehabilitację. Po co nam dłuższe życie, skoro nie możemy się nim cieszyć?

Źródło: The Lancet Public Health

Nasz autor

Jonasz Przybył

Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Jonasz Przybył
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...