Wybór życiowego partnera wydaje się skomplikowaną grą chemii, charakterów i przypadkowych spotkań. Nauka udowadnia jednak, że nasze decyzje miłosne są znacznie bardziej przewidywalne i zaprogramowane, niż mogłoby się wydawać. W milionach medycznych kartotek kryje się fascynujący, choć mocno niepokojący wzorzec. Okazuje się, że w kwestii zdrowia psychicznego nasz mózg podświadomie poszukuje swojego lustrzanego odbicia.
WIDEO…
Szukamy tego samego, co siedzi w nas
Aby zrozumieć ten mechanizm, naukowcy przeanalizowali dane obejmujące ponad 4,2 mln mieszkańców Danii (łącząc rejestry cywilne z krajowymi bazami pacjentów psychiatrycznych). Wyniki opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „JAMA Psychiatry” udowadniają występowanie tak zwanego doboru asortatywnego, czyli tendencji do łączenia się z osobami o zbliżonych cechach.
W przypadku diagnoz psychiatrycznych zjawisko to jest niezwykle silne – partnerzy o wiele częściej dopasowują się pod kątem problemów z psychiką niż pod kątem chorób fizycznych. Najwyższy wskaźnik podobieństwa w parach odnotowano u pacjentów ze schizofrenią. System często notuje również krzyżowanie się pokrewnych diagnoz. Doskonałym przykładem są mężczyźni zmagający się z nałogami, którzy bardzo często wiążą się z kobietami z ADHD.
Komputerowa symulacja potwierdziła najgorsze
Aby upewnić się, że pary nie poznają się po przez zrządzenie losu, naukowcy stworzyli potężną symulację komputerową. Przy pomocy komputera połączyli pacjentów w pary całkowicie w ciemno, niczym na loterii. Wyliczyli w ten sposób „ślepe” prawdopodobieństwo. Kiedy zestawiono je z prawdziwymi aktami małżeństw z duńskich urzędów, wiedzieli, że są na dobrym tropie. W prawdziwym świecie odsetek chorych par był wielokrotnie wyższy niż w komputerowym losowaniu.
To niezbity dowód na to, że pacjenci psychiatryczni nie łączą się ze sobą przypadkiem – z jakiegoś powodu podświadomie się odnajdują. Ten nieprzypadkowy dobór partnerów zwiększa ogólne występowanie chorób psychicznych w społeczeństwie o 1,8%. Biologiczna kumulacja obciążeń u dwojga rodziców sprawia, że ryzyko odziedziczenia choroby przez ich dzieci rośnie aż o 12,5% w stosunku do doboru losowego.
Miłość nie wybiera, ale czas na zmianę w medycynie
To przełomowe odkrycie doskonale tłumaczy zjawisko, które od dawna intrygowało psychiatrów – dlaczego obciążenia psychiczne potrafią tak silnie kumulować się w obrębie konkretnych drzew genealogicznych. Mając świadomość, że diagnozy lubią chodzić parami, lekarze rodzinni i opieka społeczna będą mogli znacznie szybciej identyfikować rodziny podwyższonego ryzyka (a w przypadku diagnozy jednej osoby w małżeństwie, powinni też przyjrzeć się tej drugiej). To pozwoli na wdrażanie programów wczesnego wsparcia dla dzieci, zanim jeszcze zdążą pojawić się u nich pierwsze niepokojące objawy.
Źródło: JAMA Psychiatry