Źródłem powszechnego przekonania o prawidłowej temperaturze ciała jest praca niemieckiego lekarza Carla Reinholda Augusta Wunderlicha. W latach sześćdziesiątych XIX wieku przebadał on około 25 tysięcy pacjentów i na podstawie ponad miliona odczytów wyznaczył średnią dla zdrowych osób dorosłych na poziomie 37 st. Celsjusza. Wartość tę z czasem doprecyzowano do 36,8 stopnia, potem do 36,6 stopnia, co przez dziesięciolecia funkcjonowało jako prawidłowa temperatura ciała i próg stanu podgorączkowego.
WIDEO…
Problem w tym, że pomiary sprzed 150 lat trudno porównywać ze współczesnymi. Wunderlich posługiwał się termometrami rtęciowymi, które wymagały nieruchomego leżenia pacjenta przez kilkanaście minut, a odczyt pobierał spod pachy, co dziś jest tylko jedną z możliwych metod. Część badaczy podejrzewa, że jego termometry mogły zawyżać wyniki, choć nie wszyscy uznają to za główną przyczynę obserwowanych różnic.
Badaczka ze Stanfordu pierwsza udowodniła, że ludzie stygną
Najszerzej cytowany dowód na spadek temperatury przyniósł zespół Julie Parsonnet z Uniwersytetu Stanforda. W opublikowanej w 2020 roku pracy na łamach pisma „eLife" naukowcy przeanalizowali setki tysięcy pomiarów pochodzących z trzech zbiorów danych: rejestrów z czasów amerykańskiej wojny secesyjnej, badania NHANES z lat 1971 do 1975 oraz dokumentacji medycznej Stanforda z lat 2007 do 2017.
Z analizy wynika, że średnia temperatura ciała spadała o około 0,03 st. C na każdą kolejną dekadę urodzenia. Mężczyźni urodzeni współcześnie mają temperaturę niższą o mniej więcej 0,59 st. Celsjusza niż ci z początku XIX wieku, a u kobiet różnica sięga około 0,32 stopnia. Badanie Parsonnet dowodziło, że współczesna przeciętna dla dorosłych jest bliższa wartości 36,6–36,7 st. Celsjusza. Kolejne badania jeszcze tę wartość obniżyły.
Porównując temperatury osób urodzonych w różnych latach, a mierzonych w tym samym czasie, oraz osoby z tego samego rocznika badane w różnych okresach, badacze zdołali oddzielić wpływ błędów pomiarowych od realnej zmiany biologicznej. Nowsze zbiory danych, zebrane już współczesnymi, bardziej miarodajnymi termometrami, potwierdziły ten sam trend.
Temperatura u ludu Tsimane dowodzi, że zjawisko jest globalne
Z czasem okazało się, że obniżanie się temperatury ciała wcale nie dotyczy tylko mieszkańców krajów rozwiniętych. Udowodniło to badanie ludu Tsimane, rdzennej społeczności żyjącej w boliwijskiej części Amazonii. Zespół pod kierunkiem prof. Michaela Gurvena z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara zebrał blisko 18 tysięcy pomiarów od ponad pięciu tysięcy osób w latach 2002 do 2018 i opublikował wyniki w piśmie „Science Advances".
O ile na początku wieku średnia temperatura ciała Tsimane wynosiła około 37 st. C, o tyle w 2018 roku spadła do mniej więcej 36,5 st. C, czyli o około 0,05 st. C rocznie. Badacze uwzględnili w analizie temperaturę otoczenia, masę ciała, infekcje i inne zmienne zdrowotne. Czynniki te nie wyjaśniły spadku temperatury w stu procentach, zatem po raz kolejny widać tu osobny trend.
Dlaczego nasze ciała stygną?
Naukowcy wskazują na splot przyczyn związanych z postępem cywilizacyjnym. Julie Parsonnet tłumaczy obniżenie temperatury przede wszystkim ogólną poprawą stanu zdrowia populacji. W czasach Wunderlicha oczekiwana długość życia wynosiła niespełna 40 lat, a ludzie nieustannie zmagali się z gruźlicą i innymi chorobami zakaźnymi oraz chorobami reumatycznymi. Walka układu odpornościowego z patogenami pochłania kalorie, a kalorie to, w uproszczeniu, ciepło.
Dzięki szczepionkom, antybiotykom, lekom przeciwzapalnym, dostępie do czystej wody i kanalizacji, organizm współczesnego człowieka nie musi już tak często utrzymywać podwyższonej temperatury. W przypadku Tsimane znaczenie miały również toalety i noszenie butów, które ograniczyły zakażenia pasożytnicze.
Druga grupa wyjaśnień dotyczy komfortu termicznego. Większość życia spędzamy dziś w tak zwanej strefie neutralności termicznej, w pomieszczeniach ogrzewanych zimą i klimatyzowanych latem. Klimatyzacja jest obecna w co najmniej 88 procentach amerykańskich domów, podobny odsetek brytyjskich gospodarstw ma centralne ogrzewanie. Zmiany klimatyczne sprawiają, że klimatyzacja staje się coraz powszechniejsza także w Europie. Skoro organizm nie musi pracować, by utrzymać temperaturę, produkuje mniej energii, a więc i mniej ciepła.
Czy 36,6 wciąż coś znaczy?
Część podręczników medycznych na świecie, na przykład „Harrison's Principles of Internal Medicine" oraz baza UpToDate, podaje już niższe wartości temperatury ciała. Eksperci przestrzegają jednak przed przywiązywaniem nadmiernej wagi do sztywnego limitu. Prawidłowa temperatura mieści się w szerokim przedziale od około 36,1 do 37,2 st. C i zależy od wieku, płci, masy ciała oraz pory dnia.
Z wiekiem temperatura spada wraz ze spowolnieniem przemiany materii. U kobiet jest ona statystycznie nieco wyższa niż u mężczyzn. W ciągu doby osiąga minimum nad ranem, między godziną 3.00 a 5.00, i szczyt po południu, między 16.00 a 18.00. Jak zauważa antropolog Adrian Jaeggi z Uniwersytetu w Zurychu, tych progów również nie należy traktować zbyt dosłownie. To, czy można zdiagnozować gorączkę, zależy m.in. od średniej temperatury u danej osoby. Wartości skrajne, czyli poniżej 35 st. C lub powyżej 40 st. C u dorosłych, to już powody do uzasadnionego niepokoju.