Przekonanie, że żywi funkcjonują pośród duchów zmarłych jest uniwersalne dla całej ludzkości. Pojawia się w wierzeniach i mitologiach sprzed tysięcy lat, ma swe stałe miejsce w dziełach Homera, Owidiusza, Dantego i Szekspira. Losy zmarłych miały być dla nas przykładem lub przestrogą, a pojawiające się duchy same chciały pomóc żywym lub potrzebowały ich pomocy.

WIDEO…

player placeholder

Jednak poza mitologicznymi lub literackimi przykładami historia zna wiele opowieści ludzi, którzy doświadczyli czyjejś niewidocznej obecności. Temat wzbudził zainteresowanie wielu naukowców. A chociaż fizycy, jak np. Sean Carroll z Caltech w artykule „Physics and the Immortality of the Soul” oraz Brian Cox w programie BBC twierdzą, że duchy wymagałyby nowej, dotąd niewykrytej cząstki lub siły, oddziałującej ze zwykłą materią, to eksperci od naszych umysłów przekonują, że to nie w fizyce powinniśmy szukać rozwiązania.

Ktoś tam jest

Brytyjscy badacze pod kierownictwem Bena Aldersona-Day’a z Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Durham opublikowali niedawno na łamach czasopisma „Psychological Medicine” artykuł zatytułowany „Odmiany poczucia obecności? Trzy badania ankietowe dotyczące zjawiska poczucia obecności i jego związków z psychopatologią.”

Zobacz także:

We wstępie do badań możemy przeczytać: „Doświadczenia poczucia obecności (ang. felt presence, FP) są dobrze udokumentowane w neurologii, neuropsychologii i badaniach nad żałobą, jednak liczba systematycznych badań nad ich związkiem z psychopatologią pozostaje ograniczona. Poczucie obecności występuje w kontekście zaburzeń integracji czuciowo-ruchowej w psychozie, doświadczeń hipnagogicznych, aktywności podejmowanych w samotności oraz doświadczeń duchowych, lecz badania porównujące te zjawiska nadal należą do rzadkości. Porównawcze podejście do fenomenologii poczucia obecności może pomóc zidentyfikować wspólne i swoiste procesy leżące u podstaw tego doświadczenia w różnych kontekstach, co może mieć znaczenie dla jego rozumienia klinicznego oraz podejmowanych interwencji.”

Duchy a zaburzenia psychiczne

Grono naukowców z brytyjskich uczelni zrekrutowało do badania trzy grupy uczestników. Osoby z pierwszej grupy albo określały się jako „słyszące głosy”, albo miały rozpoznane zaburzenie psychiczne lub neurologiczne, takie jak schizofrenia. Wielu uczestników drugiej grupy znaleziono za pośrednictwem organizacji zajmujących się duchowością. Prawie nikt z nich nie miał rozpoznania klinicznego, ale niektórzy opisywali epizody jasnowidzenia: wizji, jasnoczucia i słyszenia głosów bez widocznego źródła. Ostatnią grupę stanowili sportowcy uprawiający sporty wytrzymałościowe lub ekstremalne, czasem samotnie. Tylko nieliczni mieli jakiekolwiek rozpoznanie psychiatryczne. Wszystkie grupy otrzymały internetowe kwestionariusze z prośbą o opisanie doświadczeń, w których wyczuwały obecność ducha.

Dlaczego niektórzy wciąż doświadczają zjawisk, które uznają za nadprzyrodzone?
Dlaczego niektórzy wciąż doświadczają zjawisk, które uznają za nadprzyrodzone? / fot. Shutterstock

Około połowy badanych opisywało „odczuwaną obecność” jako ludzką postać, często utożsamiając ją ze zmarłym bliskim. Zwykle wyczuwano ją tuż za sobą lub w pobliżu, poprzez dotyk albo słuch. Doznania obejmowały zarówno wrażenie bycia obserwowanym, jak i silny lęk przed zagrożeniem. Osoby doświadczające ich częściej nadawały obecności charakter anielski lub demoniczny.

Paranoje, omamy i sport

Jedną z badanych osób nawiedzała eteryczna młoda kobieta. Osoba ta miała poczucie, że ich losy w jakiś sposób się splotły i że przejmuje od zjawy emocje, słowa oraz obrazy. Zjawa ukazywała się jak obraz nałożony na widok pokoju, przynosząc ze sobą własne, widmowe otoczenie.

Inna osoba, uprawiająca sport wytrzymałościowy, wspominała, że podczas wyścigu niemal uległa hipotermii, gdy nagle przed nią pojawiło się niewyjaśnione jasne światło. Kontynuowała wysiłek i ukończyła zawody, przekonana, że bez tego światła wyścig zakończyłby się jej śmiercią.

Jeszcze inna osoba uczestnicząca w badaniu z trudem potrafiła opisać swoje doznanie: obecność, którą – jak się wydawało – powinno dać się zobaczyć lub usłyszeć, lecz która znikała w chwili, gdy próbowało się na nią spojrzeć albo jej nasłuchiwać. Można było wnioskować o niej jedynie na podstawie nagłego poczucia, że coś tam jest, lub narastającej grozy. Jednak za każdym razem, gdy osoba ta próbowała ją odnaleźć wzrokiem lub bezpośrednio usłyszeć, nie było niczego.

Według analiz zjawisko poczucia obecności występowało najczęściej u osób skłonnych do omamów, a samemu wrażeniu często towarzyszyła paranoja. Osoby słyszące głosy opisywały najwięcej szczegółów zmysłowych, a praktykujące spirytyzm często zgłaszały, że poczucie duchowej obecności pojawiało się podczas medytacji. Zdaniem badaczy może to wiązać się z absorpcją, czyli głębokim zanurzeniem w wyobrażeniach. We wszystkich grupach podobne doświadczenia pojawiały się także na granicy snu i czuwania.

Mimo licznych podobieństw między relacjami przyczyny tego zjawiska pozostają niewyjaśnione. – Biorąc pod uwagę, że niektóre odczuwane obecności nie mają wyraźnych cech cielesnych, możliwość istnienia innych rodzajów złudzenia obecności wymaga dalszych badań – podsumowali uczeni.

Wygląda na to, że potrzeba jeszcze wielu badań, by rozwikłać ten fenomen. Ale przynajmniej kluczowe zdanie z filmu M. Nighta Shyamalana „Szósty zmysł” – „widzę martwych ludzi” – wciąż będzie wywoływać halloweenowe ciarki na plecach.

Źródło: Psychological Medicine