Jesień to pora horrorów i filmów grozy. Wcześniej zapadający zmrok, deszcz, pojawiające się regularnie mgły i zamieranie przyrody powodują, że nasze myśli znacznie częściej płyną ku śmierci, zaświatom i zjawiskom paranormalnym.
WIDEO…
W dawnych wierzeniach jesień, zwłaszcza listopad, była czasem powrotu dusz przodków i straszenia przez demony. Słowiańskie Dziady odbywały się dwa razy w roku: wiosną, około 1 maja oraz jesienią, między 31 października a 1 listopada albo około równonocy jesiennej. Kościół próbował wchłonąć ten zwyczaj, przekształcając Dziady w Zaduszki. W hinduizmie przodkowie są czczeni w czasie Pitru Paksha, 16-dniowej pory przodków, przypadającej we wrześniu.
Horror na ekranie
Filmowe horrory mają już 130 lat, jeśli oczywiście za pierwszy taki film uzna się krótkometrażowy obraz „Le Manoir du Diable” („Dom diabła”, znany też jako „The Haunted Castle”) Georges’a Méliès’a z 1896 roku. Słynny „Gabinet doktora Caligari” pojawił się w 1920 roku. Od tamtego czasu horrory weszły do stałego repertuaru kin.
Zdaniem Arryn Robbins, adiunktki psychologii z Uniwersytetu w Richmond, budujące napięcie horrory bazują na tzw. ślepocie pozauwagowej. W artykule opublikowanym na łamach „The Conversation” napisała m.in.: „Z perspektywy psychologa poznawczego, zajmującego się percepcją wzrokową, dostrzegam, że horrory często wykorzystują rozbieżność między tym, co znajduje się przed naszymi oczami, a tym, co świadomie widzimy. Reżyserzy i operatorzy zachowują się jak domorośli psychologowie poznawczy: intuicyjnie kierują naszą uwagę dokładnie tam, gdzie trzeba, aby nas przestraszyć”.
Wyjaśnia, że w wielu horrorach pojawiają się upiorne postaci i inne trudne do dostrzeżenia szczegóły w tle scen. Nie widzimy ich, ponieważ nasz wzrok nie potrafi przetwarzać jednocześnie wszystkiego, co znajduje się w danej scenie. Szczegółowe informacje odbieramy tylko z tego miejsca, na które kierujemy uwagę. Wszystko poza jej reflektorem może pozostać niezauważone, bez względu na to, jak bardzo jest dziwne. Jest to właśnie wspomniana ślepota pozauwagowa.
Ślepota na zmiany
To zjawisko leży u podstaw słynnego eksperymentu z niewidzialnym gorylem. W jego trakcie około połowa uczestników, zajętych liczeniem podań piłki do koszykówki, nie zauważyła osoby w kostiumie goryla przechadzającej się między graczami.
Pokrewnym zjawiskiem jest ślepota na zmiany, polegająca na niedostrzeganiu czegoś, co zmienia się tuż przed naszymi oczami. Może to być drobiazg, taki jak kolor koszuli albo coś radykalnego, jak przemiana opętanej dziewczynki Janet w starszego mężczyznę podczas rozmowy z Edem Warrenem w „Obecności 2”. Kamera pozostaje skupiona na Edzie, podczas gdy Janet siedzi w lekko rozmytym tle. Przez to łatwo przeoczyć przemianę, dopóki dziewczynka nagle nie odzyska swojego wyglądu.
Reżyserzy horrorów sterują uwagą widzów, by wzmacniać strach: odwracają ją od zagrożenia lub kierują ku niemu tuż przed przerażającym momentem. W „Obecności” spojrzenie wystraszonej dziewczynki prowadzi nas ku duchowi skulonemu na szafie, którego ujawnia kolejne ujęcie. Taki montaż wykorzystuje naturalny odruch podążania za cudzym wzrokiem i buduje napięcie, zanim zobaczymy to, co bohaterka.
Gdy nic się nie dzieje
Czasami reżyserzy robią coś przeciwnego: nie dają naszej uwadze żadnego punktu zaczepienia. Użycie szerokiego kadru zmusza nas wówczas do przeszukiwania wzrokowego. Wodzimy oczami od jednego krańca do drugiego, wypatrując zagrożenia, którego być może jeszcze tam nie ma. Czy coś pojawi się w oknie? Czy wyjdzie przez drzwi? Niepewność i samo poszukiwanie budują napięcie.
Wykrywanie bodźca i jego rozpoznawanie to odrębne etapy przetwarzania informacji wzrokowej. Dołek środkowy siatkówki, w którym występuje największe zagęszczenie czopków, zapewnia ostre widzenie szczegółów i rozróżnianie barw. W obwodowych częściach siatkówki większą rolę odgrywają pręciki, umożliwiające widzenie przy słabym oświetleniu, a widzenie obwodowe ułatwia dostrzeganie ruchu. Wykrycie zmiany na obrzeżu pola widzenia może wywołać tzw. sakkadę, czyli szybki ruch oczu kierujący spojrzenie na dany obiekt, co pozwala dokładniej go ocenić. Krótka niepewność między zauważeniem czegoś a ustaleniem, czym to jest, sprzyja poczuciu zagrożenia i bywa wykorzystywana w horrorach.
Innym zjawiskiem percepcyjnym jest pareidolia, czyli dostrzeganie znajomych kształtów, zwłaszcza twarzy, w przypadkowych układach bodźców, takich jak cienie czy wzory na przedmiotach. Mózg interpretuje niejednoznaczne informacje, dopasowując je do utrwalonych wzorców, dlatego nawet kilka odpowiednio rozmieszczonych elementów może przypominać oczy i usta. Jedno z wyjaśnień ewolucyjnych zakłada, że taka skłonność sprzyjała szybkiemu wykrywaniu istotnych sygnałów: przeoczenie rzeczywistego zagrożenia mogło kosztować więcej niż fałszywy alarm. W horrorach niejasne kształty uruchamiają ten mechanizm, sprawiając, że widz dostrzega niepokojące twarze lub sylwetki, zanim upewni się, co właściwie widzi.
Bać się czy nie bać, oto jest pytanie
Pozostaje pytanie, czy lęk w kontrolowanych warunkach jest dla nas dobry? Badania z ostatnich lat sugerują, że horror nie jest dla widzów tylko źródłem lęku, lecz także bezpiecznym treningiem emocji. W ankiecie przeprowadzonej wśród 1187 dorosłych przez Clasena, Kjeldgaarda-Christiansena i Johnsona około 55% badanych deklarowało, że lubi horror, a osoby, które lubiły go bardziej, oczekiwały od niego więcej radości, zaufania, oczekiwania i zaskoczenia. Osoby z silniejszymi przekonaniami paranormalnymi bardziej bały się treści nadprzyrodzonych, ale też częściej czerpały z nich przyjemność. Autorzy opisują to jako rodzaj „łagodnego masochizmu”, czyli bezpieczną przestrzeń na emocjonalną i poznawczą zabawę, ćwiczenie regulacji zachowań i badanie norm.
Podobny wniosek płynie z badania Scrivnera i współpracowników, którzy w czasie pandemii przebadali 310 osób. Fani horrorów wykazywali większą odporność psychiczną, a miłośnicy gatunków „prepperskich” (inwazje obcych, apokalipsy, zombie) także większe przygotowanie. Autorzy zakładają, że oglądanie przerażającej fikcji pozwala zbierać informacje i ćwiczyć regulację emocji. Zespół z Aarhus pokazał z kolei w duńskim nawiedzonym domu, że ludzie potrafią świadomie sterować własnym strachem.
Trzeba jednak pamiętać, że większość tych wyników ma charakter korelacyjny. Nie wiadomo, czy horror czyni ludzi odpornymi, czy odporni ludzie chętniej po niego sięgają.
Źródło: The Conversation